Translate

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Witam poświątecznie

Wracam do Was, bo ciut stęskniłam się za robótkowymi klimatami. Byczyłam się calutki tydzień u braciszka, więc najwyższy czas brać szydełko do łapki i machać zawzięcie. Na Waszych blogach widziałam już dużo nowości, a u mnie marniutko. 
Zrobiłam dzisiaj jedną podkładkę. Mam zamiar wykorzystać ten wzór do robienia abażuru na lampę. Znalazłam na strychu starutki abażur i zachciało mi się dać mu nowe ubranko. Nie wiem czy będzie kolorowe, czy tylko w jednej tonacji, ale na pewno z kwadratów, ewentualnie z sześciokątów. Ostatnio zapałałam sentymentem do tej formy szydełkowej. Kiedyś robiłam na okrągło, a teraz chcę kanciasto. Jakaś odmiana musi być, prawda? 
Oto moja kanciasta podkładeczka.



   A to stary abażur, czekajacy na nową szatkę.


Zastanawiam się czy dziergać z włóczki akrylowej czy z grubszego kordonka. A może z włóczki bawełnianej. Na pewno macie jakieś doświadczenie w tej kwestii, więc czekam na podpowiedź.
A to moja ostatnia zdobycz, a właściwie nabytek. Cztery lata byłam bez samochodu, aż w końcu  miałam dość uciążliwości z przemieszczaniem się z torbami, paczkami, itp. W mieście jakoś łatwiej sobie poradzić bez samochodu, ale na wsi i to na tzw. zadupiu, to już masakra. Zawzięłam się, poskładałam grosze do kupy, dostałam trochę wsparcia od rodziny i kupiłam niedrogie, używane, ale w dość dobrym stanie auto. Jak tylko usiadłam za kółkiem, od razu życie nabrało innych barw, blasku i nowych perspektyw.
  

Kolor trochę ciemnjeszy niż na zdjęciu. Tu wyszedł niebieski, a naprawdę jest chabrowy.  To będzie mój "bławatek", jak nazwała go koleżanka blogowa. Lubię ndawać nazwy swoim autkom. Dawno temu miałam niebieskiego maluszka. Nazawałam go- "błękitna strzała Podbeskidzia".  Było z tego trochę śmiechu, ale nazwa się przyjęła. Potem był popielaty maluch - "szaraczek". Citroena nazwałam "cytruskiem",  a teraz będzie "bławatek". 
Teraz z innej beczki. W piątek trafiłam na rewelacyjny preparat ułatwiający prasowanie. Będąc w Żywcu( dzięki mojemu "bławatkowi") weszłam do marketu Aldi, bez potrzeby robienia zakupów, tylko z ciekawowści. Jednak coś kupiłam, bo jakże mogłam nie kupić, skoro pani przy stoisku rozpływała się nad skutecznością jednego preparatu. Nie był drogi, zaledwie 5.9 zł, więc dla sprawdzenia kupiłam. W domu aż kwiczałam z radości, bo prasowanie nie jest tym, co lubię najbardziej, a szczególnie gdy trzeba prasować poszewki, serwetki, obrusy, itp, ale skuteczność tegoż preparatu przerosła moje oczekiwania. Re w e l a c j a!!!
Wystarczy delikatnie spryskać tkaninę, a resztę zrobi żalazko. Prasuje się lekko, szybko, a serweta po uprasowaniu wygląda jak prosto ze sklepu. Milusia, gładziuteńka, jak pupcia niemowlaka. Chyba polubię prasowanie. 
A oto  sprawca mojej radochy.  
  


I to już wszystkie moje rewelacje.
Pozdrawiam serdecznie.  

czwartek, 17 kwietnia 2014

Świąteczny czas

Kochane  moje pracoholiczki, koniec z robótkami, kończmy szydełkowanie, haftowanie, szycie, pieczenie, smażenie, sprzątanie i oddajmy się błogiemu  świątecznemu lenistwu.  (Ha,  czy tak się da?)
Ja mam to szczęście, że wyjeżdżam do brata na gotowe, jak co roku. Jutro już mnie nie ma w domu. 
Dlatego już dzisiaj życzę Wam wszystkiego co najlepsze na te święta. 
Do spotkania po Świętach.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zdobyłam jajo

