Translate

niedziela, 30 czerwca 2013

Wracam do kwiatków

Robótki szydełkowe dają wiele radości, to wie każdy, kto dzierga.  Komentarze pod prezentacją dodają skrzydeł, ale jak się do tego dołączy jeszcze  zamówienie na daną robótkę, to już jest szał. To znaczy, że ktoś chce mieć takie coś, i że nie robię tylko dla własnej przyjemności.  Prezentowany niedawno kosz kwiatów "wiosenna łąką" spodobał się aż dwom paniom i biorę się do roboty, aczkolowiek miałam ochotę odpocząć od kwiecia. Obydwa zamównienia będą prezentami na urodziny mam i nie jako serwetki, a do powieszenia na ścianie. Już mam w głowie projekt. Prostokąt szarego płótna, przepikowany, a na nim umocowane kwiatki w koszu albo w wazonie. Zamiast ramy, na obwodzie zrobię boridiurę. Nie wiem jak to będzie w rzeczywistości, ale taki pomysł mi chodzi po głowie. Na razie zaczynam dziergać kwiatki i listki. Bukiety mają być wesołe, kolorowe.
Na początek nowy wzrór kwiatka i listków:


Do fotografii, w środek wsypałam czarne koraliki, ale dam inne wypełnienie, bo środek jest dość duży, a koraliki są zbyt ciężkie i kwiatek w zwisie straciłby stabilność.

Bez koralików:


I kilka maleństw. Muszę nadziergać dużo różnych kwiatków, żeby mieć z czego wybierać.



Ten zaczęłam:


Nie wiem czy Wy też  macie takie uczucia przy dzierganiu dla kogoś, jakie ja mam. Dla siebie robię spokojnie, bez emocji, a jak robię na zmówienie, to mnie roznosi. Robię, pruję, zmieniam co chwilę i tak do oporu. Adrenalina na maksa. 
Czasu mam niewiele, bo jeden kosz ma być na 15 lipca, a na 26 lipca dawno temu zamówiona sowa z kieszenią, do powieszenia na ścianie. Na szczęście drugi kosz dopiero na wrzesień.
Pogoda nadal mokra. A ja cieplutko Was pozdrawiam.   

piątek, 28 czerwca 2013

Sowa śmieszka

Skończyłam zaczętą rano sówkę i tak mi się spodobała, że muszę od razu ją pokazać. To miała być  sowa wesolutka, śmieszka, a jest trochę śmieszna. Robiłam bez planu, tak od niechcenia, kolorki też przypadkowe i chyba mi się udała. A, co tam,  pokazuję i już.


Miało być maleństwo do towarzystwa tej poprzedniej, a wyszła mi sówka wielkoludek. 13 cm na 9 cm. 
Ma sznureczek do zawieszenia. Gdybym miała samochód, to powiesiłabym ją przy tylnej szybie, niech sobie dynda.


Można ją przypiąć do torby, do plecaka albo zawiesić u lampy stojącej Z sówką zawsze raźniej w domu.

A to jej pulchniutki tyłeczek. 





Wymyśliłam, że następna sowa będzie dwustronna.  Sama jestem ciekawa jak będzie się prezentować. 
A deszcz nie ustaje. A ja marznę. 

Misz - masz

Muszę na kilka dni odpocząć od kwiatków. Sądziłam, że pogoda się poprawi i coś pogrzebię w ogródku, a tu znowu pada i nie ma widoków na poprawę. W domu zimno, ale to wstyd latem palić w centralnym, więc siedzę okutana pledem, w ciepłych skarpetach i nawet telewizji nie mogę oglądać, bo są jakieś zakłócenia w odbiorze. Co chwilę przerwa i komunikat "brak sygnału". Szlag by to...  Wróciłam więc do moich ulubionych sówek. Na razie mam jedną, a druga zaczęta.


Jakaś groźna ta sówka. Druga będzie weselasz. Mam taką nadzieję.


Przed chwilą dostałam przesyłkę od koleżanki. Korale - pastylki, takie, jakie bardzo lubię. Są śliczne. W sam raz do letniej sukienki.


Jedna z blogerek na blogu pokazała swoje kwiatki. Pozazdrościłam i poszłam z aparatem mimo deszczu.

Biedne moje różyczki:



Mrówki nie boją sie deszczu, jak widać.

Mój jaśminowiec wdrapał się się wysoko na świerk, jakieś pięć metrów od ziemi  w górę. A to spryciarz.




