Translate

poniedziałek, 5 listopada 2012

Zgłosiłam się

Powstał ciekawy projekt; Spis polskich blogów handmade. Nareszcie będzie można szukać w jednym miejscu, tym bardziej, że lista podzielona jest według rodzajów twórczości. Zgłosiłam swój blog, może się załapię.

poniedziałek, 22 października 2012

Modeliniaki Tusi

Moja wnuczka jest w transie tworzenia. Dzisiaj wirtualna poczta dostarczyła mi jej nowe prace, tym razem już same modeliniaki, a także coś nowego - obrazy. O tym, że lepi wiedziałam, że pisze opowiadania też wiedziałam, ale że maluje, to dla mnie nowość. I jak tu się nie cieszyć z takiej wnusi?
Ja też nie jestem w  tyle, bo dziergam i to sporo, niestety nie mogę pokazać, bo nie mam jak. Moja komórka robi ładne fotki, ale mój komputer uparł się i nie chce z nią współpracować, mimo że dokupiłam odpowiedni kabelek, ściągnęłam program i nadal nic. Nie znam się aż tak na tym wszystkim, żeby znaleźć przyczynę. Muszę czekać aż wróci córka albo przyjedzie syn. W najbliższym sąsiedztwie nie ma speca od komputerów i jestem uziemiona.
A szkoda, bo mam co pokazać, ponad dwadzieścia nowych robótek, wprawdzie drobiazgi, ale mnie cieszą, bo odgapiłam ciekawe wzory, nauczyłam się czegoś nowego, coś sama wymyśliłam i robota wre. Zamówienia już pokończone,  w środę "polecą" do przyszłych właścicielek i czas zacząć nowe. Mikołaj za pasem, święta też, więc niektóre prace nadają się w sam raz na suweniry. Mam trzy zamówienia, jedno dość duże. Kupiłam osiem motków ładnej włóczki, koraliki, dobre szydełka i już zaczęłam dziergać, żeby zdążyć do Mikołaja. Nie mam więc  czasu na nudę. Nawet na blogi mało zaglądam.

Oto prace Tusi:

1. Modeliniaki


2. Obrazy




czwartek, 11 października 2012

Nowe prace Tusi

Moja Tusia jest bardzo kreatywna i niezmordowana w lepieniu. Wczoraj dostałam pocztą fotkę z nowymi lepiuszkami. Nadal lepi z plasteliny, ale zaczęła też z modeliny. Właśnie rudy lisek,  to modeliniak. Jest już wypieczony, to znaczy utwardzony i żadne niewygody mu niestraszne. A co powiecie o jaszczurczej  rodzince?
Ja mam faworyta, kotka. Malutki, milusi, słodki i taki do przytulenia, do pogłaskania.  A może to mały tygrysek?



 Próbowałam pobawić się modeliną. Jakieś 30 lat temu robiłam bardzo udane broszki z modeliny. Pamiętam, że koleżanki z pracy i  po sąsiedzku, paradowały z moimi broszkami. Najładniejsze były broszki różyczki. Niedawno w moich "skarbach' znalazłam jedną różyczkę, i szczerze się przyznaję, że nie mogłam wyjść z podziwu jak mi się udało tak precyzyjnie ulepić. Różyczka wygląda jak "żywa" i mimo tylu lat  nie straciła urody. Jest kształtna, krwisto-czerwona i bez uszczerbku na ciele(!).  Wczoraj zaczęłam lepić, bo chyba pozazdrościłam wnuczce (!), ale niestety, już nie te palce, brak precyzji, nic mi sensownego nie wyszło.  Ulepiłam kilka kulek, może zrobię z tego korale do zdobienia  włóczkowych broszek.
Podziwiam Tusię za jej cierpliwość, talent, pomysłowość i precyzję. Te stworki sprawiają wrażenie, jakby odpoczywały i za chwilę zamierzały ruszyć dalej. Ja tak odbieram, patrząc na nie, a Wy co o tym myślicie?