Ja to mam szczęście. Mam jajo. Pałętał mi się po głowie pomysł na ozdobienie i byłam niepocieszona,  że nie mogę go zeralizować. Ale od czego jest mój listonosz. On zawsze chętny do pomocy, więc dzisiaj jak usłyszał moje marudzenie, że nie mam gdzie kupić styropianowego jajka, zawrócił do samochodu i przyniósł jajko. Poważnie. Nie swoje, tylko styropianowe. Kupił parę sztuk w mieście dla swoich córek i akurat jedno mu zostało w samochodzie. 
Skoro jajo mi się przytrafiło, to od razu wzięłam go na warsztat i mój pomysł przybrał realny kształt. Nie wiem jak ocenicie, ale ja jestem baaaaardzo zadowolona. Wykorzystałam długaśny łańcuszek zrobiony szydełkiem z białej Sonatki, okleiłam nim jajo, potem dokleiłam wąziutkie kolorowe  tasiemki, kwiatuszek zrobiony na ustrojstwie do kwiatków, a na spód zrobiłam falbaniastą serwetunię, żeby jajo pewnie stało. A, jeszcze dodałam trzy maluśkie  pióreczka, i to już chyba wszystko co zrobiłam z jajem.
Jajo mi się podoba, ale fotki niebardzo, bo robione nocą i bateria ledwo zipie.



To już koniec moich ozdóbek jajcarskich na ten rok. 
Jutro, a właściwie dzisiaj czeka mnie wizyta u dentysty, co wcale nie poprawi mu humoru, bo raz, że rochę bólu, a dwa,  wydatek, ale co tam, da się to przeżyć,  ważne, że ząb będzie uratowany.
Pozdrawiam i czekam na Wasze oceny. 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Jajka się rozmnożyły

Zarzekałam się, że tylko jedno jajo i finał. Ale ja mam zrywy, zazwyczaj za pięć dwunasta.  Zachciało mi się jajuszek i zrobiłam dwa. To poprzednie już ma swoje gniazdko u małej panienki z sąsiedztwa, więc musiałam dorobić nowe. Nie wysiliłam się zbytnio, ale mogą być. Teraz mam nowy pomysł na jajo ekstra, ale nie mam jajek. U nas na wsi można dostać tylko prosto od kury, a o styropianowych mało kto słyszał, a jechać do miasta nie uśmiecha mi się. 

  

Muszę się pochwlić prezentem świątecznym , który przyleciał do mnie Nowego Jorku. Dosatłam cudne włóczki. Cuuuuudne. Mięciuchny, milutki, delikatny akrylik.  Czyż może być lepszy prezent dla osoby uzależnionej od włóczek?  Chyba nie może.
Oto one.
Kochane moje dziewczyny, życzę Wam udanego tygodnia, bez pośpiechu, bez nadmiernego wysiłku. Luzik i dużo uśmiechu. Pa...pa....

środa, 9 kwietnia 2014

Jednojaowa

Jestem jednojajowa. Na wszystkich blogach robótkowych zatrzęsienie jaj, baranków i różnistych ozdóbek wielkanocnych, a u mnie posucha. Powody są dwa. Nie przywykłam do żadnych ozdóbek świątecznych oprócz koszyczka ze święconką. No i jakieś kwiatki w wazonie albo gałązki wierzby czy bazi. 
Drugi powód - wybywam na święta. 
Ale żeby nie wyróżniać się, zrobiłam jedną ozdóbkę - jajco.
Zrobiłam, to mało powiedziane, umęczyłam to jajco z cienkiego kordonka, szydełkiem najcieńszym jakie mam. Nie miałam wyboru co do kolorów,  kordonka u mnie śladowe ilości. Jajco  nie rzuca na kolana, bo wzorek prościutki, ozdóbki ze szpileczek z kolorowymi łebkami, ale mnie się podoba. Oto moje jajco.



Wszyscy mają jajca, mam i ja.

Zabawa w "podaj dalej" nie wypaliła. Nie ma chętnych, trudno. To się nie pobawimy.

Pozdrawiam i znikam.

sobota, 5 kwietnia 2014

Bawimy się w "Podaj dalej"?