A chortensja zmarniała od nadmiaru wody. Zawsze była dorodna, a w tym roku zapyziała.


To by było tyle na dzisiaj. Wracam do szydełka. Pozdrawiam wszystkich cieplutko spod puchatego pledu.

czwartek, 27 czerwca 2013

Kosz kwiatów

Ufff... Ukończyłam! W pewnej chwili zwątpiłam czy dam radę "powsadzać" kwiatki, listki  do koszyka. Próbowałam łączyć kwiatki z sobą, z listami, szydełkiem i łańcuszkiem, ale mi nie wychodziło tak, jak chciałam. Dzisiejszej nocy mnie olśniło. Przykleiłam elementy Magickiem do siatki, a potem gdy klej wysechł, od lewej strony wszystko przyszyłam. Za parę godzin godzin poleci do właścicelki. Może się spodoba, chociaż  Jej zamysł był trochę inny.

Wersja pierwsza


Wersja druga


Wybrałam wersję pierwszą.

Po godzinie coś jeszcze dodałam i ta wersja jest już ostateczna.


Kosz można poszerzyć, to znaczy lekko rociągnąć całość na szerokość i będzie bardziej okazały.



 Wprawdzie nikt nie pokazuje lewej strony robótki, a ja pokażę, a co mi tam.


A to mój pierwszy wydziergany  maczek. Rozsiadł się dumnie w środku   koszyka. Chciałam go usunąć, bo taki inny od pozstałych kwitaków i duży,jaskrawy, lecz się nie ruszył z miejsca i musiałam zostawić.


Muszę jeszcze odpowiednio spakować tę oryginalną serwetkę koszykową, trochę się przesapać, a potem droga na pocztę, żeby kwiaty dotarły na poniedziałek, jeśli poczta dotrzyma słowa i priorytek będzie priorytetem. Ostatnio wysłałam przesyłkę priorytetową 19 czerwca, a do adresata dotarła 25.
Pozdrawiam i zmykam. 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Zdziwienie

Wczorajsza popołudniowa burza bezczelnie gościła przez całą noc. Całe szczęście, ze już sobie poszła.  Słońce z trudem przedziera się przez chmury i mam nadzieję, że mu się uda.
Niewiele wczoraj zrobiłam, bo zapatrzyłam się na filmy w tv. Zaliczyłam cztery, ostatni skończył się o 3.30 rano. Och, jak ja lubię Richarda Gere. Filmy z nim mogę oglądać bez przerwy i to obojętnie czy gra pozytywne postaci czy negaty. To mój ideał mężczyzny. Ale nie o nim miało być, to tylko  tak przy okazji.
Coś robiłam między jednym, a drugim filmem. Drobiażdżki, kwiatki, jak zwykle, bo trochę mi zabrakło do kosza kwiatów. W ogóle, to zrobiłam sporo kwiatuszków, żeby mieć wybór. Codziennie coś dorabiam i wciąż jestem niezadowolona.  Wczorajsze są takie sobie. Lepiej wyglądają na  żywo, niż na fotce. 



Wyszłam w południe do ogrodu i pstryknęłam zdjęcie kwiatom jaśminowca. Od lat mam go w ogrodzie i w wazonie przed oczami, a dopiero dzisiaj przyjrzałam się dokładnie pojedyńczym kwiatuszkom. Zdziewnie było wielkie, bo układ pęcików w środku korony jest idealnie symetryczny, w kształcie kwadratu. Jakaż ta natura jest zmyślna i matematycznie dokładna? 


 Cztery główne płatki i czworąkątny układ pęcików i to dokładnie po przekątnej. Coś niesamowitego?!  Nie mam  pełnego jaśminowca i nie wiem jak tam układają się pręciki. Może ktoś z Was ma i wie? Ot, taka ciekawość mnie naszła. Miłego tygodnia życzę.

  

niedziela, 23 czerwca 2013

Niedzielna zabawa

Pogoda się skiepściła. Burza szaleje, deszcz leje jak z cebra, a ja się cieszę, bo nie musze podlewać ogródka, haaa...haaa...  Oby tylko nie było gorzej. Nie boję się burzy, ale z piorunami nigdy nic nie wiadomo. Lepiej niech omijają moją okolicę.

W ramch poobiedniego relaksu pobawiłam się drobiazgami. Układam sobie różne kwatuszki na podkładce, która ma być w przyszłości poduszką i pstrykam. 