środa, 3 października 2012

I znowu jesień

Lato minęło szybko, nawet nie wiem kiedy. Jesień już rządzi, a za niedługo zima da się we znaki, brrrr...
Na samym wstępie pragnę podziękować wszystkim za miłe i dopingujące komentarze pod pracami mojej wnuczki Tusi. Ona czytała wszystkie i bardzo się ucieszyła. Napisała w mailu, że takie oceny motywują ją do dalszej pracy i bardzo wszystkim dziękuje.
A ja dziękuję także tym koleżankom, które zamówiły kilka moich prac. Nie muszę pisać, że to mnie też motywuje. Tu nie chodzi tylko o gratyfikację, ale przede wszystkim o to, że to co robię, ktoś docenia, podoba mu się i chce to mieć. Dziękuję dziewczyny. Jedna paczka już poleciała, dwie następne za parę dni wylecą ode mnie. Pechowo się stało, ze miałam kontuzję ręki i na dodatek nasza poczta od kilku dni jest nieczynna. Miało być inaczej, a wyszło jak zwykle.  Mam wielką tremę, czy to, co dostaniecie spełni Wasze oczekiwania. Bardzo bym chciała.

Moja ręka już wygojona i znowu zaczęłam dziergać. Trochę mi kulawo idzie, powoli, ale dziergam. Pokończyły mi się kolorowe włóczki, coś jeszcze mam, lecz to już maleństwa. I z tych maleństw też da się coś zrobić. Zaczęłam dziergać broszki, breloczki do kluczy albo do torebek i igielniki. Dzieciaki od sąsiadki już parę sówek zabrały. Widziałam je przypięte do tornistrów.
Nie mam aparatu, żeby zrobić fotki, więc tylko parę z komórki, ale jakość jest kiepska. Coś widać, kolorki trochę przekłamane. Pokażę, a co mi tam.


1. Breloczki sówki. Od dawna mam sentyment do sówek.


B

 Broszka jest naprawdę śliczna, z puchatej blado różowej włóczki, na zielonym liściu. Tutaj wyszła kiepsko.
Serduszko i to coś okrągłe, to igielniki, a sówki, to breloczki. Mam ich więcej, ale pokazuję tyko dwa.


2. Naszyjniki albo kołnierzyki, zależy jak się założy. Jeden jest czarny, a drugi ciemno zielony, mimo że na fotografii kolor jest niebieskawy. Kwiatki pośrodku naszyjników, to broszki z tej samej włóczki. Można je dopiąć do naszyjnika albo nie. Wedle uznania i potrzeby.




 3. A teraz moja nowa sowa. Inna niż ta poprzednia, bardziej paradna. Sowa już poleciała do Wrocławia. Ciekawa jestem czy się spodoba właścicielce. Mnie się podoba.


Szkoda, że nie widać dobrze sowy, jest okazała - 20 cm wysokości i bardzo kolorowa.
Na razie tyle fotek. Mam zrobione też breloczki kurki, kilkanaście podkładek, mnóstwo kolorowych broszek, bransoletki z włóczki z koralikami, sowę ze sznurka jutowego do zawieszenia na ścianie,  ale to pokażę następnym razem. Od jutra zaczynam robić czapeczki dla dzieci. Zrobiło się zimno, to sa chętni na cieplejsze czapki. To już wszystko. Pozdrawiam i czekam na komentarze.

niedziela, 23 września 2012

Plasteliniaczki Tusi

Taki ponury dzień, za oknem szaro, mglisto i wietrzno, a mnie się oczy śmieją i jakoś mi cieplej na sercu. Bo jak się nie uśmiechać, patrząc na te cudeńka, przesłane dzisiaj przez Tusię? Na żółwika, żabkę, ptaszka, na krówkę, która wprost łapie za serce? Szkoda, że nie mogę patrzeć, jak wnusia lepi te stworki, na proces tworzenia. To musi być ciekawe.
Zobaczcie sami, co mnie tak cieszy.



