Translate

środa, 31 grudnia 2014

Żegnamy stary rok

Święta już za nami, a przed nami zmiana daty. Za kilkanaście godzin pożegnamy stary rok, a powitamy nowy. Zima na święta nie  bardzo zdążyła, ale Sylwester zapowiada się śnieżny i mroźny. 
Ze wstydem przyznaję, że od przedświąt  nie wydziergałam nic. Od wigilii gościłam w rodzinie i tak się rozleniwiłam, że nie mam ochoty na żadne robótki. 
Po Świętach zostałam zaproszona do zwiedzania ciekawej instalacji świetlnej u bardzo miłego starszego pana w Krapkowicach. Jestem pełna podziwu dla jego pasji i efektów, bo wszystko wykonuje sam z niewielką pomocą żony. Pan Jaschik ma 74 lata i  pełną głowę nowych projektów.  Każda makieta, postać, każdy szczegół to jego pomysły i praca jego rąk. 
Spędziłam ponad godzinę w czarownej, bajkowej scenerii. 
Zrobiłam trochę zdjęć, ale nie mam czasu ich opracować, więc skorzystałam z filmiku na  stronie internetowej Krapkowic. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i przybliży ogrom pracy pana Jaschika.

A ja życzę Wam wszelakiej pomyślności w Nowym Roku. Przede wszystkim dobrego zdrowia, inwencji twórczej w dzierganiu i innych technikach hand made, i duuuużo radosnych chwil. 

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20141223/POWIAT04/141229819

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Świątecznie

Koniec z dzierganiem, czas zająć się sobą i świętami. 
Kochani, wiem, że każdy z Was czeka na  dni spędzone  w gronie rodzinym, dni pełne radości, miłości, na prezenty, uściski, wigilijne samkołyki, kolędy...
A potem kniec roku i nadzieja na nowy, może lepszy, podsumowania, plany, marzenia...
Życzę Wam, aby te święta były piękne, pełne wzruszeń, czułości, w zdrowiu i pogodzie ducha. 
A Nowy Rok by spełnił Wasze marzenia. Wszystkiego dobrego, wesołych Świąt.

Pozdrawiam

piątek, 19 grudnia 2014

Słowo się rzekło...

"Słowo się rzekło, kobyłka u płotu". Ta kobyłka to zapodany wczoraj komin i na dodatek niezapowiadana ani nieplanowana męska czapka. 
Z kominem miałam pod  górkę, bo wzięłam bardzo cienkie włóczki, jedna igiełkowa, a druga z pętelkami, robiłam na bardzo grubych drutach. Trzy okrążenia czarną igiełkową, trzy białą pętelkową i tak do końca. Plątało się na maksa i moja cierpliwość wystawiona została na ciężką  próbę.  W połowie już poddałam się. Żeby się zresetować zaczęłam robić męską czapkę z bardzo fajnej grubaśnej włóczki. Szydło, najgrubsze jakie mam, chyba 4 albo 5, nie bardzo widać, bo numer wytarty. Pozbierałam resztki grubych włóczek, a która była cieńsza, to pogrubiłam ją dodatkową nitką i wszystko szło z górki. 
Oto moja błyskawiczna czapa. Ciepła i milutka.







A tu na ludziu, czyli na mnie. Fotka robiona kamerą z laptopa, ale coś widać.


Z czapki jestem zadowolona. 
Wróciłam więc do nieszczęsnego komina. Nie miałam innych zajęć, bo mój Bławatek u mechanika, na zewnątrz nieustanny deszcz, to zawzięłam się i do 20-tej skończyłam. Komin jest wielgachny. Dwa razy do owinięcia wokół szyi, a jak się go rozciągnie na długość,  to z powodzeniem może  robić za szalik. Średnica - 64 cm, a długość po rozciągnięciu -165 cm. Mimo, że włóczka syntetyczna, to komin naprawdę grzeje. Śliski, milutki, puchaty. Będzie na dodatkowy prezent dla kogoś z rodziny,  tak samo i czapka. Lepiej mieć coś więcej, niż mniej albo  tylko w sam raz. Od przybytku głowa nie boli, a sądzę, że rzecz wykonana własnymi rękami ucieszy obdarowanych.
Komi wygląda tak.
Luźno rozłożony:

gotowy do założenia:



z komina szalik:

