Translate

niedziela, 28 kwietnia 2013

Małe co nie co

Zostało mi trochę sznurka jutowego i postanowiłam spróbować się pobawić stosując inną technikę; klejenie.
Wzięłam niewielką buteleczkę po jakimś soczku. Posmarowałam wikolem i dokładnie obwiazałam sznurkirm, potem dodałam takie coś z przodu dla ozdoby i oto mam mini wazonik, tylko kwiatków nie mam.


To pierwsza moja oklejanka i przy tej zabawie ubabrałam się jak przedszkolak, ale warto było, bo jest to   nowe doznanie  i fajna robota.

Trochę szydełkowałam, ale tylko trochę, dwie broszki - kwiatki zrobiłam z  pięknej fioletowej włóczki, cud fiolet, a na zdjęciu zrobił się granatowy. Zielone listki zachowały kolor, a kwiatki totalna zmiana. Ale i tak jest ładnie, moim zdaniem.




Pogoda barowa albo łóżkowa, nie ma gdzie wyjść, wiec znowu przytulę się do szydełka. Pozdrawiam  

piątek, 26 kwietnia 2013

Sznurek jutowy pokonany

Poprzednio pokazywałam zaczętą robótkę ze sznurka jutowego. Pytałam co to będzie i nikt nie wpadł na pomysł, że to może być tylko sowa. Sowa skończona i za parę dni poleci do nowej właścicielki, jeśli spodoba się zmawiającej Ewie. Jest duża bestyjka. Zrobiłam jej fotkę przy puszcze po tytoniu, dla porównania wielkości. A obok niej stoi malutka sówka taka 11 cm wzrostu.



A tutaj sowa sama.


Na życzenuie Barbary sowa skrzydełko sowy



Patrzy jednym okiem tak trochę podejrzliwie. Nie mam  pojęcia o co jej chodzi.
Może o to,  że parę razy dostała ode mnie klapsa, bo była oporna przy dzierganiu.
Pierwszy raz robiłam coś z grubego sznurka i się namordowałam, jak nigdy dotąd, alejak to mówią;  pierwsze koty za płoty. Taraz mam już grubsze szydełko i dzierga mi się szybciej i lżej. Juta dobrze doradziła. Dzięki, Jutko.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Nie wiem co to nuda.

Koniec świętowania, czas się brać do roboty. Nagroda poleci do Anastazji za parę dni, tak samo jak i polecą fanty z mojej "rozdawajki" do Barbarytoja" i do "Artesanii".
Ostartnio trochę kręciłam zamotek na młynku, ale wziął się i zepsuł. Jeden chwytak zmienił położenie i nie łapie nitki, więc nie można nic ukręcić. Trochę się zmartwiłam, bo miałam fajny projekt i nici z tego, a także szkoda wydanych pieniedzy na młynek, który stał się bezużyteczny. Napisałam do sklepu intrnetowego,  w którym go nabyłam i ku mojemu zdziwieniu, przyznaję, że przyjemnemu, właścicielka zaraz odpisała, zalecając przysłanie uszkodzonego młynka, a ona odeśle nowy. Bardzo solidna firma, jak się okazuje. Młynek już spakowany, jutro poleci do Poznania.
Gdy miałam zepsuty komputer trochę więcej dziergałam, a nawet szyłam. Pokażę moje nowe dzierganki. Niedawno zakupiłam bawełnianą włóczkę Elize. Bardzo fajna włóczka, cieniowana, ale kupiłam jej mało, żeby zrobić coś większego, toteż zrobiłam torebkę. Wykorzystałam dwa motki 50 gramowe do ostatniej niteczki. Torebka jest okrągła, bo takie robi mi się najlepiej. Dość duża, bo ma 30 cm średnicy. Nie jest jeszcze skończona, brak jej podszewki, zamka, podszycia paska. Nie mam na razie pomysłu na podszewkę, jeśli chodzi o kolor. Przód torebki jest trochę ażurowy i podszewka będzie przebijać. Może zielona, albo żółta? Doradźcie, proszę. Kolorki na fotce są niemal prawdziwe.





Zrobiłam też męskie brązowe etui na telefon. Kolor na fotce trochę jest rudawy, a w rzeczywistości to ciepły, czekoladowy brąz.