Pozdrawiam.

niedziela, 16 września 2012

Candy w Stonogach

Wczoraj zaczęło się Multi - Candy w:  Stonogi.pl
Warto zajrzeć, bo nagrody bardzo pomysłowe i dużo. Polecam, ja się już zapisałam w kolejce. Może mi się uda chociaż raz w życiu coś wygrać. W cuda nie wierzę, a może?




Moje dzierganie się dzierga... A  , tak a propos dziergania...
Fajnie by było, gdyby można pomyśleć wzór, machnąć szydełkiem, podrzucić motek włóczki w górę i spokojnie patrzeć, jak w górze plączą się nitki, kotłują i za chwilę spada gotowy wyrób. Niech pomyślę... hmm... no, niby fajnie, ale co to za przyjemność? Cała frajda, to możliwość tworzenia, własnym umysłem, oczami i ręcami. Tak, ręcami( wiem jak się pisze i mówi, to nie pomyłka). Zrobienie coś z niczego, jak to zwykliśmy mówić. No bo czymże jest włóczka? Obojętnie czy pozyskana  naturalnie czy w większości z udziałem chemii. Jest martwym przedmiotem, który zalega na półkach, w szufladach lub w workach. Ale gdy ją weźmiemy w dłoń, popieścimy palcami. pogłaszczemy przyjaznym wzrokiem, to w naszych szarych komórkach w tejże samej chwili rodzi się myśl: - Już wiem co zrobię! Mam pomysł!
I od tej chwili zaczynamy szaleć z pomocą naszych niezastąpionych pomagierów( o szydełku, drutach i innych akcesoriach  mowa). Czas ucieka, dzień mija, noc się zbliża, a my dziergamy, dziergamy, prujemy, snujemy, nawijamy, pot  zalewa oczy, głód w kiszkach marsza gra, a my swoje, aż do momentu, gdy z tej martwej włóczki urodzi się cudeńko, nasze, oczekiwane, wymarzone, wypracowane. Wtedy oczy nam błyszczą, ręce drżą ze wzruszenia (i zmęczenia),  twarz jaśnieje. Trwaj chwilo, chciałoby się powiedzieć. Tak, tak, trwaj chwilo. Bo to jest nasza piękna chwila. Patrzymy na to co stworzyliśmy, a stworzyliśmy coś co "żyje". Ma kształt, wymiar, fason, kolor, walor i inne przymioty. Jest naszym dziełem i będzie cieszyć i służyć nam, a może i komuś innemu. I to jest ten cud tworzenia, który towarzyszy każdemu twórcy, obojętnie czy jest wielkim artystą, mniejszym czy amatorem, czy tylko zwykłym rzemieślnikiem, chałupnikiem, rękodzielnikiem - wedle obecnego nazewnictwa, bądź chwilowym twórcą. Kocham te chwile przy dzierganiu, przy pisaniu. Czasem są męczące, ale zawsze zdominowane  ciekawością: - Czy mi się uda? Co z tego wyjdzie? Oby trwały jak najdłużej, czego życzę sobie i każdemu, bo podobno dopóty jesteśmy młodzi i szczęśliwi, dopóki jest w nas ciekawość. Bądźmy zatem zawsze młodzi i szczęśliwi.

Pozdrawiam zerkających otwarcie i ukradkiem.

