Translate

poniedziałek, 29 lipca 2013

Mała korekta

Musiałam coś dodać, to zrobionej makatki - "kosz kwiatów", bo wydawała mi się łysa. Dodałam frędzle, cienki drążek w górnym brzegu i sznureczek do zawieszenia. Teraz jest moim zdniem dobrze. Prawdziwa makatka. Bardzo ejstem ciekawa czy spodoba się moja robótka nowej właścicielce. 


Teraz widzę trochę niedoskonałości, ale już za późno. Makatka w drodze. Następna będzie lepsza. Jak się patrzy an robótkę "na żywo", to nie zawsze widać błędy, dopiero na zdjęciu wyłażą. Pocieszam się, że nie są one duże i jak to się mówi " ujdą w tłoku". Muszę trochę odpocząć, bo się mocno nadziubdziałam przy tej makatce. Wydaje się, że to prościzna, a jednak wymaga pracy,  czasu i cierpliwości. 
Dziękuję za zaglądanie i zostawianie komentarzy. To działa motywująco. Każdy, kto dzierga czy coś tworzy wie o tym. 
Pozdrówki zostawiam. 

niedziela, 28 lipca 2013

Przypadkowa wymianka

Dlaczego przypadkowa? Zaraz wyjaśnię. Spodobały mi się bransoletki  Ani: http://bormisdbr.blogspot.com/.
Jedna bardzo i chciałam ją od niej kupić. Niestety, Ania nie sprzedaje swoich wyrobów, więc wpadłam na pomysł: coś za coś i udało się. Dokonamy z Anią wymianki. Ona dla mnie bransoletkę, a ja dla niej wybraną torebkę. Rewelacja. Ania działa szybko i przesyłka od niej już do mnie dotarła. I szok, bo zamiast jednej, wybranej bransoletki przysłała cztery. Cztery bransoletki i dwie książki, w sam raz na letnie czytanie.
Bransoletki są obłędne.



Dziękuję Aniu za tak wypasioną przesyłkę. 
Torebka się robi. Na razie jest jeden elemenet. Nie wiem czy ten wzór będzie dobry, jeśli nie, to czekam na propzycję.

Muszę się pochwalić prezentem jaki otrzymałam parę dni temu. Mój znajomy, który zagląda na ten blog zobaczył na wystawie w pasmanterii włóczkę o nazwie mojego nicku: Azalia. I co zrobił? Kupił w ciemno kilka motków, każdy w innym kolorze, i jeszcze trochę zielonej włóczki. Szalony, miły chłopak. Dziękuję.


  

Nie wiedziałam, że jest taka nazwa włóczki. Teraz już wiem. Skład:  akrylik i wiskoza.To bardzo ładna i wydajna włóczka. Motek 50 gramowy  ma 165 metrów nawoju, a są też po 195 metrów, np: czerwono-biała. Jest ciut grubsza od kordonka 5 i bardzo miękka, nawet trochę lejąca się.  Mało który mężczyzna interesuje się włóczkami, tym bardziej się ucieszyłam, że znam chociaż jednego. 
A sama sobie też zrobiłam prezent. Zamówiłam ruchome oczka do sówek i innych maskotek, które może kiedyś będę robić.
  
Zdjęcia kiepskie,  jak zwykle u mnie. Może kiedyś nauczę się robić dobre.
Chyba już skończę pisanie, bo upał i duchota mnie rozkładają na drobne. W taki dzień jak dzisiaj, to można wytrzymać jedynie w piwnicy, w przyziemiu. Tam jest cudny chłodek. I właśnie tam się wybieram. 
A Was pozdrawiam, ledwo żywa. 

piątek, 26 lipca 2013

Wylazłam z kosza.

Nareszcie uwolniłam się z kosza. Poprzedni kosz kwiatów był łatwiejszy do wykonania, ale ten sama wymyśliłam i muszę przyznać, że dał mi popalić. Zrobiłam podkład prostokątny 55 cm x 44 cm, podszyłam go szarym    lnem(zdekatyzowanym), żeby się nie rozłaził, a potem przyszyłam dwadzieścia kwiatków i kilka listków. Chciałam skomponować kwiatki  w zbliżonej kolorystyce, ale musiałam ulec gustowi zamawiającej i zrobić bardziej kolorowe. 



Może tutaj  lepiej widać, bo poprzednia  fotka taka płaska.