No i moje ukochane sówki. Tym razem bliźniaczki. Udało mi się zrobić identyczne. Wyglądają na dość okazałe, a one mają tylko po 11 cm wzrostu.




Moja walka ze sznurkiem jutowym trwa. Mam pomysł na fajną rzecz, ale co to będzie okaże się jak skończę.  Wzięłam  grubszy sznurek i bardzo mi się ciężko dzierga. Już  nabrałam trochę wprawy, ale do płynnego dziergania daleka droga. Sznurek jest szorstki, ociera palce i z trudem się przeciąga oczka, ale walczę z uporem maniaka. Podobają mi się wyroby ze sznurka.


Ciekawa jestem czy ktoś odgadnie co to będzie, chociaż tak w przybliżeniu. Oczyma wyobraźni widzę już całokszatałt, ale czy wyjdzie tak jak chcę? Może się uda.
Pozdrawiam

środa, 24 kwietnia 2013

Wyniki Rocznicowego Candy

Jest godzina trzecia rano, a ja zamiast spać bawię się w niewidzialną rękę. Szczerze mówiąc, to niedawno wstałam i  od razu wzięłam się do ekscytującego zajęcia, a mianowicie:  do losowania.
Oto lista potencjalnych właścicielek moich sóweczek:



Karteluszki pozwijałam i włożyłam do łupinki orzecha. Zmieściły się, bo to łupinka orzecha kokosowego,



Czas na losowanie. Drżącą ręką sięgnęłam do łupinki, zamieszałam


I oto kogo wylosowałam -



Ufff... ale emocje. Anastazjo, gratuluję zwycięstwa w tej karkołomnej potyczce. Sówki są Twoje.

Bardzo wszystkim dziękuję za udział w zabawie i uświetnienie rocznicy mojego dziergania i blogowania.
Miałam ogłosić wyniki losowania dopiero dzisiaj po godzinie 18.00, ale ogłaszam już teraz.
Skoro już jestem na nogach, losowanie dokonane, to wypadałoby czymś oblać ten pierwszy roczek.
A czemuż by nie, więc piję toast tym, co lubię najbardziej; za pomyślność, żeby się nitki nie plątały i szydełka  nie gubiły i aby jak najwięcej sympatycznych osób odwiedzało mój blog.



 Przyznam się, że miałam lekkiego cykora, bo od piątku mój laptop był w naprawie i nie miałam pewności czy będzie gotów na dzisiaj, żebym mogła udokumentować losowanie i obwieścić wynik. Udało się. Facet z serwisu stanąl na wysokości zadnia i oto już mogę pisać.
Szkoda tylko, że nie było komu robić fotek w czasie tej strategicznej operacji i musiałam sama pstrykać jedną ręką. Napstrykałam się, oj napstrykałam, ale coś wyszło. Pozdrawiam i życzę miłego dnia, bo mnie już jest miło. 

piątek, 19 kwietnia 2013

Gorące torebki

Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę na udział w losowaniu moich sówek, zapraszam do poprzedniego postu.
A dzisiaj pokażę moje ostatnie urobki. Niedawno obiecałem znajomemu etui na komórkę i właśnie skończyłam.  Nie wiem czy mu się spodoba. Nie robiłam nigdy etui dla mężczyzny, ale sądzę, że takie jak to nadaje się. Nie ma ostrych kolorków ani ozdóbek, jest skromne,  więc chyba będzie dobre.

Przód




Tył


Może powinnam zrobić z jednym kolorze? Wydawało mi się, że etui byłoby zbyt ponure, więc zrobiłam z włóczki cieniowanej. Jeśli się nie spodoba, zrobię jeszcze jedno.

Jak zwykle zaczęłam dziergać okrągłe torebki. Poprzednio pokazywałam kawałek zielonkawej torebki. Miała być dla mnie, ale już jej nie mam. Córka sąsiadki "zachorowała" na nią i siedziała przy mnie, czekając aż wszyję podszewkę. Nawet  nie zdążyłam zrobić fotki, a szkoda, bo torebka jest bardzo ładna.
Teraz dziergam dwie. Jedna musi być moja, bo bardzo lubię takie kolorki. Nikomu ze znajomych nie pokażę, żeby mi znowu ktoś jej nie drapnął. Na razie pokazuję kawałek przodu.   To będzie bardzo energetyczna torebka.


