Translate

piątek, 14 lipca 2017

Motylem jestem

Ostatnio wzięło mnie na szydełkowanie. Znalazłam motek żółtej bawełnianej włóczki, która jest bardzo fajna w dzierganiu. Nie jest zbyt cienka, ale też nie grubaśna. W jednej z bardzo starych gazetek robótkowych natrafiłam na wzór motyla, więc czemu nie spróbować. Trochę się przestraszyłam, że będzie to dla mnie skomplikowane, ale zaczęłam dziergać i okazało się, że to prościzna.
Motylek "urodził się" bez bólu i jest dość spory. Rozpiętość - 30 cm, wysokość - 22 cm. Kolorek w sam raz na motylka.
Jeszcze go nie usztywniłam. Po ukrochmaleniu będzie fruwał w moim oknie.



Włóczki troszkę zostało, więc żeby się nie plątała w pudle zrobiłam małą serwetkę, albo podkładkę. Serwetka skończona i włoczka też, co do centymetra.

Wzór z pamięci.
Pozdrawiam bardzo ciepło.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Szydełkuję

Pogoda bardzo różna, raz słońce, a zaraz deszcz i wiatr, więc siedzę w domeczku i dziergam.
Udziergałam wielgachne serducho o średnicy - 22 cm, tym razem o zaokrąglonych kształtach.
.

Czerwoną serwetkę obrębioną złotym kordonkiem. Przyda się na święta.


I kolorowe podkładki pod filiżanki.




Kawa mi lepiej smakuje, gdy filiżanka stoi na kolorowej podkładce. A Wam?
Pozdrawiam

piątek, 30 czerwca 2017

Osowiałam

Dawno nie dziergałam sowy. Oj, bardzo dawno. Ostatnio znowu uwiodły mnie sówki. Wykorzystałam resztki kolorowych włóczek i dziergnęłam sporą sówkę.  Kolorki nie bardzo sowie, ale miałam tylko takie włóczki.



Sowa dość pokaźna, bo mierzy 45 centymetrów.
Początkowo była bez ruchomych oczek.


Jednak  doszłam do wniosku, że brak jej bystrości i dokleiłam oczka. Teraz nabrała właściwego wyrazu.


Mam duży kawałek juty, więc nakleję sowę na jutę, dodam drążek do zawieszenia i będzie sowi obrazek. Gdy będzie gotowy, to pokażę.
Jak już miałam szydełko w ręce, to wykorzystałam inne kolorki. Wyszło mi biało czerwone stylizowane serducho.


Może coś pokombinuję i zaokrąglę kształty serducha, chociaż niekoniecznie, przecież nie wszystkie serca mają łagodne kształty.
Zrobiłam też  przodzik do poduszki. Tym razem robiłam z samej bawełny. Miałam sporo różnokolorowych nitek i wykorzystałam co do jednej. 


Na koniec różowiutka różyczka - broszka.


Po wczorajszej burzy i wichurze mam na podwórku masakrę. Sterty połamanych gałęzi z wierzby, z sosny, a pod owocowymi drzewami śliwki. Wszystkie leżą na ziemi zamiast wisieć na drzewach. 
Muszę się brać do porządkowania, chociaż nie bardzo mi się chce. 
Pozdrawiam pogodnie. 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Straszny kot

Koty uwielbiam, bo są milusie, kochane, ale ten kot wyszedł mi bardzo straszny. Zawiesiłam go na ścianie i mam wrażenie, że mnie wciąż obserwuje.


A wszystko prze te ślepia. Nie miałam mniejszych. Wąsiska też zbyt długie, a może nie? Naprawdę to straszny kot. Strach się bać(!).

Na pocieszenie wydziergałam kolorową łapkę albo podkładkę, jak kto woli.
Jest dwustronna. Lubię żółcie i zielenie. Miała być serwetka z włóczki, bo wolę serwetki z włoczki, nie trzeba ich krochmalić, prasować, wiadomo, lenistwo rządzi. Jednak serwetka zamieniła się w łapkę. Oto ona.



Na razie wisi w kuchni, dopóki ktoś jej nie przygarnie.
Mam na szydełku łapkę sowę, ale na razie jej  nie pokaże.
Pozdrawiam

niedziela, 21 maja 2017

Serwetka

Muszę się pochwalić moją świeżynką. Pierwszy raz robiłam z cienizny. Początki były dość trudne, bo wciąż gubiłam oczka, tym bardziej, że robiłam ze schematu i musiałam zerkać tu i tam,  ale szczęśliwie dotarłam do końca. Jestem zadowolona z mojego wyczynu.  Nie znam nazwy kordonka, "bo zgubiła mi się"  banderola, ale motek był dość duży. Zużyłam ponad 3/4 motka. Serwetka jeszcze nie blokowana, tylko lekko przeciągnięta żelazkiem. 