Tył "obrazka"


 Powstała z tego makatka 3D,
Sądzę, że powinna się spodobać nowej właścicielce, Grażynie, w sam raz na imieniny.
Na oko prosta sprawa, a zużyłam na całość 70 dkg włóczki. Dobrze, że znajomy podesłał mi kilka motków, w tym ładną zieleń, bo byłam już w kropce. Akurat trafił. Wielkie dzięki za tę zieleń.
Fotki robiłam nocą i nie są dobre, ale coś widać.
Raniutko gonię na pocztę, jadę - powinnam  napisać, bo do poczty mam 7 kilimetrów.
A teraz nareszcie spokojnie zasnę. Pozdrawiam i witam skowronków.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Wyróżnienie

Dziergamy, haftujemy, malujemy i robimy rożności, co sprawia nam wiele przyjemności. Nagrodą za nasze wysiłki są sympatyczne komentarze pod prezentowanymi robótkami, ale bardzo miłą nagrodą są wyróżnienia od blogerek. W ubiegłym tygodniu i mnie się to przytrafiło. Dostałam wyróżnienie od przemiłej osoby, bardzo uzdolnionej autorki blogu -  http://creadivvva.blogspot.com/  - warto do Niej zapukać. Na pewno otworzy. 
Jestem wzruszona i uradowana, czego nie ukrywam. Buźka mi się roześmiała, oczęta zaszkliły, nawet i coś z nich kapnęło.  Dziękuję z całego serca.

Oto wyróżnienie:
A teraz przede mną karkołomne zadanie, zgodnie z życzeniem autorki. To znaczy mam wymienić 7 rzeczy, cech, upodobań, które nie są znane ogółowi.  O, matko jedyna! To naprawdę trudne. 

Zaczynam:

1. Jestem leniwą pasjonatką. Nie robię długo nic, aż nagle zapalam się do czegoś i nie mogę przerwać. I tak na okrętkę.

2. Lubię dobre jedzonko, ale nie chce mi się stać przy kuchni i jadam co mi wpadnie w ręce, byle szybciej. Czasem się poświęcam i gotuję dla siebie. Baaaardzo rzadko.

3. Bez kawy nie żyję. Nie dlatego, że jest mi potrzebna do rozruchu, nie. Po prostu lubię i piję nawet w nocy. A do kawy koniecznie papierosek( fuj!). Staram się oduczyć, ale nie wychodzi albo się mało staram. 

4. Jestem wielką gadułą. Piszę blogi. Zawsze to jakaś namiastka rozmowy.

5. Kocham wieś ze wszystkimi jej urokami i uciążliwościami. Dlatego uciekłam z miasta na wieś i nareszcie swobodnie oddycham.

6. Uwielbiam dawać prezenty, tak bez okazji, a dostawać jeszcze bardziej. Kto nie lubi, palec w górę? Nie widzę, nie słyszę. To znaczy, że mamy tak samo.

7. Mam bzika na punkcie włóczek. Od niedawna. Kolory mną zawładnęły bez reszty. Największą radochę mam jak kupuję włóczki. Gydby można je jeść, to jadłabym bez końca. Śmieszne, prawda? Szkoda,  że są dość drogie i niestrawne(hiii...hiii). Kiedyś stwierdziłam, że gdybym miała wybierać zakupy w sklepie z włóczkami albo u jubilera, wybrałabym sklep  z włóczkami.

Uffff.... ale się wysiliłam. Dobrze, że tylko siedem punktów.
Następne zadanie, to nominowanie do tej samej nagrody 7 blogów. A to dopiero zagwozdka. Nie podano kryteriów i tak z marszu  trudno wybrać. Wszystkie blogi, które znam i odwiedzam są godne wyróżnienia, ale jeśli mi nakazno wybrać siedem, to wybiorę siedem. 

1. http://lavenderandrosestories.blogspot.com/

2. http://artesania-rekodzielo.blogspot.com/

3. http://elka-pajaczek.blogspot.com/

4. http://barbaratoja.blogspot.com/

5. http://evulsianka.blogspot.com/

6. http://kaciksznurkaiszydelka.blogspot.com/

7. http://bormisdbr.blogspot.com/

8. http://handmadekursytutoriale.blogspot.com/


Zasady dla wyróżnionych są takie same:
-  Umieścić wyróżnienie na swoim blogu 
-  wymienić 7 ciekawostek o sobie 
-  wyróżnić 7 blogów i powiadomić osoby wyróżnione.
  Pot mi kapie z czoła, bo było ciężko. Dodałam od siebie jako ósmy,  blog I. Szczęsnej z z tutorialami. Świetne porady, wzory krok po kroku, bardzo przydatne dla każdej z nas. 
A teraz trzeba mi wybrać się w podróż powiadomić każdą z dziewczyn o przynanym wyróżnieniu. Biorę nogi za pas, trampki na nogę i w drogę. 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

sobota, 20 lipca 2013

Z doskoku

Nadal "siedzę" w koszu, ale już prawie kończę.
Wrzucam parę kawiatków i znikam.