 

A  tę robię dla nastolatki. Też jest "gorąca". Młoda sama wybrała kolorki.


Do soboty powinnam skończyć, wtedy pokażę całość.
Pozdrawiam księżycowo.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Candy rocznicowe

Słowo się rzekło... Rozdaję cukierasy. Dwudziestego czwartego kwietnia mojemu blogowi stuknie roczek.
Jestem tradycjonalistką i postanowiłam to uczcić. Zapraszam więc do zabawy. Niniejszym ogłaszam Candy rocznicowe. Każdy, kto zechce wziąć udział w fetowaniu 1 roczku mojego dziergania proszony jest o zostawienie komentarza pod tym postem, jednocześnie zaznaczając chęć udziału w losowaniu nagrody. Udział w zabawie mogą brać wszyscy bez względu na to czy mają blog  czy nie. Miło mi będzie, jeśli osoby biorące udział w Candy i blogujące wkleją na swoich blogach banerek, a osoby bez blogów, pozostawią adres swojej poczty mailowej. Zgłoszenia przyjmuję do dnia 23 kwietnia do godziny 24.00
Wyniki losowania ogłoszę 24 kwietnia po godzinie 18.00
Do wylosowania ustawiła się nierozłączna para sówek. Do sówek jeszcze coś dorzucę, ale to już tajemnica. Sówki czekają:




       Zapraszam do zabawy.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Niedzielne dzieganie

Zrobiłam sobie prezent. Opaskę na włosy. Nigdy nie nosiłam opaski, a teraz mi się spodobała i będę nosić. To bardzo wygodny drobiazg, bo trzyma włosy w ryzach. Róż trochę  majtkowy, ale co mi tam. Po domu  może być. Dodałam czerni, żeby nie było zbyt majtkowo.


A tak wygląda na ludziu, to znaczy na mnie. Kiepsko się robi zdjęcie sobie, ale coś wyszło.




Zaczęłam robić coś z cienkiego  sznurka jutowego. Nie wiem co to ma być, może siatka na zakupy, a może serwetka... Tylko ten sznurek strasznie "pachnie". Prałam go, ale nie stracił swojej odurzającej woni. Może ktoś mi podpowie jak się pozbyć tego smrodku?


Nie znam technologii produkcji sznurka jutowego, ale jedne mają  obojętne zapachy, a inne po prostu śmierdzą. Pamiętam, że kiedyś robiłam coś ze sznurka sizalowego i też był cuchnący. Spróbuję gotowy wyrób wygotować, może zapach zniknie, oby tylko sznurek się nie rozlazł w gotowaniu.  Metoda prób i błędów, to najlepsza szkoła, ale czasem bywa kosztowna.
Pozdrowionka zostawiam 

sobota, 13 kwietnia 2013

Coś za coś.

Ostatnie dni miałam zwariowane. Było pod górkę, z zachwianiami, a dzisiaj już jestem prawie na prostej. 
Jedynie co mogę w takich zwariowanych zawirowaniach robić, co mnie ratuje od fiksacji, to spać albo dziergać. Ale ileż można spać, więc spałam i dziergałam na przemian. Dla poprawy nastroju zrobiłam kwiatki-broszki, bo to najbardziej lubię dziergać.






Nareszcie zaparłam się i skończyłam zaczętą w styczniu trójkątną chustę. Jestem z niej dumna, bo to moja większa rzecz.


A to poniżej, to  będzie wiosenna okrągła torebka, taka dość spora. Na razie mam jedną część. Druga w planach. A robię ją z włóczki, którą niedawno dostałam na  Zajączka albo od Zajączka. Robi się rewelacyjnie. Włóczka prawie sama  się robi. 


Wczoraj byłam u sąsiadki na odstresowaniu, wiadomo; kawusia, coś na ząb, ale w tak zwanym międzyczasie  popełniłam dla niej beret. Miała swoją włóczkę i szydełko się znalazło, toteż gwarzyłyśmy o chlebie i niebie, a ja dziergałam. Skończyłyśmy pogwarki o świtaniu. 
Pierwszy mój beret i muszę przyznać, że jej się podoba, bo ja za beretami nie bardzo.
  


W podzięce za beret obdarowała mnie reklamówką różnistych włóczek.
Od przybytku głowa nie boli, więc zabrałam do domu i nawet już mam pomysł co z nich zrobię.
 


