Translate

piątek, 14 sierpnia 2015

Serduszkowe szaleństwo

Przyznaję się bez bicia, że nie byłam fanką wszalakich zawieszek, a szczególnie szytych serduszek. Co innego z włóczki, sówki, i takie inne,  ale szmacianki?
Nie wiem co mnie naszło, że "wyrzeźbiłam"w kawałku lnu serducho. Jak wyrzeżbiłam,   to zaczęłam główkować, co z tym począć. Było takie przaśne , serdeczne, prawie się uśmiechało do mnie.
Musiałam, coś zrobić, musiałam i już. Pierwszy powstał czerwony kwiatuszek z kordonka. Potem zaczełam haftować łańcuszkiem coś, co miało naśladować listki( haa..haa). Poszło gładko. A potem szycie na maszynie, wypychanie, zszywanie otworu( masakra). Coś mi  z  tym zszywaniem nie wyszło dobrze, więc zczęłam po prawej stronie obrzucać( pamiętałam z czasów szkolnych), a potem obdzieragałam półsłupkami. Dodałam coś nie co i mam swoje pierwsze serducho.



Teraz wisi nad moim łóżkiem i dynda.


Tyle pracy, a taka malizna.
Po niewczasie trafiłam na blog Jolinki:http://jolinka.blogspot.com/2009/07/fotokursik-lniane-serduszko.html  i od razu mi się rozjaśniło w szarych komórkach. Teraz już nie bedę szyć na czuja. Chyba całe życie trzeba odgapiać. Dosłownie i w metaforycznie.
Pozdrawiam

4 komentarze:

Małgorzata L. pisze...

Urocze serduszko, zazwyczaj tak bywa, że przy takich małych formach jest więcej pracy , niż przy większym projekcie :)).

mika pisze...

Takie serduszko, jeszcze przede mną. Może kiedyś spróbuję :)

Picot Kinga pisze...

I bardzo ładnie wygląda :))
Mnie podobają się takie zawieszki.
Pozdrawiam :))

yolca art pisze...

Witaj Azalio, bardzo ładne zawieszki, pozdrowienia serdeczne!