Fajnie by było zobaczyć taki kwiatek na żywo. A może są takie, tylko ja nie widziałam?

Takich jest pełno:



A tak przy okazji. Czary mary, bo użyłam tego samego tła, zdjecie robione jedno za drugim, tylko inny kolor kwiatków, a jaka różnica koloru  tła na fotografii.   Zmienia się też kolor kwiatka.

Oryginalny kolor tła:


Prawdziwy kolor fioletowej róży jest poniżej.




To zanczy, że niektóre barwy mają mocny wpływ na siebie podczas fotografowania. Kłania się fizyka i chemia i technika fotografowania. Prawda jest taka, że nie zawsze na fotografii widać to, co jest w naprawdę w rzeczywistości. A co jest prawdziwe  w rzeczywistości? Ha, to dopiero pytanie.

Ale te kolory są niezakłamane. Moje oko i aparat rejestrują  identycznie.
"Lelije" przed oknem, które mnie witają co rano.




A wchodzących do domu witają nasturcje:


Pozdrawiam i idę do "kosza".

czwartek, 18 lipca 2013

Wysyp kwiatków

Letni wysyp kwiatków:



Coś mi się skićkało w  aparacie, bo białe tło wychodzi szare. Może córka dzisiaj uszkodziła i nie przyznała się. Może w dzień będzie lepsze zdjęcie. Pozdrawiam

Zakręcona

Jak ktoś prosi, to nie wypada odmawiać. Kuzynka chciała zamotki na już, więc wróciłam do młynka. Ale się nakręciłam,  że aż mnie ręka rozbolała.  Wybrała włóczkę Himalaya Mercan Batic. Cudnie się z niej kręci. Uwielbiam tę włóczkę, bo jest milusia i dobrze się z niej robi, sama przyjemność mieć ją w palcach. A jeszcze to, że jest melanżowa dodaje jej uroku, a mnie radości w oczach. Taka ze mnie romantyczka włóczkowa.   Kosz z włóczkami stoi przy tapczanie i gdy się budzę, to od razu mam śwait w kolorach.  
Zamotki mają po 2,5 metra długości. Trzy z tej samej włóczki. Każdy ma inny kwiatuszek do ozdoby. Jeszcze nie całkiem skończone, ale już pokazuję, ponieważ jutro dziewczyna przyjdzie po zamotki, a ja nie będę mieć aparatu w domu, bo córka wybiera się na rajzę po okolicy z zamiarem obfocenia ciekawych obiektów. 









Zamotki są delikatne, lejące i niezbyt grube. Zrobię jeszcze kilka kwiatków w  do ozdobienia, ale innym formacie

Muszę Wam pokazać tę włóczkę od środka, po odkręceniu kiludziesięciu metrów. Ja się zachwycam tym malanżowym wzorem. Zrobiłam próbkę  na okrągło, a muszę jeszcze wypróbować w prostokącie. Ciekawa jestem jak się będą układać kolory. Nie każdy lub i mix koloróew, a ja bardzo. 



Teraz wracam do kosza kwiatów, bo do soboty muszę skończyć  projekt.

Miło mi, że zaglądacie do mnie, że zostawiacie kilka słów. Dziękuję i pozdrawiam.

wtorek, 16 lipca 2013

Znak lata

Nareszcie wyszło słońce i chyba będzie prawdziwe lato. Musi być, bo u mnie zakwitł pierwszy słonecznik, a to znak, że lato pędzi galopem.




Od razu pojaśniało dokoła i chce się żyć.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Udało się

Ufff... Wzdycham z zadowolenia, bo udało mi się zrobić kwiatek, który widziałam na jednym z blogów. Wczoraj pokazałam pierwsze próby, a dzisiaj już mogę pochwalić się finalnym produktem. 
Oto i moje cudo. 