piątek, 31 sierpnia 2012

Pokazuję co mam

Ostatnio pokazałam hurtem moje robótki. Kilka spodobało się koleżankom i mam zamówienie. Czy się cieszę? Jasne. Od razu mi napęd podskoczył. Jestem w trakcie robienia dwóch  kolii, z czarnej i zielonej nabłyszczanej włóczki, dużej sowy, czarno białej torebki, kilkunastu kwiatków na jeżyku, dwóch torebek dla dziewczynek, dużej ośmiornicy, kilku broszek i stada myszek. Dobrze, że dziewczyny nie wyznaczyły mi terminów, bo padłabym z szydełkiem w ręce. Przyznaję, że mam termę. Inaczej się robi, gdy ktoś jest blisko, można zapytać czy dobrze, czy coś zmienić, a zupełnie inaczej na odległość. Mam nadzieję, że sprostam ich oczekiwaniom.
Ostatnio zaczęłam robić nową torebkę. Będąc w galerii handlowej zobaczyłam okrągłą skórkową torebkę z dużym kwiatem ze skóry, na przedniej powierzchni. Pomyślałam, że z włóczki też można taką zrobić.  Zrobiłam przód i tył. Zostały mi do zrobienia boczki i pasek. Na razie odłożyłam, bo mam front robót zapewniony. A, zrobiłam jeszcze kilka włóczkowych wisiorków, medalionów. Córka je capnęła, bo będzie ozdabiać koralikami. jak będą skończone, to pokażę.
Oto fragmenty nowej torebki.
Włóczka - czarny i czerwony akryl. Średnica - 30 cm.

Zrobiłam błąd, bo podkleiłam białą fizeliną, żeby lekko usztywnić i w zbliżeniu miejscami lekko przebija biały kolor. Nie mam czarnej fizeliny i chyba będę musiała odkleić. Uczę się na błędach.

Sąsiadka zamówiła torebkę do komunii dla swojej wnuczki, wprawdzie dopiero na wiosnę, ale już chciała widzieć jak będzie wyglądać torebka. Nie miałam odwagi robić od razu z białej delikatnej włóczki, więc na próbę zrobiłam z cieniutkiej żółtej, bo taką tylko miałam. Robiłam z głowy, na zasadzie; albo się uda     albo nie. Nawet mi się udała. Wzorek delikatny, tylko muszę pomyśleć nad paskiem, bo chyba za szeroki. A może tylko sznureczek? Czekam na podpowiedź.  Nie jest jeszcze skończona, tylko ułożona do fotki.


Torebeczka ma średnicę - 18 cm. Może trochę za duża. Chyba spruję dwa okrążenia.

Wczoraj byłam w mieście za włóczką, bo w naszej wiejskiej pasmanterii jest mnóstwo kordonków, wstążeczek, tasiemek, a włóczka tylko jedna, dosłownie jeden motek ciemno fioletowej wełny. Aż się zdziwiłam. Wieś duża, a nikt nie dzierga? W mieście trafiłam na sklep - hurtownię. Włóczek do wyboru i nawet ceny przystępne. Parę razy zamówiłam przez internet, ale nie zawsze dostałam to co chciałam. Jednak wolę pomacać, obejrzeć w dziennym świetle i wiem co kupuję.
Zmykam do szydełka. Pozdrawiam wszystkich zaglądających.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Prezentacja

Nareszcie doczekałam się fotek moich ostatnich robótek. Wczoraj odwiedził mnie z syn ze swoją ferajną. Przyjechali nie tylko gościnnie, ale żeby mi pomóc w uporządkowaniu mojego "bałaganiku" na podwórku, bo ostatnio trochę zaniedbałam działkę. Od wiosny leżała sterta gałęzi do porąbania, a nawet trzy ścięte jesienią drzewa, do porżnięcia na klocki. Na drugiej części działki, tej którą nazywam "dziką" też było mnóstwo dziczek do pościnania i trochę konarów z drzew i należało je przeciągnąć pod dom, żeby pociąć i porąbać. Syn uzbrojony w piłę łańcuchową, załatwił wszystko jak torpeda, a wnuki i synowa dzielnie mu towarzyszyli. Nie sądziłam, że mój syn, intelektualista potrafi tak sprawnie operować warczącą piłą, a synowa, delikatna,  filigranowa kobietka uwijać się jak fryga, nie mówiąc o wnuczce i wnuku. Od południa do późnego wieczoru zwijali się jak w ukropie.
Ledwo ich zmusiłam do przerwy na kawę. Efektem ich pracy jest wypełniona po brzegi drewnem piwnica i puste miejsca na świeżą trawę, po stertach drewna na działce. 
Kiedy patrząc na syna z piłą, rżnącego grube drzewa, powiedziałam zdziwiona:
- Nie wiedziałam, ze ty tak dobrze sobie radzisz? - on mi odpowiedział: - Haaa..haa  ja sobie radzę już od 44 lat, mamo.
Do wnuka mówię:
- Kubuś, babcia się zastanawiała, jak ściągnąć tyle konarów i grubych gałęzi z tamtej działki, a ty to wszystko zniosłeś, pewnie się umęczyłeś?
Kubana to:
- Babciu, ja nosić mogę bez przerwy, lubię nosić i wcale się nie  męczę, ale piłować nie będę, bo nie lubię jak mi coś przy uszach warczy. 
Synowa miała ze sobą aparat fotograficzny i nareszcie obfociła moje robótki. Teraz nareszcie będę mogła je pokazać.
Młodzi odjechali o zmroku,   a ja cała uszczęśliwiona zasiadłam przed komputerem, oglądając fotki.

