Translate

środa, 10 grudnia 2014

Efekt bolącego zęba

Od piątku boli mnie ząb. Wszystko jasne. Taki sobie niewielki ząb, skromna piąteczka. Do czwartku był zdrowiutki i nagle zaczął świrować. Ból, obrzęk, szał ciał.  Dentystka rozwieciła, wyczyściła, zapisała atybiotyk i kazała pojawić się za tydzień do leczenia kanałowego. Wróciłam do domu prawie szczęśliwa, bo ból ustępował z minuty na minutę.  Moje szczęście nie trwało długo, zaledwie jedną dobę. Pochłaniałam posłusznie zapisane prochy, na  dokładkę co parę  godzin coś p/bólowego,  ale szczęśliwość  nie powróciła. Jestem od niedzieli na  głodzie, nie licząc prochów. Jedynie kawa ratuje. Dzisiejsza noc rozłożyła mnie na maksa. Od  bólu nie zmrużyłam oka,  mimo podwójnej dawki Pyralginy. Zdawało się, że będę chodzić po ścianach albo wsiądę do samochodu i pojadę szukać kogoś, kto mnie uwolni od tej "rozkosznej" męki. Może być i kowal, byle tylko wyrwał, pomyślałam.  Ale gdzie tu teraz szukać kowala,  jak w mojej wsi od  lat nie widziałam konia.  Musiałam się czymś zająć,  żeby nie sfiksować.
Telewizor mnie trochę podtrzymywał na duchu, a szydełko zrobiło resztę.
Zaczęłam zawzięcie i  rozpaczliwie dziergać dawno zamówione czapki. 
Rano były gotowe. 
Jedna taka bardziej kościółkowa, przyzdobiona, a druga zwykła, prosta do pracy.  Tak sobie życzyła klientka.
Oto efekty bolącego zęba.





Ząb boli nadal, mimo wizyty u dentystki. Przeczyściła, włożyła antybiotyk i stwierdziła, że muszę wytrwać do piątku, aż zejdzie stan zapalny. Masakra! A  co będzie dalej, nie mam pojęcia. 
Pozdrawiam, ledwo zipiąc.

1 komentarz:

Teresa O pisze...

Azalio będzie dobrze, na pewno ząb uratuje, miałam podobną sytuację. Czapeczki fajne.