Komin jest ładny i bardzo praktyczny, ale stanowczo za długo się  go robi. 
Jestem chętna do dziergania drobiażdżków. 
Nie wiem jaki będzie końcowy efekt, ale mam w planie coś w rodzaju stroika świąteczneg. To dopiero pierwociny, wstępna przymiarka, do końca jeszcze daleko, muszę dorobić listki, poszukać perłowych korali, złotej wstążeczki, upleść z gałązek gubszą obręcz, może dodać kilka szyszek,itp.


To na tyle dzisiaj. Jak coś wymyślę, to pokażę.
Miłego wszystkiego dla Was.
Pozdrawiam
ps.
Dla niewtajemniczonych: jeśli chcesz zobaczyć dokładniej, kliknij na zdjęcie.

czwartek, 18 grudnia 2014

Małe co nie co

Na święta wybywam z domu, a tym samym ominie omnie gorączka przedświąteczna. Żadnych zakupów, pieczenia, pichcenia, strojenia wszystkich kątów. Jadę na gotowe. Wigilia u brata, a reszta świąt u syna. Worek z upominkami mam już spakowany, więc spokojnie mogę sobie dziergać.
Wczoraj zrobiłam kolorową serwetkę z włóczki bawełnianej i małą sówkę -zawieszkę do kluczy. Dawno nie dziergałam sówek. Sówka jest dwustronna. Oczy ma z przodu i z tyłu. 





Jutro będę dziergać komin z czarnej włóczki igiełkowej na drutach. Nie wiem czy podołam, bo z drutami mi nie po  drodze, ale spróbuję.
Pozdrawiam 

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Samotna gwiazdeczka

Nie zamierzałam, ale się skusiłam. Na jednym z zagranicznych blogów zobaczyłam gwiazdki robione bardzo prosto. Podstawą jest plastykowe kółeczko, a reszta wedle uznania. Można przyozdabiać koralikami, wstążeczkami, itp. Ja zrobiłam skromną gwiazdeczkę z malutkimi perłowymi koralikami. 
To już koniec mojego  gwiazdorzenia. Ładniutka, prawda?

Pa...

Coś pod choinkę

Święta za pasem, a ja nie mam żadnych suwenirów. Od czego jest włóczka i szydełko? Wiadomo. Wczoraj machnęłam czapulkę i śmieszną torebeczkę dla dwuletniej wnusi mojego brata. Myślę, że spodbają się cicio-babcine prezenty.
Czapusia robiona z podwójnej nitki, myślę, że będzieciepła. Nna czubku miał być pomopn, ale szybciej mi wyszedł podwójny kwiatek, poza tym kwiatek można spruć i odzyskać włóczkę, a z pomopnu żadnego pożytku.




Torebeczka wesolutka, bo  wielokolorowa, z resztek włóczek.
Te dwa kółeczka to namiastka guzików. Obdziergałam dwa plastykowe kółeczka i przyszyłam zamiast guzików. To tak dla bezpieczeństwa, bo maluchy lubią rozmontowywać wszystko, odrywać  i brać do buzi, a guziki są bardzo łatwe do połknięcia. 
Tył cały czerwony.




To nie  jest doskonała robótka, widzę trochę błędów( to z pośpiechu wysoki sądzie), ale nie chciało mi się poprawiać.
Dzięki za odwiedziny i milusie komentarze. 
Ja nadal nie mogę u Was komentować, czasem mi się uda, ale tylko czasem.
Pozdrawiam

niedziela, 14 grudnia 2014

Misz masz kolorowy

Dzisiaj króciutko. Nie robię bombek ani gwiazdek. Ząb prawie nie boli po zmianie antybiotyku. Jest nadzieja, że jutro będzie zaleczony. Co za ulga. Śniegu nadal nie ma i bardzo dobrze. A ja wczoraj poszalałam z włóczkami i zrobiłam trochę podkładek. Kolory różniste, ale jak tak lubię. Podkładki z włóczki są bezpieczniejsze, bo jeśli się przypadkowo zaleje kawą,  to łatwiej sprać. Z bawełną jest już gorzej, nie wszystkie plamy schodzą.
Pierwszy zestaw malutki, bo zabrakło włóczki.