  







Koniec zabawy, czas się brać za konkretną robótkę. Mam nadzieję dzisiaj skończyć "kosz z kwiatami". Trochę mi to idzie opornie, bo mam problem z połączeniem kwiatków tak, aby całość była serewtką 3D, ale  dam radę. Pozdrawiam i żcyczę czego tylko sobie  chcecie.

piątek, 21 czerwca 2013

Nocne robótki

Słońce praży, powietrze stoi w miejscu, a ja się chowam w domu i dziergam. Kończę zaczęty projekt "kosz kwiatów", a w tak zwanym międzyczasie robię poduszkę na taboret. Kuchnię mam w kolorach pomarańczu i brązu, więc i poduszeczka będzie też w takich barwach. Żadna rewelacja, prosta robótka z resztek włóczki. Tył będzie cały brązowy.


Miałam trzy metry zamotki i spróbowałam potraktowć ją jak włóczkę. Dziergałam z zamotka zwykły łańcuszek najgrubszym szydełkiem. Byłam ciekawa jak będzie to coś wyglądać. A wygląda całkiem, całkiem.


Może być. Wyszedł taki trochę grubszy naszyjnik. Spróbuję zrobić zamotek z włóczki, bo ten jest  z kilku nitek kordonka i trochę się skręca. Włóczka jest bardziej podatna i lepiej się będzie układał. 
Na poduszce wyraźniej się prezentuje.


Minęła trzecia w nocy, za oknem miły chłodek i spać mi się nie chce. 
Dobrej nocy życzę wszystkim nocnym Markom, a skowronkom mówię dzień dobry.

wtorek, 18 czerwca 2013

Objuciona jestem

Niedawno napaliłam się na tkaninę jutową. Nie udało mi się kupić takiej z metra, ale trafiłam na ogłoszenie o sprzedaży worków jutowych. Kupiłam trzy sztuki. Myślałam, że to małe worki, a okazało się, że to ogromne wory. Długość 110 cm, a szerokość 75 cm. Aż tyle juty mi nie potrzeba. Szkoda, żeby worki leżały bez potrzeby, a wiem, że niektóre rękodzielniczki szyją z juty torby lub maskotki, więc jeśli ktoś jest chętny, odsprzedam dwa worki za cenę jaką zapłaciłam, albo wymienię np. na włóczkę. Zainteresowanych proszę o komentarz i maila, adres pod nagłówkiem.



niedziela, 16 czerwca 2013

Kombinacja

Co można zrobić z wydzierganych kwiatków? Ja mam  taki pomysł. To na razie tylko propjekt, bez finału.


Kosz kwiatów.

czwartek, 13 czerwca 2013

Pytanie

Nie znam się na hafcie. Kiedyś, w latach szkolnych uczyłam się haftować na pracach ręcznych. Niewiele  poznałam, zaledwie  ścieg płaski, łańcuszek i krzyżyki. Teraz, po oglądaniu na blogach hand made przeróżnych haftowanych cudeniek dostałam pociąg do haftu. Mam u siebie bardzo stary landszafick, już trochę nadgryziony zębem czasu. Wisi sobie przy oknie w moim kąciku robótkowym i cieszy moje oczy. Podoba mi się. Przez wiele lat wisiał u mamy, dostała go bardzo dawno temu w prezencie od kogoś z rodziny, a teraz jest u mnie. Podobno jest to haft flamandzki, tak mi ktoś powiedział, ale ja nie mam pewności i nawet nie wiem czy jest taki rodzaj haftu. Szukałam w internecie i nie znalazłam. Ten landszaficik jest wyhaftowany włóczką. Nie mogę zobaczyć jak wygląda ścieg po lewej stronie, bo całość jest podklejona filcem. Może ktoś z Was zna ten rodzaj haftu. Chciałabym się dowiedzieć, jak się do tego zabrać, bo mam ochotę pobawić się takim haftem. 
Tak wyglada w całości



A tak na zbliżeniu. Można kliknąć na fotkę i jeszcze powiększyć



Bedę wdzięczna za informację. 
A tak wyglądało dzisiaj w samo południe niebo z mojego okna.



