Translate

piątek, 28 sierpnia 2015

Ocieplacz na dzbanek

Nigdy nie używałam żadnych ocieplaczy na kubek z kawą czy na dzbanek z gorącym napojem. Szperając w sieci  natrafiłam na mnóstwo ocieplaczy. Niektóre bardzo efektowne, wręcz artystyczne.
Pokusiłam się o uszycie ocieplacza. Zrobiłam wykrój od ręki, dodałam gruby wkład ociepliny, podszewke, lamówkę  i jest ocieplacz. Szyło się nawet dobrze, aczkolwiek miałam obawy czy dam radę.  Mój ocieplacz ma już właścicielkę, a ja  mam  zamówienie na kolejny + podkładki.

    


Czy Wy używacie ocieplaczy?
Pozdrawiam

środa, 19 sierpnia 2015

Cieżka praca przy sercu

Nasze  serce wymaga troski, to wie każdy, ale nie każdy wie ile zachodu wymaga szyte lniane serce. Na pozór wydaje się, że to siup i już, a jak się zacznie sercową robótkę, wtedy zaczynają się schody. Nie uwierzycie, że przy tym serduchu spędziłam upojne godziny od ósmej rano, do czternastej po południu. Bez mała robocza dniówka. Nie jadłam śniadania, wypiłam tylko kawę. Oto moje najnowsze serducho -  16 cm na 18 cm mierzone bez zawieszki i ogoonka.



Od tyłu:


Najpierw zeszyłam na maszynie dwa serca wycięte z lnu. W pośpiechu zapomniałam zostawić otwór na wywrócenie i na włożenie wkładu. Nie chciało mi się pruć, bo ścieg był gęsty, więc poszłam na skróty - rozcięłam na środku. Miałam w planie naszycie na środku kwiatka, więc dziura nie bedzie widoczna.

  Serducho już na pawej stronie.
Potem wepchałam trochę ociepliny i zaszyłam otwór, Nie  jest to szew chururgiczny,  ale trzyma.


Ażeby wzmocnić szew nakleiłam płatek tkaniny. Klej Magik jest niezastąpiony w takich sytuacjach.Klei bardzo  solidnie.


Wydziergałam z jutowego sznurka kwiatek dopasowany wielkością do łatki.



 Potem kwiatuszek przyszyłam ręcznie, trochę ozdobiłam, a brzegi oendlowałam brązowym kordonkiem, dorobiłam zawieszkę i ogonek, i serce "żyje". 
Dniówka zaliczona. 
Pozdrawiam


wtorek, 18 sierpnia 2015

Sówka od ręki

Mam nową sówkę z chabrowym dziobem, Nie chciało mi się wyciągać z szafy maszyny, więc uszyłam w stu procentach ręcznie. Całkiem fajnie się szyło, ścisło, żeby oieplina nie wyłaziła i  jest ok.


Przypomniałam sobie moje pierwsze ręczne szycie z czasów pobytu w akademiku( lata siedemdziesiąte). Miałam być świadkową na ślubie koleżanki, a nie miałam nic wyjściowego.  Do mamy daleko, kasy na nowy ciuch nie było, maszyny do szycie też, więc "pożyczyłam" jedną zasłonę z okna w pokoju i zamieniłam ją w ekstra sukienkę. Nikt nie chciał wierzyć, że szyta ręcznie, w jedną noc i z zasłony. Potem poszłam dalej, Z kupionego za grosze na wyprzedaży fioletowego flauszu uszyłam długi płaszcz z kapturem. Nie chciało  mi się podwijać brzegów, więc  wszystko dookoła obdziergałam czarną i niebieską   włóczką. Taką jaką miałam. Płaszcz robił furorę w akademiku i służył mi do końca studiów.
Dzisiaj już bym sie na taki wyczyn nie zdobyła, Lenistwo.
Pozdrawiam


piątek, 14 sierpnia 2015

Serduszkowe szaleństwo

Przyznaję się bez bicia, że nie byłam fanką wszalakich zawieszek, a szczególnie szytych serduszek. Co innego z włóczki, sówki, i takie inne,  ale szmacianki?
Nie wiem co mnie naszło, że "wyrzeźbiłam"w kawałku lnu serducho. Jak wyrzeżbiłam,   to zaczęłam główkować, co z tym począć. Było takie przaśne , serdeczne, prawie się uśmiechało do mnie.
Musiałam, coś zrobić, musiałam i już. Pierwszy powstał czerwony kwiatuszek z kordonka. Potem zaczełam haftować łańcuszkiem coś, co miało naśladować listki( haa..haa). Poszło gładko. A potem szycie na maszynie, wypychanie, zszywanie otworu( masakra). Coś mi  z  tym zszywaniem nie wyszło dobrze, więc zczęłam po prawej stronie obrzucać( pamiętałam z czasów szkolnych), a potem obdzieragałam półsłupkami. Dodałam coś nie co i mam swoje pierwsze serducho.



Teraz wisi nad moim łóżkiem i dynda.


Tyle pracy, a taka malizna.
Po niewczasie trafiłam na blog Jolinki:http://jolinka.blogspot.com/2009/07/fotokursik-lniane-serduszko.html  i od razu mi się rozjaśniło w szarych komórkach. Teraz już nie bedę szyć na czuja. Chyba całe życie trzeba odgapiać. Dosłownie i w metaforycznie.
Pozdrawiam

czwartek, 13 sierpnia 2015

Zabawa z szydełkiem

Szydełko jest dobre na wszystko. Na ból głowy, na stres, na nudę i inne codzienne przeciwności. 
Ja tak do tego podchodzę. Szydełeczko mnie uzdrawia, jak Kaszpirowski, haaa..haa
Wczoraj wczesnym wieczorkiem coś udłubałam, tak zmarszu, bez planu. Kwiatki,broszki, jak zwał tak zwał,  ale mi ulżyło. 