Tydzień minął mi błyskawicznie. Czy Wam też tak dni uciekają, bo ja zanim się opamiętam po "wolnej" sobocie i  niedzieli już jest piątek. 
Trochę dłubałam w ogódku, na działce, a trochę szydełkiem, bo to już mój nałóg. I to poważny nałóg. Raniutko zaraz po przebudzeniu, zanim zrobię to co się zwykle robi, ja najpierw łapię za szydełko i muszę dziergnąć chociaż kilkanaście słupków. Czy to już choroba? 
Ale po kolei. We wtorek albo w poniedizałek dostałam niespodziewajkę od Anko z blogu:http://handmade-anko.blogspot.com/  w cyklu zabawy "Podaj dalej".
Ania podała, ja się uradowałam, bo jakże się nie radować takimi słodkościami.

Kureczka jest urocza, dołączyła do mojego stadka, a broszka już ma swoje przeznaczenie. Herbatka skosztowana, pyszna. Dziękuję, Anko.
Skoro Ania zaprasza, nie wypada się wykręcać, więc i ja zapraszam. 
Czekam na chętnych do zabawy, to znaczy dwie pierwsze osoby, które wpiszą komentarz i podejmą wyzwanie otrzymają ode mnie niespodziewajki. A co, to moja słodka tajemnica. Na pewno coś, co będzie miłe dla oka. 
Serdecznie zapraszam do zabawy.
Żeby nie było, że się tylko cieszę, pokażę z czym się zmagałam o porankach. Trenowałam robótki cieniutkim szydełkiem i z cienkiego kordonka. Marne widoki, ale próbuję. Powinnam ciaśniej robić, ale to mordęga. Ja nie wiem jak Wy dajecie radę dziergać połacie serwetek, obrusów, cienizną? Ja chyba się nie zmuszę do tego, chociaż mnie ciekawość ciągnie.




Jednak wolę coś grubszego. Trafiłam na jednym blogu( sorry, nie zapisałam) na fajny wzorek na opaskę do włosów. Musiałam odgapić. Dzierga się bardzo szybko. 

No i oczywiście nie zapomniałam o motylkach, akurat wczoraj zoabczyłam jednego w ogródku. Wiosna całą gębą. 

Ten drugi czeka na tułów i czułki.
To da się zrobić. 
Zapraszam do zabawy i życzę pogodnego weekendu.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Chwalę się

Muszę, muszę się  Wam  pochwalić moim ostatnim wyczynem, , bo jestem z siebie dumna jak paw. A że do pełnej satysfakcji potrzebne są głaski, więc nadstawiam się na... głaskanie, oczywiście.  
Zachciało mi się zrobić serwetkę. Niby chcieć to móc, ale nie u mnie, bo za |Chiny nie potrafię i nie lubię wytrzeszczać ślepia na wszelakie wzory, schematy i takie insze rozpiski. Mam kilka mądrych gazetek z wzorami serwetek, ale tylko je ogladam i wzdycham. Chciałabym, oj chciała... Nie lubię cienkich szydełek i cienkich nici, a serwetki dobrze czyli ładnie  wyglądają z cienizny. 
Wczorajszej nocy zawzięłam się i zaczęłam dziergać serwetkę( z głowy). Najpierw z cienkiej włóczki akrylowej, szydełkiem, 2'. Zaczęłam od kółeczka i pomalutku kombinowałam tak, aby dobrze się układała i oczka się zgadzały. Gdyby mnie ktoś podglądał przez dziurkę od klucza, to miałby niezły ubaw, szczególnie z moich rozgaworów samej z sobą.  Dobrnęłam do końca dobrze po północy i padłam jak bura kawka. Ale byłam zadowolona.
Oto co zrobiłam.
Dzisiaj z samego rańca poszłam za ciosem i zrobiłam większą serewtkę, zmieniłam trochę wzór, bo chciałam większy rozmiar  i wyszło coś takiego.

Parę razy prułam, ale i tak jest kilka potknięć. Widać je na pierwszy rzut oka, ale ważne, że w ostatnich okrążeniach liczba oczek się zgadza i nic się nie falbani, a że jakiś element jest cieńszy do następnego, to mały pikuś.  
Ta serwetka ma 32 cm średnicy, wielgachna jak na moje umiejętności.
I co, mogę być z siebie dumna? 
A tak w sekrecie przyznam się, że w ten sposób zrobiłam sobie prezent imieninowy.  Może kiedyś odważę się na cieniznę.
Pozdrawiam Was z dumną  miną.