Wersja na jasnym tle:



Środkowe płatki można lekko podnieść i mamy kwiatek w 3D:


A tak wyglądało przygotowywanie:



Gdybym robiła z kordonka, to wyszedłby malutki kwiatuszek, a z włóczki wyszła dekoracyjna serwetka, 15 cm średnicy, aczkolwiek wzięłam najcieńszą włóczkę, jaką miałam. 
Płatki dzierga się szybko, tylko z łączeniem są problemy, bo trzeba uważać, żeby równo połączyć. Jestem dumna jak paw, bo udało mi się połączyć bez poprawek.  Zakochałam się w tym kwiecie. Zrobię jeszcze w innych kolorach, jak tylko dostanę nowe włóczki.  

Muszę się Wam  pochwalić swoim pomysłem na utrwalanie włóczkowych kwiatków. Z krdonkiem czy bawełną nie ma sprawy, bo wystarczy krochmal w sprayu, a z włóczką jest kłopot, bo nie każda łapie krochmal, a jak złapie, to zostają smugi. Ja użyłam tego, co mam pod reką.  Lakier do włosów. Spryskałam na próbę trzy kwiatuszki  bardzo mocnym lakierem, poczekałam kilka minut i bomba. Kwiatki się usztywniły rewelacyjnie. Po spryskaniu można  im nadać dowolny kształt.  


  Kolor się lekko pogłębił, a płatki są sztywne jak z plastiku i dodatkowo pachną. W każdej chwili można je zmoczyć w letniej wodzie i lakier puści. 
Wykorzystam tę metodę, jak będę robić następny kosz kwiatów.
Pozdrawiam 



niedziela, 14 lipca 2013

Takie małe coś

Wczoraj było o unicestwieniu maszyny do szycia, a dzisiaj takie małe coś. Nie pamiętam na czyim blogu zobaczyłam kombinowany kwiatek z pięciu elementów. Tak mi się to cudo spodbało, że zapamiętałam wzór i próbuję dziergać. Na razie tylko próbka, ale już coś się wyłania. Muszę zrobić 5 jednakowych płatów i potem je połączyć tak, żeby wyszedł kwiatek.  Wiem jak to zrobić, tylko brak mi odpowiedniej włóczki. Próbowałam z akrylu i bawełny, ale lepiej jak będzie jednolita włóczka. Mam zamówioną, więc za kilka dni pokażę nowy kwiatek.


Na dzisiaj tylko tyle. Pozdrawiam i biorę się za nową robótkę, bo sowę mi na razie darowano. Zamiast sowy ma być kosz z kwiatami, taki jak poprzedni.

Pół na pół

Jestem z siebie dumna, bo  przed wieczorem  skończyłam zamówioną torebkę i dziewczyna odfrunęła z nią prosto na randkę. Tak się spieszyła, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Może przy jakiejś innej okazji zrobię, bo torebka wyszła (moim  i jej zdaniem) rewelacyjnie i warto się nią pochwalić(!).