Drugi zestaw, to już prawie komplet. 
Cztery podkładki są jednakowej średnicy, a na zdjęciu wydają się różne.
 Kolory mamią oczy. 


Ja wiem, że większość preferuje jednokolorowe podkładki, ale można czasem coś upstrokacić.
Pozdrawiam 

środa, 10 grudnia 2014

Efekt bolącego zęba

Od piątku boli mnie ząb. Wszystko jasne. Taki sobie niewielki ząb, skromna piąteczka. Do czwartku był zdrowiutki i nagle zaczął świrować. Ból, obrzęk, szał ciał.  Dentystka rozwieciła, wyczyściła, zapisała atybiotyk i kazała pojawić się za tydzień do leczenia kanałowego. Wróciłam do domu prawie szczęśliwa, bo ból ustępował z minuty na minutę.  Moje szczęście nie trwało długo, zaledwie jedną dobę. Pochłaniałam posłusznie zapisane prochy, na  dokładkę co parę  godzin coś p/bólowego,  ale szczęśliwość  nie powróciła. Jestem od niedzieli na  głodzie, nie licząc prochów. Jedynie kawa ratuje. Dzisiejsza noc rozłożyła mnie na maksa. Od  bólu nie zmrużyłam oka,  mimo podwójnej dawki Pyralginy. Zdawało się, że będę chodzić po ścianach albo wsiądę do samochodu i pojadę szukać kogoś, kto mnie uwolni od tej "rozkosznej" męki. Może być i kowal, byle tylko wyrwał, pomyślałam.  Ale gdzie tu teraz szukać kowala,  jak w mojej wsi od  lat nie widziałam konia.  Musiałam się czymś zająć,  żeby nie sfiksować.
Telewizor mnie trochę podtrzymywał na duchu, a szydełko zrobiło resztę.
Zaczęłam zawzięcie i  rozpaczliwie dziergać dawno zamówione czapki. 
Rano były gotowe. 
Jedna taka bardziej kościółkowa, przyzdobiona, a druga zwykła, prosta do pracy.  Tak sobie życzyła klientka.
Oto efekty bolącego zęba.





Ząb boli nadal, mimo wizyty u dentystki. Przeczyściła, włożyła antybiotyk i stwierdziła, że muszę wytrwać do piątku, aż zejdzie stan zapalny. Masakra! A  co będzie dalej, nie mam pojęcia. 
Pozdrawiam, ledwo zipiąc.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Gwiazda

Miała  być gwiazdeczka, a jest gwiazda. Z  cienkiego kordonka na pewno byłaby  gwiazdunia,  ale ja nie jestem miłośniczką cienizny, więc zrobiłam z włóczki. 
Mnie się podoba i nawet nie namęczyłam się za bardzo. Wzór odgapiłam z internetu. Bardzo fajnie się robi, tylko mnie denerwują pikotki. Mogłam je opuścić, ale poświęciłam się i wydziergałam co do jednej. 
Dusia pytała w komentarzu kiedy będą bombeczki. Kochana, nic z  tego, Ty jesteś mistrzynią od bombek. Wprawdzie miałam zakusy na bombki, niestety, to nie na  moje siły i kosmiczny brak cierpliwości do  dłubaninek cienkim szydełkiem.   
Na tej gwieździe zakończę swoje ozdóbki świąteczne. Wolę podziwać je u Was.

Dziękuję za odwiedziny  i sympatyczne komentarze.
Pozdrawiam 

niedziela, 7 grudnia 2014

Malizna

Na każdym blogu robótkowym  bombeczki, dzwoneczki i gwiazdki, a u mnie posucha, malizna. 
Nie mam ochoty na szaleństwa świąteczne. Coś jednak dziergam. Takie maleństwo, podkładka  na kształt gwiazdki.

i dwa serduszka
a także serwetka dla mnie, czyli moja osobista podkładka pod filiżankę z  kawą, z powiązanych resztek włóczek. Robiłam bez dobierania kolorów jak leciało.
Mnie się podoba taki kolorowy misz masz.


