Translate

piątek, 27 września 2013

Motylkowo

A jednak się obijam. Nie wiem czy to zmiana pory roku czy przesyt szydełkowaniem. Może to i to. Mniej dziergam, niż poprzednio. Coś tam robię, ale to mało, a powinnam więcej, bo mam kilka zamówień. Dzień za dniem śmiga, a ja stoję w miejscu. Nie mogę przyzwyczaić się do  zmian temperatury. Gdy nie palę w centralnym, to mi zimno, a jak rozpalę, to mi gorąco. Otwieram i zamykam okno, otwieram, znowu zamykam i tak w kółko. Przy huśtawce temperatury nikomu nie jest dobrze. A może ja marudzę? 
Niech tak będzie. Zostaję przy marudzeniu.  
Wczoraj musiałam coś zrobić, mimo że mi się nie chciało. To coś, to motylek. Takie maleństwo. 


   


Przy motylku trochę się rozkręciłam i z rozpędu dziergnęłam kilka rzędów plecaczka. Jeszcze trochę i będzie koniec. 



Moja blogowa koleżanka przysłała do mnie wczoraj listonosza. Biedaczysko przyszedł na piechotę z paczką i to w ulewnym deszczu. Od razu oczęta mi pojaśniały, bo w paczce były włóczki, czyli to, co może mnie najbardziej ucieszyć. Dostałam wspaniałe włóczki od Jadzi - Stokrotki: http://prawiewszystkiemojepodroze.blog.onet.pl/ . 



Jagusiu, jesteś kochana. Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Włóczki wszystkie są śliczne, ale oliwkowo-zielona oczarowała mnie od pierwszego wejrzenia i dotyku. Jest cudna!!! Już mi chodzą po głowie pomysły na to,  jak je zagospodarować. 
Na dzisiaj to już wszystko. Jak widać na obrazkach przez kilka dni niewiele zrobiłam. Obijam się, jak nic. 
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających i ... do następnego wpisu. 

niedziela, 22 września 2013

Nie obijam się

Ostatnio mało mnie na blogu, co nie znaczy, że się obijam. Nic z tych rzeczy. Dziergam zawzięcie i zajadle. Parę dni temu moja psiapsiółka podesłała mi osiem  motków kolorowej włóczki, która jej jest zbędna. Kiedyś próbowała dziergać i skończyła  na łańcuszku. Nie chciała pieniędzy, tylko czapunię dla trzyletniej wnuczki i torebkę dla ośmiolatki. Takie transakcje, to ja lubię. Czapunia i torebka się robią, ale to nie wszystko. Zaczęłam po raz drugi dziergać plecaczek. Miałam już zrobiony do połowy, ale sprułam, bo wymyśliłam inny wzór i kolory. Zrobiłam też próbkę podkładki z łączeniem kolorów. Oczka, które dają rozszerzenie zrobiłam innym kolorem, niż podkładkę. I muszę przyznać, że jestem z tego zadowolona. 



 Nic wielkiego, a wygląda ciekawie.

Poniżej  zaczątki czapuni i torebki:





Torebkę chyba zrobię od nowa, bo nie podobają mi się przejścia w rzędach. Za bardzo "wyłażą" na wierzch. Na żywo tak nie widać, ale na fotkach rażą. 

A to kawałek plecaczka. Nigdy nie robiłam plecaczka i nie mam wzoru, więc robię "na czuja", ale już widzę oczami wyobraźni całość i chyba fajnie wyjdzie. Podszewka będzie pikowana i lekko usztywniona. 


   

A teraz prośba do mistrzyń szydełka i drutów. Kupiłam w SH za 2 złote coś w rodzaju komina. Długie to jak nieszczęście, ale włóczka na nim śliczna, a po wypraniu  mięciutka i puszysta. Kolorek ecru. Nie potrafię rozgryźć jak to jest robione. Na szydełko nie wygląda, na druty też nie. Może widełki? Czy ktoś mi podpowie? 





Będę wdzięczna na podpowiedź. 

