Translate

piątek, 24 kwietnia 2015

Szydełkowy relaks

Nic mnie  tak nie odpręża, jak szydełkowanie. Siadam na tapczanie z koszykiem włóczek i oczywiście z filiżanką kawy, i odpływam.
Wczoraj zaczęłam dziergać serwetki z pamięci. Nie lubię czytać wzorów, więc sama kombinuje, dodaję oczka, sprawdzam czy się za bardzo nie faluje, nie ściąga, pruję, zaczynam od początku i tak w koło Macieju, aż to coś nabierze serwetkowego kształtu.  
Nie mam serca do cienkich kordonków, zdecydowanie wolę włóczkę,  ale z cieńszą bawełną już się skumplowałam. 
Zrobiłam maluśkie serwetunie, a właściwie to podkładki. Nie istotne jak je nazwać, ważne, że odpoczęłam na maksa, a moje tworki nie są chyba najgorsze, tym bardziej, że pomysł własny. 


Różowej brakuje wykończenia,  tak uważam. Pewnie coś dorobię,  ale to zostawiam do przetrawienia. Nie chciało mi  się dłużej dziergać, gdy ze zdziwieniem  stwierdziłam, że  za oknami noc  zmieniła barwy, a ptaki się rozśpiewały.  



 Po raz pierwszy udało mi się zrobić dwie identyczne: turkusową i  białą. To mój wielki sukces, bo zawsze robię jeden egzemplarz, a powtórka już mi nie wychodzi tak samo. 
Pogoda się u mnie skiepściła. Rano było cudnie, ślicznie, słonecznie, a teraz nad domami zawisły ciężkie chmury, przewalają się leniwie i chyba luną deszczem. Do tego przyleciał pędziwiatr szalony, zawodzi, prycha, wzbija tumany kurzu... Odechciało mi  się wyjść z domu. Pewnie szydełko mi będzie znowu towarzyszyć.
Poooozzzzddddrrrraaawwwiiiaaammm  

1 komentarz:

Kasia J. pisze...

Śliczne serwetki :-) Piękne wzory i cudne kolory.
Pozdrawiam serdecznie.