Translate

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Straszny kot

Koty uwielbiam, bo są milusie, kochane, ale ten kot wyszedł mi bardzo straszny. Zawiesiłam go na ścianie i mam wrażenie, że mnie wciąż obserwuje.


A wszystko prze te ślepia. Nie miałam mniejszych. Wąsiska też zbyt długie, a może nie? Naprawdę to straszny kot. Strach się bać(!).

Na pocieszenie wydziergałam kolorową łapkę albo podkładkę, jak kto woli.
Jest dwustronna. Lubię żółcie i zielenie. Miała być serwetka z włóczki, bo wolę serwetki z włoczki, nie trzeba ich krochmalić, prasować, wiadomo, lenistwo rządzi. Jednak serwetka zamieniła się w łapkę. Oto ona.



Na razie wisi w kuchni, dopóki ktoś jej nie przygarnie.
Mam na szydełku łapkę sowę, ale na razie jej  nie pokaże.
Pozdrawiam

niedziela, 21 maja 2017

Serwetka

Muszę się pochwalić moją świeżynką. Pierwszy raz robiłam z cienizny. Początki były dość trudne, bo wciąż gubiłam oczka, tym bardziej, że robiłam ze schematu i musiałam zerkać tu i tam,  ale szczęśliwie dotarłam do końca. Jestem zadowolona z mojego wyczynu.  Nie znam nazwy kordonka, "bo zgubiła mi się"  banderola, ale motek był dość duży. Zużyłam ponad 3/4 motka. Serwetka jeszcze nie blokowana, tylko lekko przeciągnięta żelazkiem. 


Ma 38 cm średnicy.
Wzór niezbyt skomplikowany, ale dziubdziania od groma. 
Czuję się, jakbym zdobyła bardzo wysoki szczyt. 
Z ciekawości spróbowałam policzyć koszt robótki i aż się zdziwiłam. Cena kordonka, plus koszt tzw robocizny zamknęły się w 30 zł. Pokazałam serwetkę sąsiadce. Były ochy i achy, ale gdy spytała o cenę i usłyszała 30 złotych, w odpowiedzi pokręciła głową. mówiąc - No co ty, aż tyle? 30 złotych za takie coś!
- A na ile byś wyceniła - spytałam. - No, może 10 złotych? - odparła. 
- Dziesięć złotych to koszt kordonka, a moja robota, kilka godzin? To pikuś?
Taka jest smutna prawda, że każdy się zachwyca, ale z kosztami się nie zgadza.
Pozdrawiam


poniedziałek, 15 maja 2017

Jestem i już się chwalę urobkiem

O wielkie nieba, jak ja tutaj dawno nie byłam. Zaniedbałam swój blog, ale nie zaniedbałam robótek. Wprawdzie nie zrobiłam dużo, ale zawsze coś mogę pokazać. Trochę szyłam, troszkę dziergałam, a nawet haftowałam(!), a co najdziwniejsze zajęłam się dzierganiem serwetek. Tak, tak, zrobiłam aż dwie serwetki, a na szydełku  jest następna. Pisałam już, że nie lubię dziergać z cienizny, wobec tego użyłam grubszego kordonka i cieńszej lnianej włóczki. Jak mi to wyszło sami ocenicie, bo  ja jestem dumna ze swoich wyczynów. 
Zrobiłam też serwetkę z cienkiej włóczki akrylowej, spodobał mi się sposób dziergania, trochę męczący, ale efekt ciekawy. Kolorki niezbyt dobrze dobrane, ale włóczki mi się pokończyły i dziergam z resztek.


Ostatnio dziergam ośmiorniczki i sówki dla maluszków.



Są  też motylki i serduszka:




I duża sówka - breloczek


Poszewki też są:
Dwie uszyte z bawełny:



Dwie wyhaftowane włóczką na lnie. To moja droga przez mękę. Ale zaparłam się.


A teraz serwetki:



Wykonanie ich zajęło mi dużo czasu. Tę większą robiłam ze wzoru, a mniejszą z głowy. Nie jest do końca zrobiona tak jak zamierzałam, ale zabrakło mi lnianej włóczki. 
Tak sobie myślę, że te serwetki mogę naszyć na lniane płótno i będą z nich fajne poduszki.
Na koniec mój ostatni tulipan.


a najładniejszy jest jego środek.

Pozdrawiam wszystkich.

środa, 25 stycznia 2017

Sówki i samochody

Bardzo lubię szyć poszewki dla dzieci. Jak tylko zobaczę tkaninę w dziecięce wzory od razu mnie palce świerzbią i już chciałabym szyć. 