Muszę się pochwalić. Muszę, bo jestem zaskoczona i dumna z mojej córki. Nie pamiętam, żeby interesowało ją szydełko, a jednak interesuje. Podbiera mi włóczki i coś dzierga. Sądziłam, że się uczy, a okazuje się, że robi fajne rzeczy własnego autorstwa. Od pewnego czasu prowadzi fotoblog i właśnie tam zobaczyłam fotki z jej kilkoma szydełkowymi pracami. Mitenki mnie powaliły. Jeśli ktoś chętny, to zapraszam:   http://apocallypticlullaby.deviantart.com/gallery/


Pozdrawiam niedzielnie. 

czwartek, 19 września 2013

Wyróżnienie

Pogoda nas nie rozpieszcza. Zimno wszędzie, ciemno wszędzie i nie chce mi się nosa wyściubić z domu, chociaż w domu też zimno. Dobrze, że  internet działa, bo przynajmniej jest odskocznia od tej jesiennej szarugi.  Trochę dłubię szydełkiem, ale nic specjalnego, co warto byłoby  pokazać. Zaczęłam kilka projektów i kręcę się od jednego do drugiego. Ale ja nie o tym chciałam. Parę dni temu jedna z koleżanek 
blogowych  - http://blogerzaby.blogspot.com/przyznała mi zaszczytne wyróżnienie. 
Troszeczkę byłam zażenowana, bo niczym wielkim się nie wyróżniam, dziergam drobiazgi, ale nie ukrywam, że szczerze się ucieszyłam, bo chyba każdy lubi być wyróżniony, doceniony, nagrodzony za swoją radosną twórczość. Jeszcze raz dziękuję za tak zaszczytne wyróżnienie, ale to nie koniec, bo teraz kolej na spowiedź powszechną, zgodnie z zasadami tejże zabawy. 

A o to pytania:

1.Jakie jest największe Twoje marzenie? 
- Dobre pytanie, tylko co ja mam odpowiedzieć? Kiedyś marzyłam od rana do wieczora i w nocy też, a czy teraz mam jakiekolwiek marzenia? Pewnie mam, a największe... Jest jedno od lat,  trochę więcej kasy na koncie. Niedużo, naprawdę niedużo. 

2.Co wolisz książkę czy film?
- Kiedyś były tylko książki i to w ilościach hurtowych, a teraz raczej film.

3.Twój sposób na chandrę
- A co to jest chandra? No, czasem mam kiepski dzień, wtedy śpię do oporu, a potem jetem jak nowo narodzona.
4.Kawa czy herbata? 
- Kawa od świtu do świtu. Herbata czasem, pod warunkiem, że bardzo dobra.

5.Co, lub kto jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
- Rodzina to oczywiste, ale tak z ręką na sercu, to ja sama dla siebie jestem najważniejsza. Kiedyś nie myślałam o swoich potrzebach, uważałam, że jeszcze mam czas, dogadzałam innym, dbałam o innych, a teraz nareszcie dojrzałam i jestem najważniejsza ja. I tak ma być. Egoistka ze mnie, co?

6.Cytat, który inspiruje Cię do działania to...?
- Raczej sentencja łacińska, w polskim tłumaczeniu brzmi tak: "cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca".

7.Podaj 1 książkę i 1 film do których lubisz wracać?
- Książka - "Szlacheckie gniazdo" Turgieniewa, film - nie mam takiego filmu. Raczej nie zdarza mi się oglądać powtórnie.

8.Ostatnie 5 zł wydajesz na...?
- Zdarza mi się taka sytuacja, wtedy chowam głęboko w portfelu i zapominam, że je mam. Przydają się w najmniej spodziewanych okolicznościach. 

9.Twój ulubiony kolor
- Wszystkie kolory byle wyraziste, soczyste, natomiast nie lubię bieli i szarości.

10.Co zabierzesz ze sobą na bezludną wyspę? 
- Kawę i papierosy, to pewne, no, może dla rozrywki jakiegoś mężczyznę, ale czy warto psuć krajobraz?

11.Co najbardziej lubisz w swojej pasji? 
- Lubię to, że wszystko co robię, zależy ode mnie, że mogę sama kreować i realizować swoje wizje.

O, to już wszystko? Tak się rozpędziłam, że jeszcze odpowiedziałabym na jakieś pytanko.