Na początek fotki robocze z frontu prac na zapleczu domu: syn i wnusia, robią miejsce na nowe klocki, a w tle wnuczek podążający po ścięte konary..

A  to ja - główny nadzorca prac. Miałam tego zdjęcia nie pokazywać, bo ostatnio coś za bardzo się zaokrągliłam i to mnie lekko wkurza. Całe osiem kilogramów i to tylko od lutego.
- Hańba! Dość tego! Nie może tak być! - krzyczę, ale mój apetyt, a właściwie żołądek jest na  mur beton głuchy. Nie mam sposobu, żeby drania unieszkodliwić. Trochę pomaga mu niedoczynna już tarczyca, więc go leciutko  rozgrzeszam, ale siebie nie. A, co mi tam, wklejam fotkę. Syn się wypiął, widocznie tak musiał przy robocie, a wnuczek duma oparty o kawał drąga; nosić nadal czy dać sobie spokój?  Ja na jego miejscu pewnie tak bym myślała.  

A  to moja wierzba i moja świątynia dumania. I nawet są mrówki, ale jak okiem sięgnąć nigdzie nie widać śladu Tadeusza, a szkoda. Ostatnio przysnęłam na leżaku i mnie bestie oblazły, a obrać nie miał kto, buuuu...buuuuu  Ledwo uszłam z życiem.  Pewnie trzydzieści  lat temu, to zabrakłoby mrówek w ogrodzie dla Tadeuszków, hiii...hiii....

Moja róża.

Mieczyki  w wazonie.


A teraz będą robótki:

Seria podkładek o średnicy od 15 do 20 cm. Z lekka pokurczone, bo to tak z zawstydzenia, bardzo nie lubią się fotografować, jeszcze nieuformowane.

Ta  zielona, to na razie tylko pomysł. Jeszcze nie skończona.  Ja wciąż się uczę, próbuję, ale coraz bardziej mnie to wciąga i szybciej  robię. Wiem, że można znaleźć wiele błędów w tych robótkach. Na razie robię po kilka sztuk, do prezentacji, a jeśli  ktoś zechce nabyć, to mogę robić komplety.

Kuchenna łapka:



Nauczyłam się nowego wzoru, pokazuję próbkę:

Ta podkładka robiona jest jednocześnie czterema kolorami włóczki. Początki były trudne, ale potem już się połapałam i poszło sprawnie. 

A teraz nowe torebeczki.
Torebki mają podszewki, zamknięcia na zatrzask albo zamek błyskawiczny lub na pętelkę i guzik.


Modelką była moja wnusia, świeżo upieczona gimnazjalistka albo gimnazistka, kurcze - nie wiem jak to ma być. 









Ta torebeczka ^, to maleństwo, 12x10 cm



W środku ma podszewkę z bawełny w żółte kaczuszki

Powyżej torebka w trakcie roboty.   Będą jeszcze dwa okrążenia, boczki i długi pasek.