Sowę odłożyłam na bok, bo zabrakło mi głównego koloru włóczki. Tak się cieszyłam, że skończę na poniedziałek i wyślę, a tu klapa. Nie mam pojęcia gdzie mogę kupić motek ciemno - szarej włóczki. W pniedziałek muszę jechać do miasta i jak nie znajdę takiej samej, to zmuszona będę zacząć od początku z innego koloru.  Tak to jest jak się zawczasu nie sprawdzi. Byłam pewna, że  mam jeszcze połowę motka w szufladzie, a jak zaczęłam szukać, to sobie przypomniałam, że zimą wykorzystałam włóczkę na czapkę dla siebie. Szkoda, że skleroza nie boli. 
Pogoda barowa, więc siedzę cały dzień  domu i  dziergam, a  wieczorem zachciało mi się uszyć dla siebie letni żakiecik. Wyjęłam niedawno kupiony materiał, rozprułam stary żakiecik - to moja metoda na pozyskanie dobrego wykroju, żadne Burdy, tylko to w czym chodziłam i dobrze leży na mnie - poszłam na pięterko po maszynę do szycia i... I za chwilę szkag trafił maszynę. Gdy schodziłam po schodach, trzymając pudło z maszyną za uchwyt,  to  nagle maszyna znalazła się się na schodach przede mną i skoziołkowała w dół.  Widocznie jeden zatrzask źle trzymał i  pokrywa się odpięła. Futerał został w mojej ręce, a maszyna poszłaaaa...  Poglądałam ze wszystkich stron, ale naprawdę  nie da się naprawić, bo główka jest  zdefasonowana, igielnica skrzywiona, jednym słowem szmelc. Cholerka, taki pech,  akurat w chwili, gdy zapałałam chęcią do szycia. Miałam tyle planów szyciowych. Maszyna niemal zabytek i do tego pamiątkowa.  Ma tyle lat co córka. Dostałam ją w prezencie w parę dni po urodzeniu córki.  Ustrojstwo było niezawodne. Mimo, że to tylko Łucznik, ale szyłam na niej wszystko od cieniutkich matriałów po dżins, sztruks, a nawet cienką skórę. To była pierwsza seria Łuczników z funkcją overlocka. Jestem zła i nieszczęśliwa, bo drugiej nie mam, a nowej nie kupię tak od ręki,  bo najtańsze Łuczniki kosztują ponad 350 zł, a dobre i z overlockiem około tysiąca. Zaglądałam do internetu i obejrzałam kilkanaście maszyn. Są przeróżne, ale ja jeśli kiedyś kupię to tylko marki Łucznik.  Przez sentyment, a poza tym nie jestem profesjonalistką i nie muszę mieć maszyny z bajerami. Tak się napaliłam na ten żakiecik, że chyba go uszyję ręcznie. Na studiach wszystko sobie szyłam w rękach. Nawet kurtkę zimową z flauszu i spodnie. Przypomną mi się dawne czasy.  
Planowałam uszyć dla siebie i córki kreację na ślub i wesele mojego  chrześniaka, ale w rękach nie uszyję, bo to poważne zadanie. Zadzwonię do bratowej może mi pożyczy swojej na parę tygodni. 
Żeby sobie podrasować humor, wydziergałam dawno temu zamówioną torebkę. Jest taka, jaką sobie życzyła dziesięcioletnia pannica. Na zdjęciu wygląda dość pokaźnie, a to jest maleństwo,  ma tylko 16 cm średnicy.

Przód kolorowy



Tył jednobarwny.


Kolor tyłu i przodu jest taki sam, tylko na zdjęciu wyszedł różny, chodzi mi o wrzos.
Widocznie to zależy od tła na jakim leży obiekt.

Wczoraj dostałam maila od pani, która zamówiła u mnie kwiatek do torebki. Jest zadowolona, bo kwiatek jej się podoba.  Przypięła go do torebki i przysłała mi fotkę. 
 Oto ozdobiona moim kwiatkiem torebka:



Dobrze, że zrobiłam z włóczki w kolorze blado żółtym, bo mocniejszy zółty byłby za ostry. Miło jest dostać taki mail i zdjęcie. 

I tak się kończy mój dzień, trochę radośnie, trochę smutnawo. Tak pół na pół. Mogę sobie zaśpiewać: "Tylko koni, tylko koni, tylko koni żal..." Zamiast koni, zaśpiewam - maszyny.
Pozdrawiam tuż przed północą.

piątek, 12 lipca 2013

Zniewolenie

Dwa dni temu  pisałam, że odkładam kwiatki i inne drobnostki na później, bo pracuję nad sową, a wczoraj musiałam przerwać spoufalanie się  z sową i dziergać coś innego. Zostałam po prostu zniewolona, zmuszona, przyparta do muru. Podczas największej ulewy wpadła do mnie jak błyskawica moja  psiapsiółka i niemal z  płaczem prosiła, żeby jej zrobić coś na szybko, na prezent dla teściowej. 
- Na kiedy? - pytam. 
- Na już - słyszę.  
Trochę się zdenerwowałam, bo jak to tak, wpada i żąda na już. 
- Co to ma być? Jaki wzór, kolor i z czego? - pytam. 
A ona zamiast odpowiedzi wskazuje na leżącą jedną część zaczętej torebki.
- O, to! - wykrzykuje. - To będzie w sam raz, bo teściowa ma mieszkanie w stylu rustykalnym i na pewno taka serwetka jej się spodoba, a jakbyś  zrobiła do tego parę podkładek, to byłoby cudownie. 
- Kobieto, a kysz od tego,  to jest  część torebki, na którą ktoś czeka - wymawiam się. - W sobotę muszę mieć gotową. Wybierz inną włóczkę - mówiąc, podsuwam kosz z włóczkami. 
A ona jak dziecko:
- Ja chcę tę. Zapłacę i dodam kopę jajek od moich kur. 
- To jest argument - odparłam. - Lata świetlne nie jadłam swojskch jajek. Przyjdź za trzy godziny.
- Bierz się do roboty, ja poczekam - odpowiada i rozsiada się w fotelu. - Mogę zrobić kawę - dodaje z szelmowskim uśmoechem.
Cóż miałam robić? Zniewolona, omamiona jajkami, zaczęłam dziergać, popijając kawę i po trzech godzinach skończyłam. 
Dobrze, że chciała tylko cztery podkładki, bo gdybym zrobiła sześć, to nie wystarczyłoby mi włóczki na zamówioną torebkę. 


