Translate

sobota, 9 listopada 2013

Kapryśna sowa

Wczoraj nie miałam czasu na szydełko. Zajęta byłam innymi i ważnymi sprawami, ale późną nocą musiałam dziergnąć, tak dla zdwotności psychicznej. A co lubię najbardziej dziergać? Oczywiście sowy. Powstało takie maleństwo.



Dzisiaj z samego rana zauważyłam, że moja sowa jest nie w sosie. Oczęta wytrzeszczyła, dziób zwiesiła na kwintę i patrzy na mnie z wyrzutem. Pomyślałam, kapryśna jakaś, albo jest jej niewygodnie, nudno, więc wsadziłam ją do mini koszyczka i zawiesiłam w oknie. Niech się cieszy i obserwuje z wysoka co się dzieje wokół. 



Po godzinie znowu to samo. Mina niewesoła, żal mi się jej zrobiło, więc zdjęłam ją z wysokości i umieściłam bliżej siebie, na fotelu.

Już lepiej mruknęła, ale chyba nie za bardzo było jej lepiej, bo sprawiała wrażenie jakby chciała wyfrunąć.
W mig domyśliłam się o co biega. Ona czuła się nieprzydatna. Nie dość, że uwięziona w koszyczku, to jeszcze bez zajęcia. - Zaraz coś wykombinuję - szepnęłam jej do ucha i wyjęłam z torebki klucze od domu. Od razu sowie oczęta nabrały blasku. Przypięłam klucze do łańcuszka, posadziłam sowę na komodzie i widzę, że jest zadowolona, bo nawet sowa nie lubi próżnować. A jaka jest dumna, napuszona, ważna, prawda?


Niech pilnuje moich kluczy, a ja zabieram się do ciężkiej pracy. Góra drewnianych klocków na mnie czeka, a siekiera już się zaostrza do roboty.
Czeka mnie porąbana sobota.
Pozdrawiam przed deszczem.  

18 komentarzy:

elka pajaczek pisze...

Śliczna sowa.Muszę też spróbować zrobić taką. Przyjemnego rąbanka. Pa

Art Yolanda pisze...

Twoje sowy są fantastyczne, owocnej pracy!

Anonimowy pisze...

Bo to sowa klucznica jest.

Azalia pisze...

Dobrze, że nie ladacznica:-))))))

Azalia pisze...

Dziękuję, Jolu. Oj, była owocna, aż za bardzo. czuję ją wszędzie:-))

Azalia pisze...

Rąbanko brzmi sympatycznie. A czy należy do tych przyjemnych, może, może...:-))

karto_flana pisze...

Ale fajna sowa :) I jaka zadowolona nareszcie :)

artesania pisze...

Przed spaniem jeszcze się trochę pośmiałam. Świetna historyjka z sową w roli głównej. Ślicznej zresztą.

mika pisze...

Wcale się sowie nie dziwię, ja też nie lubię lenić się bezproduktywnie :)

Stokrotka pisze...

Dzisiaj już niedziela, to pewnie ledwie żyjesz po tej porąbanej sobocie. A sówka prześliczności niebywałej jest. I najważniejsze że dowartościowana!!!!
Pozdrówki :-)

Azalia pisze...

A spróbowałaby nie być zadowolona, to prucie gotowe.:-)))

Azalia pisze...

Ewuniu, historyjka sama się napisała, z marszu. Miło mi, że Cie rozbawiłam. Pozdrawiam

Azalia pisze...

Widziałam, że nie lubisz próżnować. Trochę Ci nawet zazdroszczę tych gwiazdeczek. Pozdrawiam

Azalia pisze...

Jadziu, dowartościowanie nadrabia brakiem powalającej urody. A że padnięta jestem, to prawda. Ciężkawo było. Buziaki.

Agnieszka pisze...

świetna sówka wędrująca :)

Anonimowy pisze...

fajna sówka ,skoda że nie umiem wyczarowywać takich cudności na szydełku ,co prawa ,szydełko w ręku trzymać potrafię ..ale nic sensownego robić nie umiem ,może kupię tę książeczkę i zacznę?! :))
Miło jest wpaść do Ciebie ..jak do najlepszej sąsiadki ..z tą różnicą ,ze zawsze jest odpowiednia pora ."odpowiednia"mam na myśli dogodna dla Ciebie i dla mnie , bo z sąsiadkami w realu to różnie bywa , czasami wpadają kiedy zupełnie nie mam ochoty na ich "wpadanie" :)) Cieszę się ,że jesteś i pozdrawiam
Gabi

Azalia pisze...

Taka powsinoga:-))

Azalia pisze...

Gabi, mnie też miło Cię gościć, oczywiście o każdej porze dnia i nocy, W naszej sytuacji czas nie gra roli. Serdeczności ślę.