Od dawna jestem fanką sówek i trafiłam na w sklepie na sówki, a do tego zachwyciły mnie samochodziki. Sówki już gotowe, a samochodziki czekają w kolejce. Same słodziaki.



Pewna Pani zamówiła u mnie dwie poszewki z różami. Uszyłam i wysłałam i tak jej się spodobały, że poprosiła jeszcze o jedną. Nie sprawdziłam ile mi zostały tej tkaniny i zamówienie przyjęłam, a tu zonk. Zostały mi tylko trzy wąskie paski. Cóż miałam robić? Zadzwoniłam i wyjaśniłam w czym rzecz.
- Pokombinuj coś - usłyszałam. 
Toteż pokombinowałam. Pozszywałam kawałki, aby zamaskować szwy naszyłam bawełnianą koronkę. Nie wiem czy jej się spodoba moja kombinacja, ale myślę, że nieźle to wyszło.



Aparat mi ostatnio fiksuje i robi nieostre zdjęcia. Coś jednak widać, prawda?
Pozdrawiam

wtorek, 17 stycznia 2017

Maszyna ruszyła

Miałam leniuchować, ale nie mogę. Muszę coś robić. Chociaż troszkę. Ja chyba cierpię na zespół niespokojnych rąk. Co raz zmieniam pozycje. Pół godzinki przy maszynie, potem godzinkę na kanapie i tak w kółko. Dlaczego na kanapie? Od paru tygodni wysiada mi kręgosłup w odcinku piersiowym i szyjnym. Czasem ból jest tak duży, że muszę ratować się Ketonalem i leżeniem. Na leżąco nic nie boli, na stojąco mniej, a najwięcej boli w pozycji siedzącej. To mnie bardzo wkurza i martwi, bo nie daję rady posiedzieć dłużej przy maszynie. 
Dzisiaj z ledwością uszyłam trzy poszewki: dwie  w śliczne ptaszory i jedną chmurkową.



Kaczuchy już poleciały do nowej właścicielki. Paw jeszcze czeka.

A to poszewka z grubszej bawełny w chmurki i gwiazdki. Ładna, prawda?


Kończę, muszę zmienić pozycję na horyzontalną.
Pozdrawiam

piątek, 6 stycznia 2017

Moje uszytki

Dawno tutaj nie pisałam. Bardzo dawno. Podchodziłam kilka razy, żeby pokazać moje wytwory szyciowe, ale zawsze mi coś przeszkadzało i zamykałam stronę. 
Dzisiaj, podczas rozmowy telefonicznej  zmobilizowała mnie moja blogowa Przyjaciółka Iwonka. Obiecałam pokazać swoje ostatnie uszytki, więc zaraz je pokażę. 
Mój blog miał być tylko szydełkowy, ale odkąd mam maszynę do szycia stał się szyciowy. 
O szydełku nie zapomniałam. Ono mnie wciąż kusi, jednak maszyna bardziej przyciąga. 
W grudniu szyłam poszewki na jaśki i torby eko. Nie wszystkie obfociłam, bo nie zdążyłam. Kilka poszewek i toreb znalazło nabywców, z czego się cieszę, oni zapewne też.
Mam kilka fotek tego co zostało, oto one.

Trafiłam na ładny len z makami.


A te są z angielskiej bawełny satynowej.






Kilka poszewek świątecznych z bawełny. 






I takie zwykłe bawełniane.






Mój ulubiony  folkowy motyw.


Na koniec jedyna mega torba z grubej bawełny, usztywniona fizeliną, z podszewką i zamkiem.


Na razie robię przerwę z szyciem poszewek. Mam ich sporo, a chętnych mało. 
Zima mnie trochę uziemiła, bo zaspy po kolana, samochód zasypany, a ja nie mam siły walczyć ze śniegiem. Poczekam do wiosny.
Pozdrawiam wszystkich noworocznie.

niedziela, 27 listopada 2016

Ciekawy konkurs

Na jednym z robótkowych blogów;

http://kreatywnanoctally2.blogspot.com/2016/11/rozgrzewamy-serducha-noworoczny-konkurs.html
pojawiło się ogłoszenie o ciekawym konkursie, pt: "rozgrzewamy serducha".
Nagroda też jest fajna - bon zakupowy na 50 zł w pasmanterii. Warto skorzystać. Dokładne informacje pod wyżej podanym linkiem.
Pozdrawiam