Te dwa koła  poniżej, to  przód i tył do dużej torby, średnica 30 cm. Będę musiała ją czymś usztywnić, tylko nie wiem czym. Można podkleić fizeliną albo dać sztywne płótno. Nie mam pojęcia. Może któraś z dziergaczek mi podpowie?






Lubię robić okręgi, bo idzie szybko, ale chyba zacznę torebki prostokątne, bo lepiej się nosi. Ja zrobiłam sobie podobną to tych dwóch okręgów i muszę przyznać, że jest wygodna w użytku, no i robi wrażenie jak jestem w centrum, w markecie, to mnie zaczepiają panie i pytają skąd mam, bo u nas na wsi takich nie ma w sklepie. Jednak żadna nie powiedziała: - to ja też chcę, proszę mi zrobić. Jednak nie zawsze reklama jest dźwignią handlu. Szkoda. Póki co, robię sobie a muzom. Może przyjdzie czas, że ktoś się zdecyduje. dwa razy udało mi się sprzedać parę drobiazgów i to wszystko.








Ta jest dość duża, 22 cm średnicy. To piękny głęboki fiolet i ciepła żółć, lubię takie zestawienia. na fotce kolory trochę się zmieniły. 

Zrobiłam też "kolię" z włóczki wstążeczki. Tak wygląda na szyi mojej wnusi. Można by ją jeszcze czymś ozdobić, koralikami albo dać pośrodku wisiorek, ale nie mam dobrego pomysłu.






Teraz dwa etui na komórki. Maleństwa:










Trochę duperelek: niewydarzony bezogoniasty kot, jest taki gatunek, nie?  Za bardzo go wypchałam i prześwituje ocieplina, próba motylków, a na koniec zaczątek "Felka pijanicy". Na razie tylko głowa, a nad resztą pomyślę.












A, jeszcze mam dwie zaczęte robótki; nie wiem co z tego będzie, może poduszki, a może pokrowce na taborety. To się okaże jak skończę. Mnie zachwyciły mandale i próbuję robić coś "mandalopodobne", mam na myśli to drugie, okrągłe.









A to robiłam na aparaciku-jeżyku. Same kwiatki, a resztę dziergałam.





Zapomniałabym o moich ulubionych broszkach-kwiatkach. Robię je namiętnie. Niedługo sobie wytapetuję nimi ścianę ( haa...haaa).



Uffff.... To już prawie wszystko. Zrobiłam  maraton z wklejaniem fotek. Nie wiem kiedy  znowu odwiedzi mnie syn i synowa z aparatem, bo to bardzo zapracowani ludzie.
Wczorajszy dzień naładował mnie pozytywnie. Od dawna nie czułam się tak dobrze, mimo strzykania w biodrach( heee...heee..) Po raz pierwszy pobyłam z rodzinką tak normalnie,  na roboczo, a nie jak dotąd świątecznie przy zastawionym stole, w czasie rodzinnych, okazjonalnych  zjazdów. To jest ogromna różnica w odbiorze, w rozmowach i w ogóle. Dowiedziałam się od wnuczki, że pisze opowiadania, humoreski. Tego wcześniej nie wiedziałam. Byłyśmy godzinkę we dwie na spacerze i miałyśmy okazję trochę pogwarzyć. Szkoda, ze mieszkają tak daleko.

Po paru nieudanych próbach dziergania dokonałam wiekopomnego odkrycia, o czym wiedzą wszystkie zaawansowane dziewiarki, że do robienia wielokolorowych podkładek musi być włóczka jednego gatunku, jednej grubości. Ja taka mądra nie byłam i kupowałam włóczki różne po jednym motku, patrząc jedynie na kolory. A to błąd. Kolor to nie wszystko. Jak są różniste włóczki, to w trakcie roboty zaczyna się robótka nagle fałdować albo zwężać, i trzeba kombinować, żeby jakoś wyglądało albo po prostu
spruć, a to boli, oj jak boli. Na razie muszę wyrobić to co mam. Jak zdobędę finanse, to zrobię mądre zakupy. Dwie koleżanki blogowe zaofiarowały się podesłać mi swoje zbędne włóczki. Dziewczyny, to cudnie, bo jeśli Wy już nie bawicie się szydełkiem czy drutami, a włóczki mają się zmarnować albo macie je wyrzucić, to chętnie je przytulę. Dzięki, kochane. Może coś wybierzcie z tych wzorów, które  teraz oglądacie, to zrobię Wam wedle życzenia i wyślę w podzięce.
Ciekawa jestem Waszych opinii. Proszę o szczere komentarze, mogą być krytyczne, bo tylko dzięki mądrej krytyce dostrzegamy swoje błędy i jesteśmy zdolni coś poprawiać.
Pozdrawiam wszystkich zaglądających.