 Wczoraj kupiłam sobie mikołajowy prezent. Maleńki grudnik. Mam nadzieję, że będzie kiedyś okazały. Lubię te kwiaty.


U mnie pogoda super. Tylko 7 gradusów za dnia, oby tak dalej.
Pozdrawiam
Ps:nadal nie udaje mi się zamieszczać u Was komentarzy, ale zaglądam codziennie i podziwiam Wasze prace, ( Coś jest nie  tak z moją przeglądarką).

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Odstresowacz

Kiedy dopada mnie smutek, wtedy staram się zająć ręce i  głowę czymś, co zmusi mnie do zmiany patrzenia na rzeczywistość. Wiem, że to niczego nie zmieni, nie odwróci biegu zdarzeń, nadal myśli się kłębią, mnożą pytania, na które nie ma odpowiedzi, ale przynajmniej mam zajęcie i nie lecą łzy. 
Wczoraj odszedł ktoś, kto był mi bliski i miał być ze mną na zawsze. Już go nigdy nie zobaczę. Pustka, żal, złość, wszystko się we mnie gromadzi. Boli jak cholera, ale życie ma swoje prawa. Może to niepoważne,  ale zamiast rozpaczać, zaczęłam dziergać. 
Każdy ma swoje sposoby na oswojenie żalu, na rozładowanie emocji. Płacz nigdy nie  był dla mnie lekarstwem. Praca tak.
To tylko jeden efekt  mojego zmaganiem się ze smutkiem. Już wiem kto
się nim zaopiekuje, jeśli zechce. 

Pozdrawiam 

niedziela, 23 listopada 2014

Komino-kaptur

Od dziergania Mikołajków mam już zamęt w  oczach i  głowie. Na szczęście wczoraj skończyłam zamówienie, a  od wieczora  nareszcie wzięłam się za zaczęty  w ubiegłym tygodniu komino -kaptur. Musiałam wszystko spruć  i zacząć od początku. Skończyłam przed godziną,  ale nie wiem czy będzie się podobał Koleżance. Gdybym miała 4-letnie dziecko do przymierzania pod  ręką,  to byłabym pewna, że będzie pasował,  a tak, to dziergałam w  ciemno. 
Sesja zdjęciowa na głowie dorosłej "modelki", więc kaptur jest naciągnięty. 
Nie wygląda na duży,  a pochłonął aż 144 gram włóczki. Miałam tylko jeden motek Puchatki i musiałam kombinować z inną włóczką. Nie miałam grubej, więc robiłam z dwóch nitek.
Chyba będę musiała zmienić uszy, bo wydają mi się za duże.




To jest mój pierwszy komino-kaptur, więc wszelkie sugestie i konstruktywna krytyka mile widziane.
Pozdrawiam