Podkładki



Cały zestaw 



Jak robiłam zdjęcie, to czwarta podkładka była jeszcze nieskończona i nie pozowała. Do podkładek dodałam ciemnego brązu i zółci, żeby oszczędzić melanżowej włóczki. 
Wieczoram przyszła podziękować mi za trafiony prezent, bo teściowa bardzo zadowlona z podkładek.  Nie ukrywam, że ja też, bo na kolację zjadłam pyszną jajecznicę.  W piątek zamiast kończyć sowę, będę od początku dziergać torebkę. Koleżanka uprosiła o jeszcze jedną podkładkę dla siebie. Nie mogłam odmówić i zrobiłam. Wzór wymyślony ad hock. Może włóczki na torebkę wystarczy. Ach, to moje miękkie serce. Ale czego się nie robi dla swojskich jajek.





Już mnie nie ma. Pozdrawiam

czwartek, 11 lipca 2013

Candy na blogu: mojekreativehobby


Jeśli ktoś ma ochotę pobawić się w dekupażowanie, malowania na jedwabiu, lepienie z glinki ceramicznej, to jest okazja wylosować fantastyczny zestaw materiałów. Zapraszam do zabawy na blog; http://moje.creativehobby.pl



Do wygrania idealny zestaw dla kogoś, kto chce spróbować swoich sił w różnych technikach, a więc:
  • duża bawełniana torba z logo Stamperii

Ja się już zapisałam, może wreszcie los się do mnie uśmiechnie i chociaż raz coś wylosuję. 

Pozdrawiam

środa, 10 lipca 2013

Dorzucam kwiatki

Co ja mam zrobić,  wciąż wracam do kwiatków? Niedługo chyba  ściany będę nimi tapetować. Wystarczy chwila przerwy w dzierganiu czegoś innego i już robi się kwiatek. Obsesja jakaś, czy co?




Zrobiłam też pompon do dziewczęcej czapki. Nie mam przyrządu do pomponów, więc wycięłam dwa kółka z tekturki, namotałam kolorowe włóczki i jest pompon. Muszę go jeszcze wyrównać. 


Zmykam do sowy. Tułów już zrobiony, teraz robię ślepia, ogromne i z wytrzeszczem. Na razie...

wtorek, 9 lipca 2013

I znowu kwiatki

Pokazany wczoraj  kwiatek według nowego wzoru znlazł  właścicielkę. Trochę go przyozdobiłam i jutro pofrunie do Tarnowa. 


Po obróbce, wygląda tak:




A wyglądał tak:



Na pierwszym zdjęciu jest prawdziwy kolor.
Z kwiatka zrobiłam broszkę. Listki trochę zmieniły kolor. W rzeczywistości są takie same, a tutaj każdy innego koloru. 

Z kilku nitek kordonka o różnych kolorach wydziergałam  broszkę. Skromniutka, ale mnie się podoba.



Teraz odkładam kwiatki na bok, bo robię duuuużą sowę. Muszę się spieszyć, bo niewiele  czasu zostało do wyznaczonego terminu.  Malutkie sówki dziergam szybciutko, a duże  wolniej.  Może zdążę? 
Lato się panoszy, pogoda cudna i nie chce mi się siedzieć w domu z szydełkiem. Nie potrafię się skupić na robocie, leżąc na leżaku pod wierzbą. Wszystko mnie rozprasza. A to koty wyczyniają dziwne harce, a to ptaki fruwają nad głową albo ćwiergolą jak oszlałe, a to dzieciaki z sąsiedztwa rozrabiają, czasem im wpadnie piłka akurat do mnie i muszę się zebrać, żeby im odrzucić, ech... Fajnie jest na dworze, ale za dużo wrażeń. 
Pozdrawiam, do następnego wpisu.