Translate

niedziela, 28 czerwca 2015

Sowa do tulenia

Zachciało mi się podusi do tulenia i mam. Uszyłam pękatą sowę. Kolorki nie bardzo sowie, ale co tam...
Sowa jest z bawełny, polarku i włóczki. Taki misz - masz. Wypchałam ją ociepliną antyalergiczną, zaszyłam na amen i mogę tulić. Jest cudownie puchata, mięciusia.  
Oto moja sówka.

Tył miętowy:

A  tak wyglądała przed napełnieniem:


Pierwszy raz w życiu przyszywałam aplikacje. Moja maszyna nie ma odpowiednich bajerów do takich robótek. Nie bardzo jestem zadowolona z efektu szyciowego, ale jak to mówią, pierwsze koty za płoty. Muszę trenować, może następne wyjdą lepiej.
Pozdrawiam

4 komentarze:

Beva pisze...

Świetna sówka. Moja maszyna też nie ma wielu bajerów i też kiedyś męczyłam się z aplikacjami ale nie wyszło mi to tak ładnie jak Tobie.

Azalia pisze...

E, tam. Ładnie na zdjęciu, ale z bliska widać krzywizny. Pozdrawiam

Ka92 pisze...

Czlowiek uczy sie cale zycie, dla mnie bomba ;) sama dopiero ucze sie szydelkowac i mimo wszystko ciesze sie z kazdej pracy. Pozdrawiam

Małgorzata L. pisze...

Świetna sowa :)).