niedziela, 16 listopada 2014

Mikołaje w kąpieli

Czapki na chwilę poszły w kąt. Nie na długo, bo muszę wszystkie pokończyć. Teraz dziergam Mikołajki. Koleżanka zamówiła kilkanaście i żeby zdążyć zrobić  do końca listopada od  razu wzięłam ten  projekt na warsztat. Lubię robić takie maleństwa, bo szybko widać efekt. Dzisiaj od  rana przysiadłam w jednym miejscu i wydziergałam ponad 20 Mikołajków. Baaardzo się ucieszyłam, bo to oznaczało,  że jak muszę, to  chcę i potrafię. Ale dzierganie to pikuś w porównaniu z ozdabianiem, tzn:przyszywaniem koralików - oczek, nosków i wąsów. Wąsy muszą być, bo facet bez wąsa,  a tym bardziej Mikołaj, to namiastka faceta. Z wąsami poszło gładko, gorzej z oczami, bo czarnych koralików u mnie ani widu. Coś wygrzebałam, przyszyłam kilka, ale do wszystkich Mikołajków nie wystarczyło.  Na szczęście znalazłam ruchome oczka do maskotek. Eureka! A, co,  Mikołaj nie może mieć oczu z długimi rzęsami i błękitem na powiekach? Moim zdaniem może. 
Po mozolnym zakończeniu dzieła, zrobiłam kawę, postawiłam na stoliku obok sterty Mikołajków, abym mogła  racząc się kawą, sycić oczy efektem mojej pracy. I to był mój największy błąd. 
Pierwszy, że nie zdjęłam Mikołajków ze stolika, a drugi, że zrobiłam kawę w mojej ulubionej fikuśnej i wywrotnej filiżance. W zasadzie nie muszę już pisać co było dalej, bo każdy się domyśli. Ale napiszę. Nie wiem jak to się stało, bo nagle filiżanka zrobiła fiku - miku i cała zawartość popłynęła prosto na biedne Mikołajki. Katastrofa!!!
Zerwałam się,  złapałam mikołajki i od  razu do łazienki pod strumień wody. 
I mimo intensywnego płukania, prania, niewiele się uratowało. Te,  które były robione z białej włóczki, odzyskały swoją biel,  ale te robione z nici bawełnianych nie poddały się moim zabiegom. Nie sądziłam, że kawa tak trwale potrafi zabarwić bawełnę. Części czerwone są ok, bo z włóczki,  ale to, co było białe i z bawełny, stało się szaro-bure. Jednym słowem do kosza. Tyle pracy,  tyle radości i wielkie g....
Ocalało tylko 8 sztuk. Dwie wypłukane, a sześć,  bo kawa ich nie dosięgła.
Cóż mi pozostało? Zaczynać od nowa. 
Oto moja skromna  trzódka. 




Każdy jest inny, bo nie potrafię zrobić dwóch egzemplarzy identycznych.
Dla poprawy nastroju, popełniłam bałwaniastą parkę. Śniegu i mrozu jeszcze nie ma, to pani bałwankowa może paradować w strojnej czapeczce i z broszką. 



Obym tylko tymi bałwankami nie przywołała zimy.
Pozdrawiam powyborczo.

czwartek, 13 listopada 2014

Czapki w natarciu

Kolejna czapucha gotowa do prezentacji.  Podobna do tej z melanżowej włóczki, tylko kwiatek ma ciut inny. 



Następna już na szydełku,  tym razem brązowa.  Pani z poczty wybrała dla siebie kolor brązowy z dodatkiem beżu. Moim zdaniem do jej ciemnej karnacji i czarnych włosów brąz nie bardzo pasuje,  ale o gustach się nie dyskutuje. Jej wybór, aczkolwiek mnie to trochę zniechęca do roboty. Taką mam naturę, że jak mnie się coś spodoba, to robota leci migiem, a jak nie, to się wlecze w żółwim tempie,  dlatego niechętnie robię coś na zamówienie, chyba,  że mi kolor spasuje. 
Moja córka robi śliczne rzeczy. Jestem pełna podziwu  dla jej artystycznych pomysłów i perfekcji wykonania. Jest samoukiem. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć co i jak robi, zapraszam do jej galerii. 

http://apocallypticlullaby.deviantart.com/gallery/
Pozdrawiam i dziękuję za komentarze.
P.s
Ja mam od pewnego czasu problem z dodawaniem komentarzy na Waszych blogach. Codziennie zaglądam, podziwiam Wasze prace, ale dodać komentarza nie mogę, bo  się po prostu nie zapisują. Nie mam pojęcia jak jest przyczyna. 

wtorek, 11 listopada 2014

Ciepła czapa

Znalazłam w kartonie z  włóczkami kilka kłębuszków melanżowych włóczek. Mieszanka nie tylko kolorów,   ale gatunków. Skręcane w trzy nitki. Jedna nitka angory, jedna wełny i jedna akrylu. Aż się prosiły,  żeby z nich zrobić ciepłą czapę dla faceta. Padło na mojego brata. Nie wiem czy mu się czapa  spodoba,  ale wiem,  że ją będzie nosił, bo jest cieplutka,  a  on lubi w zimie ciepełko na głowie. Zrobiłam nauszniki i daszek,  które w każdej chwili można wywinąć. Nauszniki mają dziurki, a na czapce przyszyłam guziki do zapięcia. Nie miałam  odpowiednich kolorystycznie guzików, więc na razie przyszyłam takie jakie znalazłam. Poszperam gdzieś i na pewno dobiorę odpowiednie.