Powinnam teraz nominować 11 koleżanek do w/w nagrody, ale nie dam rady. Każdy blog jest wspaniały, dziewczyny robią takie cudowne rzeczy, a ja się od niektórych uczę, więc nominuję wszystkie blogi, które mam w linkach. Jeśli ktoś ma ochotę ciągnąć zabawę, to proszę umieścić u siebie banerek i  odpowiedzieć na te same pytania, które  ja miałam zadane. I to by było na tyle, drogie Koleżanki. 
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny i komentarze. 

poniedziałek, 16 września 2013

Pobawić się też można

Dzisiaj nie robiłam nic konkretnego. Tak mi jakoś ten  poniedziałek zleciał bezproduktywnie. Przed godziną przypomniałam sobie, że na którymś blogu widziałam sowę zrobioną z rolki po papierze toaletowym. Tak mnie to przypomnienie zainspirowało, że wytargałam z dwóch rolek bezcennego papieru tekturowe środki i też zrobiłam sowy. Robótka prościutka, rolki, parę mazaków i gotowe. Bawiłam się przy tym jak dziecko w przedszkolu.   Przeszukałam znane mi blogi, żeby podać link do autorki pomysłu, ale nie trafiłam. Nie chcę by mnie posądzono o podkradanie wzorów, dlatego proszę o wybaczenie, że nie podaję linku. 
Jeśli ktoś ma ochotę pobawić się sam albo ze swoimi pociechami, zachęcam,  bo to fajna odskocznia od rutynowych zajęć. 
 A oto moje dwie sóweczki. 



Mnie się bardzo podobają, a Wam?
Witam Ursę, nową obserwatorkę z blogu: http://wloczkarobione.blogspot.com/
Dziękuję za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam 

Niedzielne dzierganki

Wieczorkiem w niedzielę trenowałam serwetki z grubszego kordonka. Straszna mordęga. Z włóczki robi się lepiej i szybciej. Nie wyobrażam sobie robienia czegokolwiek z cienizny i cieniutkim szydełeczkiem. To nie dla mnie taka zabawa. Zdecydowanie wolę włóczkę i grube szydełko. 
Oto moje umęczone dzieła. 



Napracowałam się okrutnie, aczkolwiek wzór jest najprostszy z prostych.
Żeby odreagować, dziergnęłam kilka włóczkowych kółek.


Tak już lepiej. Cito, certo i kolorowo. 
Teraz mogę odsapnąć. Kółeczka do czegoś wykorzystam. 
Do następnego dziergania. 


niedziela, 15 września 2013

Była plama i nie ma plamy

Zdarza się, że kawa niespodziewanie trafi tam gdzie nie powinna. I co wtedy? Sprać, to jasne, ale nie zawsze plama znika. Jeśli od razu zadziałamy, to po kłopocie, ale jak się rzecz odłoży na później, to umarł w butach, plama się utrwali i żadne pranie, czyszczenie nie pomoże. Tak stało się z moją ulubioną domową sukienką z frotowej dzianiny. Kolorek różowawy, którego nie kocham, ale sukieneczka milusia, wygodna, więc stała się moją ulubioną. I niechcący wylałam świeżo zaparzoną kawę na swoje przedsięwzięcie.  Sukienka powędrowała do pralki, a ja zajęłam się ratowaniem poparzonej urody. Dekolt się uratował, ale sukienka po upraniu nadawała się do przerobienia na ścierki. Żal mi było pozbywać się czegoś, w czym się dobrze czuję, więc wymyśliłam dla niej ratunek. Szydełko i włóczka podsunęły mi pomysł. Kilka minut dziergania, szycia,  nie ma plamy i sukieneczka uratowana. 


A za oknem słońce, prawdziwe słońce. Już się cieszę, może wreszcie wybiorę się do lasu. 
Do miłego...

piątek, 13 września 2013

Szydełko lekiem na całe zło

Nie wiem jak Wy, ale ja przy szydełkowaniu odpoczywam. A jeszcze jak mam mocne zderzenie z prozą życia, to nic mnie tak nie uspokaja, nie daje natchnienia do rozmyślań, jak szydełko i koszyk z kolorowymi kłębuszkami. Już dawno mądrzy ludzie wymyślili arteterapię, jako jedną z metod rehabilitacji przy zaburzeniach emocjonalnych. Malować nie umiem, śpiewać, grać na instrumentach ani rzeźbić też nie,  więc ratuje mnie szydełkowanie. Nie mam  zaburzeń emocjonalnych, ale mam problemy egzystencjalne i właśnie machając szydełkiem, wymyślam sposoby ich rozwiązania. Nie miałam planu na szydełkowanie. Bezwiednie sięgnęłam po różowiutką włóczkę, chociaż nie jest to mój ulubiony kolor. Wybrałam chyba intuicyjnie ten kolor, bo od razu się rozpogodziłam. Kolory też mają wpływ na naszą psychikę. Coś wydziergałam, trochę pochaftowałam, żeby było ciekawiej i oto jest to moje coś. 
  