niedziela, 5 sierpnia 2012

Prośba

Jeśli ktoś tutaj zagląda, a jest specem w szydełkowaniu, to bardzo proszę o klarowny schemat na strój do chrztu dla dziewczynki. Tak na dwa, trzy miesiące: sukieneczka, czapeczka i buciki. Będę dozgonnie wdzięczna. Oglądam schematy na innych blogach, ale nic z tego nie kapuję. ja chciałabym tak krok po kroku albo wyraźny schemat, żebym mogła się rozeznać. Szydełkować potrafię, ale gorzej z czytaniem mądrych wzorów.

niedziela, 1 lipca 2012

Nadal dziergam

Nadal bawię się szydełkiem. Może już trochę mniej niż na początku, ale codziennie coś dłubię. Porobiłam zdjęcia moich robótek, tylko nie udaje mi się ich przenieść z komórki na komputer. Mam wgrany program i coś nie działa. Jestem laikiem w sprawach techniki komputerowej, dlatego muszę czekać na córkę, żeby mi pomogła. Teraz robię komplety serwetek - podkładek z kolorowej włóczki. Zaczęłam też abażur na lampę stojącą. Dwa komplety podkładek( kwiat słonecznika)  dałam sąsiadce. Radości było co niemiara. Sobie też porobiłam kolorowe podkładeczki pod filiżankę. Przyjemniej pić kawę w takim towarzystwie. Mam kilkanaście dziewczęcych torebek. Podobno można coś sprzedawać w internecie, tylko nie mam zielonego pojęcia jak się do tego zabrać. Może ktoś mi podpowie. 
Niedawno dostałam od Eluśki paczkę z pięknymi włóczkami. Są fantastyczne kolorystycznie i gatunkowo. Dziękuję, Elatroska. Dobra z Ciebie duszyczka, chociaż masz w logo diabełka, haaa...haaa. 
Wczoraj skończyłam dla siebie dość dużą torebkę z beżowej włóczki, z dodatkiem brązu i drewnianych guzików. Robiłam na pamięć, bez żadnego wzoru. Mnie się podoba. Jak będę mieć fotki to się pochwalę. Na razie. Pozdrawiam.

czwartek, 10 maja 2012

Moje stworki

Nareszcie mogę pokazać swoje najnowsze "wytwory". Nie są one takie jakie powinny być, ale nie są też najgorsze. Wciąż się uczę, próbuję, pruję, podglądam. Kiedy,bardzo dawno temu trochę dziergałam szydełkiem i drutami, ale potem mi przeszło i nie sądziłam, że jeszcze do tego powrócę. 
W poniedziałek dostałam od koleżanki Steni ogromniastą paczkę z różnymi włóczkami. Rewelacja. Dziękuję, Steniu. Już mam pomysły na nowe robótki. 

A teraz orkiestra tusz.... Moje nowości. 

Torebeczki da dziewczynek i panienek. Już parę torebek znalazło nabywców. 



Teraz maskotki:





I broszki -kwiatki


Jakość fotek jest kiepska, kolory niektóre przekłamane, bo robione komórką.
Będę wdzięczna za uwagi, krytyka też może być. 
Teraz uczę się dziergać miśki. Jak coś mi wyjdzie, to pokażę. 
Pozdrawiam serdecznie wszystkich odwiedzających.