Translate

piątek, 28 czerwca 2013

Misz - masz

Muszę na kilka dni odpocząć od kwiatków. Sądziłam, że pogoda się poprawi i coś pogrzebię w ogródku, a tu znowu pada i nie ma widoków na poprawę. W domu zimno, ale to wstyd latem palić w centralnym, więc siedzę okutana pledem, w ciepłych skarpetach i nawet telewizji nie mogę oglądać, bo są jakieś zakłócenia w odbiorze. Co chwilę przerwa i komunikat "brak sygnału". Szlag by to...  Wróciłam więc do moich ulubionych sówek. Na razie mam jedną, a druga zaczęta.


Jakaś groźna ta sówka. Druga będzie weselasz. Mam taką nadzieję.


Przed chwilą dostałam przesyłkę od koleżanki. Korale - pastylki, takie, jakie bardzo lubię. Są śliczne. W sam raz do letniej sukienki.


Jedna z blogerek na blogu pokazała swoje kwiatki. Pozazdrościłam i poszłam z aparatem mimo deszczu.

Biedne moje różyczki:



Mrówki nie boją sie deszczu, jak widać.

Mój jaśminowiec wdrapał się się wysoko na świerk, jakieś pięć metrów od ziemi  w górę. A to spryciarz.




A chortensja zmarniała od nadmiaru wody. Zawsze była dorodna, a w tym roku zapyziała.


To by było tyle na dzisiaj. Wracam do szydełka. Pozdrawiam wszystkich cieplutko spod puchatego pledu.

2 komentarze:

CreaDiva pisze...

Urocza sówka, wcale nie taka groźna :-) Jeśli masz ochotę, zapraszam na moje candy i pozdrawiam! :-)www.creadivvva.blogspot.com

Azalia pisze...

Dziękuję, z chęcią skorzystam z zaproszenia. Pozdrawiam