Translate

niedziela, 15 września 2013

Była plama i nie ma plamy

Zdarza się, że kawa niespodziewanie trafi tam gdzie nie powinna. I co wtedy? Sprać, to jasne, ale nie zawsze plama znika. Jeśli od razu zadziałamy, to po kłopocie, ale jak się rzecz odłoży na później, to umarł w butach, plama się utrwali i żadne pranie, czyszczenie nie pomoże. Tak stało się z moją ulubioną domową sukienką z frotowej dzianiny. Kolorek różowawy, którego nie kocham, ale sukieneczka milusia, wygodna, więc stała się moją ulubioną. I niechcący wylałam świeżo zaparzoną kawę na swoje przedsięwzięcie.  Sukienka powędrowała do pralki, a ja zajęłam się ratowaniem poparzonej urody. Dekolt się uratował, ale sukienka po upraniu nadawała się do przerobienia na ścierki. Żal mi było pozbywać się czegoś, w czym się dobrze czuję, więc wymyśliłam dla niej ratunek. Szydełko i włóczka podsunęły mi pomysł. Kilka minut dziergania, szycia,  nie ma plamy i sukieneczka uratowana. 


A za oknem słońce, prawdziwe słońce. Już się cieszę, może wreszcie wybiorę się do lasu. 
Do miłego...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Mnie kiedyś koleżanka w pracy wylała kawę na żakiet na plecy :-((( Nie dało się odprać. Na plecach walnąć taki kwiatuszek?! Żakiet jest czerwony.

notaria

Azalia pisze...

Na plecach? Nie, bo byłoby śmiesznie. Może czyszczenie chemiczne w pralni?

anastazja pisze...

Azalio ,ale się rozkręciłąś robótkowo!! Nie zaglądałam przez jakiś czas do blogów,a dzisiaj weszłam do Ciebie i ...pełna podziwu nie mogę wyjsc..Ależ piękne rzeczy wychodzą spod Twoich paluszków..Prawie jak król Midas-czego się tkniesz zamienia się ,co prawda nie w złoto (pewnie lepiej,że nie),ale w cudowne wytwory.

Azalia pisze...

Basiu, jesteś miła. A złota też by się przydało, haaa..haaa..Pozdrawiam

karto_flana pisze...

Ja slonce poprosze, bo unas leje, jak z cebra :( Ale jak juz sie slonce zrobi to grzyby beda jak nic :) Pozdarwiam! :)

Azalia pisze...

Tak uważasz? W takim razie jutro idę na grzyby, może zdążą urosnąć przez noc. Pozdrawiam