Ten biały wzorek, to obchaftowane dziurki w kawadracikach. Nie widziałam nigdy takiej robótki, ale na pewno ktoś już tak robił. Przed haftowaniem było tak:




Zszyłam dwa kwadraty z trzech boków, podszyłam podszewką i nie wiem co dalej. Może będzie torebeczka dla grzecznej małej damy, a może podusia przytulanka, po wypełnieniu owatą. 

Widziałam na blogach drewniane bransoletki obdziergane włóczką, więc ja też spróbowałam. Znalazłam starą plastikową bransoletkę i obrobiłam ją. Nie jestem zachwycona, ale spróbowałam.



Szkoda mi było dobrej i ładnej włóczki, więc wzięłam  byle jaką i pewnie dlatego wyrób jest kiepski. 
Na dzisiaj już koniec z dzierganiem, jestem zmęczona. Pozdrawiam serdecznie.

poniedziałek, 9 września 2013

Misiu zrobił furorę.

Wróciłam do domu i nareszcie mogę zajrzeć na swoje blogi. Czapeczka przypadła Julci do gustu, a Misiu nie tylko Julci, ale wszystkim gościom. Byłam dumna jak paw, słysząc ochy i achy. 
Ostatnio pokazałam kawałek czerwonej spódniczki, którą zaczęłam robić i przerwałam, bo nie znałam wymiarów małej jubilatki. Zmierzyłam ją i okazało się, że trafiłam z rozmiarem, więc późnym wieczorem, po przyjęciu  zabrałam się do roboty. Po paru godzinach spódniczusia była gotowa. Robiłam w ciemno, bez wzoru, w myśl zasady; albo się uda albo nie. I udało się. W niedzielę zaniosłam spódniczkę i znowu był szał zachwytów. Spódniczka jest w sam raz, a Julcia wygląda w niej jak baletnica. Niestety nie udało się zrobić fotki Julci w spódniczce, więc pokażę samą kiecuszkę. Dodałam do niej czerwone szelki i jest fajny zestaw. Spódniczka ma wciągnięty troczek do zawiązania, gdyby była za luźna, ale nie jest, mimo to troczek został. 
A teraz prezentacja:


    

Z szelkami wygląda tak:



Spódniczka ma 48 cm w obwodzie u góry i 17 cm długości. Niby takie maleństwo, a dziergałam pięć godzin i zużyłam 9 dkg włóczki. 
A pomysł na czerwoną spódniczkę zaczął się od szelek wypatrzonych w lumpeksie. W pierwszej chwili pomyślałam o spodenkach, ale zmieniłam zdanie i zdecydowałam, że będzie spódniczka. 
Już mam zamówienie na biały sweterek. Muszę gdzieś poszukać wzoru, bo z głowy tak łatwo mi nie pójdzie, jak ze spódniczką. Bardzo to miłe uczucie, gdy nasza ręczna robótka zbiera pochwały. 
W dzisiejszy wieczór robię odpoczynek od szydełka. Należy mi się, prawda?
Zapomniałam o jeszcze jednym prezenciku, o przepasce na główkę. 


Pozdrawiam, i do następnego spotkania. 


sobota, 7 września 2013

W biegu

Ostatnie dni dały mi do wiwatu. Cały czas w biegu. Sprzątanie piwnic, a do tego zbiórka odzieży dla PCK, więc trzeba było zapuścić żurawia do szaf, do komody i  kartonów, przejrzeć zasoby, posegregować i zapakować do worków wszystko to, co mnie już zbędne, a innym może się przydać. Napakowałam cztery worki, mogłam jeszcze więcej, ale zabrakło czasu, bo samochód już podjechał. Zmachałam się do wiwatu, ale szafom i komodzie lżej. Ponad to dziergałam czapeczkę dla Julci na sobotę i szyłam maskotkę. Czapeczkę skończyłam, ale miałam dylemat z maskotką. Początkowo chciałam  zrobić poduszkę przytulankę. Zrezygnowałam, bo nie mam już maszyny, a szyć w rękach dwie powłoczki, obrabiać dziurki, to za dużo dziubdzianbia i nigdy się tak ręcznie nie pozszywa równo i mocno, jak maszynowo. Przypadkowo wpadł mi w ręce kawałek polarku i już wiedziałam co z niego zrobię. Misia. Nigdy nie szyłam misia, ale z polarku powinno być łatwo. Uszyć, to jeszcze nic, ale narysować szablon, to dopiero sztuka. Podchodziłam do szablonu kilka razy. Niby taka prosta rzecz, misiek, a jednak miałam problem, bo raz głowa za mała, drugim razem całość za grubaśna i dopiero trzeci szablon jako tako mnie zadowolił. Rysownik ze mnie taki sam jak i fotograf, ale to co wykroiłam i zszyłam chyba jest podobne do misia. Misiek jest dość duży, bo ma aż 40 centymetrów wzrostu. Ciekawa jestem czy spodoba się Julci. 
Oto moje "dzieła". 