A teraz siedzę przy laptopie, dopijam kawę, za oknem już robi się dzień, czas na sen. O, rymnęło mi się. 


Pozdrawiam jak zwykle, każdego, kto tutaj kuknie.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozweselacz

Jestem niezwykle spokojnym ludziem, ale dzisiaj się lekko poirytowałam. No, bo jak to tak? Wczoraj słońce  jak żyleta, świat w kolorach, serce podskakuje jak piłeczka pingpongowa, że już wiosna  w progach,  a dzisiaj od rana  znowu sypie i sypie. Ale się porobiło!
Ale ja mam swoje sposoby na złą aurę. Szydełko w dłoń i kolorowe włóczki. Kilkanaście minut machania i mam znowu świat w kolorach. Wiosna jak nic Podkładka - rozweselacz na stole i od razu oczy się  śmieją.



Widzę, że gdzieś dodałam za dużo oczek i jest nierówno,  ale nic  to, jak mawiał Mały Rycerz. To moja podkładka. Może po wypraniu i uformowaniu wyrówna się.

Pozdrawiam odwiedzających i życzę uśmiechu.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Będzie Candy

Pod ostatnim postem Aajek zaproponował, żebym postarała się o towarzystwo dla samotnej sówki. 
U mnie, jak w banku. Mówisz, masz.
Nad ranem poczułam twórczą wenę i "urodziłam" sówka. Zamierzałam zrobić elegancika, a wyszedł prawie  Chuck Norris. Jak zawał, tak zwał, ale razem jest im dobrze co zaraz zobaczycie. 
Tak się prezentuje solo.



A tu już z damą swojego serca.


Poloneza czas zacząć, można rzec, patrząc na nich.

24 kwietnia stuknie roczek mojemu blogowi. Wypadałoby ogłosić Candy. Nie wiem jak się do tego zabrać, więc bardzo proszę Basię z blogu "Minął dzień" o pomoc, bo Barbaratoja jest sprawczynią mojego dziergania i założenia blogu. Podglądałam, podglądałam, aż pozazdrościłam i zaczęłam dzierganie i blogowanie. Matka chrzestna proszona jest do tablicy. 
Pozdrawiam serdecznie i czekam na wskazówki co i jak.  


sobota, 6 kwietnia 2013

Sówka w pełnym rynsztunku

Wróciłam od dentystki i od razu wzięłam sówkę w obroty. Ząb bolał nadal, bo to jeszcze nie koniec borowania, więc ratowałam się robótkami. Mariola radziła, żeby dorobić sówce skrzydełka. Są skrzydełka.
Od razu sówka nabrała wyrazu i pewności siebie. Towarzyszyła mi przy kawusi, ale pić nie chciała.









Jestem zakochana w sówkach i chyba nie ja jedna, bo na wielu blogach widzę ich dużo.

piątek, 5 kwietnia 2013

Damulka sówka

Na ból zęba najlepsze jest szydełko. Sprawdziłam. Nie do grzebania w dziurce, ale do zajęcia rąk i myśli.
Ząb boli jak cholera, a ja dziergam zapamiętale. Dziergałam bez planu i oto co wyszło spod szydełka. Sowa jest "kobietą", więc musi mieć kreację.











Może powinnam ją ozdobić, dodać skrzydełka albo łapki?
Na razie przerwa, bo dentystka w planie. Jak wrócę, coś dodam.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Recykling

Miałam  sweter. Gruby, ciepły i milutki, ale się wziął i zużył. Porozciągał się, zmechacił. Szkoda wyrzucić, a do noszenia już się nie nadawał, więc część sprułam, a z jednego rękawa zrobiłam czapkę. Złożyłam rękaw na pół, z jednej strony ściągnęłam mocną nicią, drugi koniec wywinęłam w mankiet, obdziergałam włóczką, na czubku w miejscu zszycia przyszyłam duży guzior i mam czapę na wiosenną zimę. Pół godziny roboty i czapka gotowa.








W przypływie weny na porządkowanie resztek  włóczki popełniłam kilka ozdóbek gumek do włosów.



Muszę się pochwalić prezentem od wnuczki. Urocza salamandra z modeliny zagościła u mnie w domu.



A za oknem nadal zima.