Lubię wymyślać swoje wzory. 
Uszyłam też poszewki na podusie, Jedna w śliczne bratki, chyba?, a druga niebieściutka z bajkowymi stworkami. Zapomniałam jak się one naywają, może muminki? 



Wyrosłam z bajek dla dzieci i jedyne co rozpozaję, to mychę miki i kubusia puchatka. 
Dzisiaj zawiewa wietrzyk, od razu lepiej na ciele i duszy.
Próbuje się dstać na Wasze blogi do kmentowania i za każdym podejściem  zonk. Nawet się komentarz nie otwiera. Nie mam już siły walczyć z blogerem.
Pozdrawiam

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

A może kolczyki?

Pewnie upał mi zaszkodził, bo wzięłam się za kordonek. Znalazłam resztki DCM 5, (nie mam pojęcia skąd  u mnie taka cienizna), jakieś małe szydełko i machnęłam dwa serduszka, przypięłam bigle i...  poszę o fanfary. Oto moje pierwsze kolczyki. Ta dammm... 


Zabrakło mi niebieskiego kordonka na drugie serduszko  więc dodałam granatu. Może być? Robiłam bardzo ścisło i już nie trzeba usztywniać. Serduszka mają 4.8cm średnicy. 
Wprawdzie nie jestem fanką kordonka,  ale coś mi mówi, że czeka mne  bliższe spotkanie i to nie jedno, jak tylko kupię nitki w moich kolorkach.
Nie da się pracować w taki upał, nawet na niby.
Na serio pozdrawiam



niedziela, 9 sierpnia 2015

Serduszka

Z  nadmiaru gorąca musiałam się czymś zjąć, żeby się nie roztopić. Dziergnęłam kilka serduszek. Wzór najprostszy z prostych. Wymyśliłam na bazie babcinych kwadratów. Niby prościzna, a przy  jednym zeszło mi  aż 20 minut. 





Może można krócej,  ale mnie jakoś ślamazarnie idzie robota. Chyba powodem jest upał. 
Pozdrawiam

sobota, 8 sierpnia 2015

Miziaczek

O matko jedyna jaki był dzisiaj upał. Na termometrze od północnej strony 36 gradusów, a w pokoju aż  28. Jednak dało się wytrzymać w mieszkaniu. Gdybym miała taką temperaturę w zimie, to bym się chyba roztopiła. Inna jest odczuwalność temperatury latem i zimą przy takich samych wartościach. .
Nie bardzo chciało mi się cokolwiek robić. Nawet przyzwoitego obiadu nie ugotowałam. Posilałam się ugotowanymi kolbami kukurydzy( uwielbiam), arbuzem i kawą.  Ale pod wieczór, jak się troszkę ochłodziło, siadłam do maszyny i naprędce uszyłam małą sówkę-miziaczka. Maleństo ma srednicę 18 cm, brzuszek wypchany, kokardki przy uszach i błysk w oczach. Siedzi oparta o  maszynę  i czeka na towarzystwo. Może jeszcze dzisiaj się doczeka.


Kończę, zmykam na podwórko poodychać chłodnym wozduchem, a Was pozdrawiam

czwartek, 6 sierpnia 2015

Coś do przytulania

Moja świeżutka sówka-przytulanka z serduszkiem.  Uszyta z tkniny plarowej o składzie 65% bawełna + 35 % polyester.  Wypełniona ociepliną antyalergiczną. Aplikacje robione z wlóczki bawełninej na szydełku.
Wymiary - 47 cm na 45 cm. Poducha jest pękata, mięciutka, do zabawy, do tulenia,a nawet do spania.
Na którymś blogu czytałam, że polar nie jest łatwy do szycia na maszynie. Trochę miałam cykora, ale  poszło bez problemu. Szyje się całkiem dobrze,  tylko najpierw trzeba szwy pofastrygować, żeby się pod stopką nie naciągały. 




Pozdrawiam

niedziela, 2 sierpnia 2015

Sowie oczęta

Nie tylko szyciem się zajmuję, bo przecież moja pasja to szydełko. Wpadłam na pomysł, że można pożenić szycie z szydełkowaniem. Mam tochę plaru, ociepliny silikonowej, co nieco włóczek, więc muszę to jakoś zagospodarować.  Z polaru będą sowie poduchy -przytulaśki, a oczy i inne elementy z włóczki bawełnianej. Na razie dziergam oczęta. Różniste. 


Dobieram kolorki do koloru polarków. Jak wydziegam tyle, ile mi potrzeba, bedę szyć. 
Muszę się Wam pochwalić moim tzw literackim osiągnięciem. Od paru lat coś piszę, zazwyczaj opowiadania z życia wzięte, z przesłaniem.  Publikowałam je przeważnie na swoim głównym blogu,oraz na portalu pisarskim dla początkujących. Dzisiaj moje teksty ujrzały światło dzienne na portalu:pisarze.pl
Zapraszam chętnych do czytania i komentowania.
Podaję link: http://pisarze.pl/dramat-proza/33-proza/9206-grazyna-zdankowska-szczeblewska-zatrzymany-w-czasie.html
Pozdrawiam