Szaro, buro, zimno i musiałam rozpalić w centralnym, żeby nie dzwonić zębami. Lato za pasem, a słońce w lesie. Ech...

wtorek, 11 czerwca 2013

Deszczowe motywacje

Z moich planów ogródkwych nici. Wczoraj można było coś robić, a dzisiaj od świtu znowu deszcz. Nie lubię jak mi ktoś miesza, ale  z deszczem się nie dyskutuje, więc trzeba się schować w domu i zająć czymś innym. Czym? Oczywiście, że moimi robótkami. Mam kilka zaczętych projektów i jest okazja je pokończyć. Wygrzebałam z pudła dziewiarski jeżyk i od razu oczy mi się zaśmiały, bo bardzo fajnie  się na nim robi kwiatki. Na szydełko dzisiaj  nie miałam ochoty, bo wczoraj do późna w nocy męczyłam zaczętą torbę z lnianego sznurka. Sądziłam, że ją skończę, ale gdzie tam? To znaczy skończyłam szydełkować, ale teraz trzeba uszyć i wszyć podszewkę, zamek, zapięcie. A to wiąże się z wyciagnięciem maszyny, poszukaniem odpowiedniego materiału, nici, itp. Na razie zostawiłam torbę i wzięłam się za kwiatki.
Robótka jest całkiem przyjemna i robi się szybciutko.
Włóczka nawinięta na jeżyk.



A tu już gotowy kwiatuszek, jednowarstwowy. Jest napuszony, bo włóczka dość gruba i puszysta. Z takiej robi się najlepiej.



Drugi jest z cieńszej wlóczki, dlatego zrobiłam dwuwarstwowy.









Fotki nieostre, bo żle się robi zdjęcia przy zapalonym świetle. A ja jestem fotograf od siedmiu boleści. 

A to moja torebka w kawałkach. 









Moim zdaniem zrobiłam trochę za dużą i zbyt szeroki pasek - wstawkę. Powinnam coś spruć, ale nie mam siły, bo wszystko podokończałam perfekcyjnie i musiałabym się męczyć z romonotwywaniem.  
Wszyję podszewkę i zobaczę jak będzie wtedy wyglądać. 
Początkowo cieszyłam się, że tak szybko przybywa roboty, ale gdy zaczęłam robić wsatwkę i pasek, a potem to wszystko "zszywać" szydełkiem, to już mi minął entuzjazm. 
Zrobienie tego, co widać, zajęło mi w sumie 8 godzin i jeszcze zejdzie trochę przy podszewce i zapięciach. Zapisywałam czas każdego posiedzenia przy torebce, tak z ciekawości. I co się okazuje? A, to, że chcąc zrobić taką torebkę na sprzedaż, to nie ma pewności czy ktoś zapłaci tyle, ile wynosi koszt materiału, plus robocizna. Pomijam już projekt. 
Zużyłam 3 szpulki białego sznurka z lnu, a więc 3x 10 zł. 
Pół motka brązowego i trochę pmarańczowego, wyceniam  na 5 złotych. 
To znaczy, że koszt materiału bez podszewki, bez zamka i zapięcia. to 35 złotych. 
Licząc podszewkę, zamek i zapięcie tak na oko, na 10 zł złotych, to w sumie daje nam 45 zł. 
A  jak policzyć tzw robociznę? Nie wiem jak liczą  dziewiarki, ale  wiem ile policzył za godzinę pracy pan, który podłączył mi  malutki podgrzewacz wody pod umywalką. Przyszedł, odkręcił dwa zawory, podłączył ruki, uszczelnił i wziął 50 złotych. Nie zajęło mu nawet całej godziny i nie był to specjalista z dyplomem. Za godzinę "machania" szpadlem w ogródku panowie biorą 15 złotych,  a jest to najprostsza praca, nie wymagająca myślenia, liczenia oczek, itp. Ile więc powinna kosztować godzina pracy rękodzielniczki? Przyjmijmy najniższą z możliwych stawek - 5 złotych, co jest raczej nieprawdopodbne, żeby ktoś za taką stawkę chciał palcem kiwnąć. A więc, 5 złotych x 8 godzin, to jest 40 złotych, to znaczy, że torebka powinna kosztować 85 złotych. Czy ktoś zapłaci tyle? Wątpię. Ludzie wolą kupić w marketach lub w sklepach z chińszczyzną, bo tam jest tanio. A czy ładne i wartościowe, to inna sprawa. Na prace rękodzielnicze każdy patrzy z podziwem, ale mało kto chce kupić. 
Te moje rozważania nie są narzekaniem, bo dziergam dla przyjemności, chociaż czasem coś uda  mi się sprzedać, ale znam parę osób, które w ten sposób chcą zarobić na życie i jak do tej pory zarabiają tyle, co kot napłakał, czasem ledwo im się zwracają koszty materiałów, a robią naprawdę ładne rzeczy. 
Ciekawa jestem co o tym myślicie. 
Pozdrawiam z deszczowej krainy.