Ma 38 cm średnicy.
Wzór niezbyt skomplikowany, ale dziubdziania od groma. 
Czuję się, jakbym zdobyła bardzo wysoki szczyt. 
Z ciekawości spróbowałam policzyć koszt robótki i aż się zdziwiłam. Cena kordonka, plus koszt tzw robocizny zamknęły się w 30 zł. Pokazałam serwetkę sąsiadce. Były ochy i achy, ale gdy spytała o cenę i usłyszała 30 złotych, w odpowiedzi pokręciła głową. mówiąc - No co ty, aż tyle? 30 złotych za takie coś!
- A na ile byś wyceniła - spytałam. - No, może 10 złotych? - odparła. 
- Dziesięć złotych to koszt kordonka, a moja robota, kilka godzin? To pikuś?
Taka jest smutna prawda, że każdy się zachwyca, ale z kosztami się nie zgadza.
Pozdrawiam


poniedziałek, 15 maja 2017

Jestem i już się chwalę urobkiem

O wielkie nieba, jak ja tutaj dawno nie byłam. Zaniedbałam swój blog, ale nie zaniedbałam robótek. Wprawdzie nie zrobiłam dużo, ale zawsze coś mogę pokazać. Trochę szyłam, troszkę dziergałam, a nawet haftowałam(!), a co najdziwniejsze zajęłam się dzierganiem serwetek. Tak, tak, zrobiłam aż dwie serwetki, a na szydełku  jest następna. Pisałam już, że nie lubię dziergać z cienizny, wobec tego użyłam grubszego kordonka i cieńszej lnianej włóczki. Jak mi to wyszło sami ocenicie, bo  ja jestem dumna ze swoich wyczynów. 
Zrobiłam też serwetkę z cienkiej włóczki akrylowej, spodobał mi się sposób dziergania, trochę męczący, ale efekt ciekawy. Kolorki niezbyt dobrze dobrane, ale włóczki mi się pokończyły i dziergam z resztek.


Ostatnio dziergam ośmiorniczki i sówki dla maluszków.



Są  też motylki i serduszka:




I duża sówka - breloczek


Poszewki też są:
Dwie uszyte z bawełny:



Dwie wyhaftowane włóczką na lnie. To moja droga przez mękę. Ale zaparłam się.


A teraz serwetki:



Wykonanie ich zajęło mi dużo czasu. Tę większą robiłam ze wzoru, a mniejszą z głowy. Nie jest do końca zrobiona tak jak zamierzałam, ale zabrakło mi lnianej włóczki. 
Tak sobie myślę, że te serwetki mogę naszyć na lniane płótno i będą z nich fajne poduszki.
Na koniec mój ostatni tulipan.


a najładniejszy jest jego środek.

Pozdrawiam wszystkich.

środa, 25 stycznia 2017

Sówki i samochody

Bardzo lubię szyć poszewki dla dzieci. Jak tylko zobaczę tkaninę w dziecięce wzory od razu mnie palce świerzbią i już chciałabym szyć. 

Od dawna jestem fanką sówek i trafiłam na w sklepie na sówki, a do tego zachwyciły mnie samochodziki. Sówki już gotowe, a samochodziki czekają w kolejce. Same słodziaki.



Pewna Pani zamówiła u mnie dwie poszewki z różami. Uszyłam i wysłałam i tak jej się spodobały, że poprosiła jeszcze o jedną. Nie sprawdziłam ile mi zostały tej tkaniny i zamówienie przyjęłam, a tu zonk. Zostały mi tylko trzy wąskie paski. Cóż miałam robić? Zadzwoniłam i wyjaśniłam w czym rzecz.
- Pokombinuj coś - usłyszałam. 
Toteż pokombinowałam. Pozszywałam kawałki, aby zamaskować szwy naszyłam bawełnianą koronkę. Nie wiem czy jej się spodoba moja kombinacja, ale myślę, że nieźle to wyszło.



Aparat mi ostatnio fiksuje i robi nieostre zdjęcia. Coś jednak widać, prawda?
Pozdrawiam