Translate

wtorek, 11 czerwca 2013

Deszczowe motywacje

Z moich planów ogródkwych nici. Wczoraj można było coś robić, a dzisiaj od świtu znowu deszcz. Nie lubię jak mi ktoś miesza, ale  z deszczem się nie dyskutuje, więc trzeba się schować w domu i zająć czymś innym. Czym? Oczywiście, że moimi robótkami. Mam kilka zaczętych projektów i jest okazja je pokończyć. Wygrzebałam z pudła dziewiarski jeżyk i od razu oczy mi się zaśmiały, bo bardzo fajnie  się na nim robi kwiatki. Na szydełko dzisiaj  nie miałam ochoty, bo wczoraj do późna w nocy męczyłam zaczętą torbę z lnianego sznurka. Sądziłam, że ją skończę, ale gdzie tam? To znaczy skończyłam szydełkować, ale teraz trzeba uszyć i wszyć podszewkę, zamek, zapięcie. A to wiąże się z wyciagnięciem maszyny, poszukaniem odpowiedniego materiału, nici, itp. Na razie zostawiłam torbę i wzięłam się za kwiatki.
Robótka jest całkiem przyjemna i robi się szybciutko.
Włóczka nawinięta na jeżyk.



A tu już gotowy kwiatuszek, jednowarstwowy. Jest napuszony, bo włóczka dość gruba i puszysta. Z takiej robi się najlepiej.



Drugi jest z cieńszej wlóczki, dlatego zrobiłam dwuwarstwowy.









Fotki nieostre, bo żle się robi zdjęcia przy zapalonym świetle. A ja jestem fotograf od siedmiu boleści. 

A to moja torebka w kawałkach. 









Moim zdaniem zrobiłam trochę za dużą i zbyt szeroki pasek - wstawkę. Powinnam coś spruć, ale nie mam siły, bo wszystko podokończałam perfekcyjnie i musiałabym się męczyć z romonotwywaniem.  
Wszyję podszewkę i zobaczę jak będzie wtedy wyglądać. 
Początkowo cieszyłam się, że tak szybko przybywa roboty, ale gdy zaczęłam robić wsatwkę i pasek, a potem to wszystko "zszywać" szydełkiem, to już mi minął entuzjazm. 
Zrobienie tego, co widać, zajęło mi w sumie 8 godzin i jeszcze zejdzie trochę przy podszewce i zapięciach. Zapisywałam czas każdego posiedzenia przy torebce, tak z ciekawości. I co się okazuje? A, to, że chcąc zrobić taką torebkę na sprzedaż, to nie ma pewności czy ktoś zapłaci tyle, ile wynosi koszt materiału, plus robocizna. Pomijam już projekt. 
Zużyłam 3 szpulki białego sznurka z lnu, a więc 3x 10 zł. 
Pół motka brązowego i trochę pmarańczowego, wyceniam  na 5 złotych. 
To znaczy, że koszt materiału bez podszewki, bez zamka i zapięcia. to 35 złotych. 
Licząc podszewkę, zamek i zapięcie tak na oko, na 10 zł złotych, to w sumie daje nam 45 zł. 
A  jak policzyć tzw robociznę? Nie wiem jak liczą  dziewiarki, ale  wiem ile policzył za godzinę pracy pan, który podłączył mi  malutki podgrzewacz wody pod umywalką. Przyszedł, odkręcił dwa zawory, podłączył ruki, uszczelnił i wziął 50 złotych. Nie zajęło mu nawet całej godziny i nie był to specjalista z dyplomem. Za godzinę "machania" szpadlem w ogródku panowie biorą 15 złotych,  a jest to najprostsza praca, nie wymagająca myślenia, liczenia oczek, itp. Ile więc powinna kosztować godzina pracy rękodzielniczki? Przyjmijmy najniższą z możliwych stawek - 5 złotych, co jest raczej nieprawdopodbne, żeby ktoś za taką stawkę chciał palcem kiwnąć. A więc, 5 złotych x 8 godzin, to jest 40 złotych, to znaczy, że torebka powinna kosztować 85 złotych. Czy ktoś zapłaci tyle? Wątpię. Ludzie wolą kupić w marketach lub w sklepach z chińszczyzną, bo tam jest tanio. A czy ładne i wartościowe, to inna sprawa. Na prace rękodzielnicze każdy patrzy z podziwem, ale mało kto chce kupić. 
Te moje rozważania nie są narzekaniem, bo dziergam dla przyjemności, chociaż czasem coś uda  mi się sprzedać, ale znam parę osób, które w ten sposób chcą zarobić na życie i jak do tej pory zarabiają tyle, co kot napłakał, czasem ledwo im się zwracają koszty materiałów, a robią naprawdę ładne rzeczy. 
Ciekawa jestem co o tym myślicie. 
Pozdrawiam z deszczowej krainy.

12 komentarzy:

laviolette pisze...

Jak widać nawet deszcz może byc motywacją i punktem wyjścia do wspaniałych robótek :)

Azalia pisze...

Trawa zarasta podwórko, a ja dziegam. Może w kjońcu deszcz się przeniesie w inne rejony:-))

barbaratoja pisze...

Liczenie ile powinny kosztować nasze prace mnie bardzo dołuje ;-(

Azalia pisze...

Nie tylko Ciebie, Basiu.

Czarna Jagoda pisze...

Pierwszy raz widzę takie narzędzie do robienia kwiatków, a wyszły śliczne :) torebka też będzie bardzo ładna :) A z tymi kosztami to niestety tak jest że nikt pracy nie docenia, choć są to rzeczy 100 razy lepsze niż jakieś tam made in china...

Azalia pisze...

Jagódko, ten przyrząd mam od 30 lat. Niedawno widziałam takie w sklepach internetowych z włóczkami w zakładce "akcesoria dziewiarskie".

notaria pisze...

Praca ręczna kosztuje, tylko każdy chce kupić jak najtaniej. To jest tak, że ceny rosna usług, które sa najbardziej poszukwiane i "niezbędne" do życia. Stąd te ceny usług hudraulika, bo przecież bez tego się nie obejdzie. Najczęściej ma to niewiel współnego z rzeczywistym nakładem pracy i kosztami. Faktycznie, jak tak zaczniesz liczyć, mozna wpaść w depresję :-(

Wróciłam na stary blog, wreszcie mi się odblokował i mogę tam pisać. Tylko funkcje ma ograniczone.

Azalia pisze...

Oj, ja to wiem, tylko wyobraziłam sobie, jakby to było, gdybynm chciała utrzymać się z rękodzieła. Nie ma szansy, chyba, że ktoś robi unikalkne i artystyczne wyroby i ma amatorów na swoje dzieła, lub odbiorców hurtowych.
Zaraz tam pędzę.

notaria pisze...

Jeszcze nie ma za bardzo po co ;-) Tylko się odblokowałam. A zapomniałam dodać, że te brązowe kwiatki z puchatej włóczki urzekające są :-) I te dwukolorowe też mi się podobają.

Azalia pisze...

Takie bedę robić.

Gryzmolinda pisze...

maszyna do kwiatów rewelka , nie widziałam takiej albo oczywiście ni zwróciłam uwagi

Azalia pisze...

Dosiu, na pewno widzałaś. To staroć niemalże.