A tak wygląda z zapiętymi nausznikami i wywiniętym daszkiem.



Ciepło i praktycznie. 

Następna w kolejce czapka, to czapko-kaptur dla 4 latki. Na  razie tylko zajawka.





Robię półsłupkami nawijanymi, żeby była ciepła. Nie mam schematu, więc jak zwykle na czuja. 
Pozdrawiam milusio. 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Kto rano wstaje

Jest kilka wersji przysłowia - Kro rano wstaje...
Ja od dzisiaj mam swoją - Kto  rano wstaje ten  dzierga. 
Tak się wczoraj rozochociłam do dziergania grubą włóczką, że dzisiaj skoro świt, odpuszczając swoją poranną kawę, chwyciłam szydełko i dokończyłam ognistą czapkę.  Dwie zdrowaśki i czapka gotowa. Potem króciutka sesja zdjęciowa, obowiązkowa kawa, coś na ząb i zrobiło się południe. Ale ten czas zaiwania!
Oto moje nowe dzieło. Ciepła czapa, którą można nosić jak kapelutek, a także jak czapę. Ściągacz z dwóch okrążeń reliefowych zakończony oczkami rakowymi.
Wersja kapelutkowa z wywiniętym z przodu rondkiem.

Wesja

Wersja czapkowa.



Wersja na plaskato, inaczej mówiąc - horyzontalna:

Musiałam dodać coś czarnego, bo miałam mało głównej włóczki. 
No i oczywista oczywistość dodałam kwiatek. 
Jednym słowem  zaczęłam dzień pracowicie. Teraz mogę się zdrzemnąć.
Pozdrawiam słonecznie, bo  u mnie cudne słoneczko, a u Was?
Pa....

niedziela, 2 listopada 2014

Powracam do sówek

Dawno nie dziergałam sówek. Dzisiaj  powrócił sowi sentyment. Przypomniałam  sobie, że sowa była moją pierwszą robótką szydełkową.  Kiedyś jedna z koleżanek radziła mi: - dziergaj sowy, bo to lubisz i fajnie ci wychodzą. I chyba miała rację, więc wracam do sowich motywów. 
Znalazłam dwa motki grubaśnej włóczki Sonia strong, jeden motek Puchatki i po południu wydziergałam sowią czapkę. Mimo że czapka ma trochę dziur,  to będzie cieplutka, bo włóczka jest gruba i puszysta.  Przy okazji zdemakijażowałam manekinkę, bo przecież Hallowen już minął. Jednak wolę ją bez makijażu, a przynajmniej tego mojego autorstwa.

Czapucha na płasko:


I na modelce:



Można też tak:

Jasne paski i oczy są kremowo- żółte, jak kogel mogel,  czerwony jest koloru czerwonego maku,  a nie różowy.  Jedynie zieleń i czerń są prawdziwe. Aparat robi mi wbrew. Zwykła elektroniczna złośliwość. Niech się bestia cieszy. 

Kolejna czapeczka dla dzidziusia prawie na ukończeniu. Pobawiłam się trochę ściegami reliefowymi. Ładnie wyglądają, ale nie pałam do nich wielką miłością.
   

Zaczęłam także czapę z milusiej i grubej włóczki. Kawałek czapy po prawej  stronie. po lewej motek. Nie znam składu włóczki, bo upolowałam ją w second handzie i była bez metki,  ale mnie oczarowała kolorami, grubością, miękkością. Robi się z niej świetnie, mimo że jest dość luźno skręcona z trzech nitek. W dotyku jak wełna z jakąś domieszką. 


Jeszcze nie tak dawno narzekałam na lenistwo, na niechęć do robótek, a teraz już jestem w transie. Chyba to nie było lenistwo, tylko lato i początek złotej  jesieni, a któż w taką porę rwie się do dziergania?
Teraz  jesień w pełni, długie wieczory, w domu ciepełko, to  i ochota  do robótek wróciła. 
Kończę tak, jak to robił mój profesor od fizyki, pisząc na zakończenie lekcji na tablicy: cbdo.
Pozdrawiam