A tu dla porównania wielkości  przy kolorowym czasopiśmie.


Tak się spieszyłam, że przy wykrawaniu zapomniałam o uszach. Musiałam dorobić z włóczki. Buźka i oczy też z włóczki. Ładniejsze oczka byłyby firmowe, ruchome, ale dla maluszka trochę to niebezpieczne, bo może oderwać i połknąć, więc takie będą bezpieczne.Teraz dopiero widzę, że to misiek inwalida, bo ma lewą łapkę krótszą.  Ale nic to. Ważne, że mięciutki i chyba sympatyczny. Przydałyby mu się jakieś porcięta i kubraczek, ale już nie zdążyłam. 

A tu czapeczka. 


Powinna być dobra na wielkość. 

Zaczęłam też robić spódniczkę.  Zostawiłam, bo nie wiem jaki rozmiar. Zabiorę ze sobą włóczkę, szydełko i na miejscu obmierzę Julcię i dokończę. 


Szukałam w necie wzoru na spódniczkę, ale wszędzie były tylko sukieneczki. 
Koniec moich zmagań. Jutro, a właściwie dzisiaj  z samego rana wyjazd, a potem parę dni leniuchowania na łonie rodzinki. 
Pozdrawiam wszystkich, życzę pogodnego weekendu i do następnego spotkania.

środa, 4 września 2013

Czapeczka

Trochę przystopowałam z robótkami, ale nie znaczy, że schowałam szydełko. O, nie. Szydełko jest zawsze w zasięgu ręki. Mam mnóstwo innych zajęć, lecz  w przerwach coś dziergnę.
W sobotę wybieram się na roczek wnusi mojego brata i biję się z myślami co zrobić dla małej Julci  na tę okoliczność. Nie umiem scrapować, więc ozdobna kartka czy albumik odpada. Szyć umiem i lubię, ale nie mam już maszyny, a chodzi mi po głowie świetny projekt - podusia przytulanka z aplikacją. Mam śliczną tkaninę, owatę, dobre chęci, ale niestety, podusia pozostanie w mojej głowie, a ja spróbuję coś wydziergać. Może sporego misiaczka albo lalę. Jeszcze nie wiem. Na razie dziergam czapeczkę. Nie mam wzoru, więc kombinuję "z głowy".







To wszystko na dzisiaj. Pozdrawiam i dziękuję za komentarze. 

niedziela, 1 września 2013

Podkładki

Kupiłam podkładki. Nie takie pod kubeczki czy talerze, ale metalowe. Będąc w sklepie zobaczyłam je i od razu wpadł mi do głowy pomysł, że można je wykorzystać jako bazy do medalionów, naszyjników, pasków lub do torebek do mocowania uszu. Oczywiście nie w takim stanie, tylko obdziergnae.  
W lumpeksie znalazłam kilkanaście drewnianych kółek do karniszy. Też je przygarnęłam. Są leciutkie i na pewno do czegoś wykorzystam. Coś mi chodzi po głowie, jak się wykluje, to pokażę.  


Te podkładki są dużo cięższe od plastikowych i zrobiona z nich zawieszka ładnie się stabilizuje, a są bardzo taniutkie, co nie jest bez znaczenia.  

Drewniane też są dobre. Trochę zmarnowane, ale wystarczy je umyć albo przetrzeć papierem ściernym i będą śliczne. Chociaż do obrobienia włóczką mogą być i takie.


Nie byłam sobą, gdybym nie spróbowała.


Bardzo łatwo się obdzierguje metalową podkładkę.

Ostatnie moje kwiatki. Słoneczniki już przekwitły, mieczyki dogorywają, dalie też, a te kwitną jak szalone. 
Lubię je mieć w bukiecie w pokoju.

 Jedne w wazonie, a drugie na zasłonie. 
Na dzisiaj tylko tyle. Niedziela mnie zastała przy komputerze, za oknem leje i już widnieje, a ja dopiero wybieram się do spania. 
Miłej niedzieli życzę