Translate

wtorek, 18 sierpnia 2015

Sówka od ręki

Mam nową sówkę z chabrowym dziobem, Nie chciało mi się wyciągać z szafy maszyny, więc uszyłam w stu procentach ręcznie. Całkiem fajnie się szyło, ścisło, żeby oieplina nie wyłaziła i  jest ok.


Przypomniałam sobie moje pierwsze ręczne szycie z czasów pobytu w akademiku( lata siedemdziesiąte). Miałam być świadkową na ślubie koleżanki, a nie miałam nic wyjściowego.  Do mamy daleko, kasy na nowy ciuch nie było, maszyny do szycie też, więc "pożyczyłam" jedną zasłonę z okna w pokoju i zamieniłam ją w ekstra sukienkę. Nikt nie chciał wierzyć, że szyta ręcznie, w jedną noc i z zasłony. Potem poszłam dalej, Z kupionego za grosze na wyprzedaży fioletowego flauszu uszyłam długi płaszcz z kapturem. Nie chciało  mi się podwijać brzegów, więc  wszystko dookoła obdziergałam czarną i niebieską   włóczką. Taką jaką miałam. Płaszcz robił furorę w akademiku i służył mi do końca studiów.
Dzisiaj już bym sie na taki wyczyn nie zdobyła, Lenistwo.
Pozdrawiam


3 komentarze:

Maria Wicher pisze...

Sówka jest cudowna Grażynko - i gwoli wyjaśnienia - wiem , pamiętam kochana - cierpliwości proszę tylko a i myślę ze zrozumiesz mnie - nie zawsze bywa tak jakbyśmy chcieli - wszystko przełożyłam o bardzo długi okres - a prezent do ciebie dotrze w odpowiednim momencie - buziaki ślę - Marii

Azalia pisze...

Mario, jaki prezent? coś mi umknęło? Pozdrawiam

Małgorzata L. pisze...

Jakbym siebie widziała Azalio z tym szyciem. Kiedyś też szyłam sobie dużo rzeczy sama i to tak od ręki za pięć dwunasta, z tego co było pod ręką. I powiem nieskromnie, że całkiem fajne kreacje powstawały.Nawet własną suknię ślubną poprawiałam w dniu ślubu, dzisiaj na taki wyczyn chyba bym się nie zdobyła. Suknia była kupiona, ale nie podobała mi się w niej podszewka i coś tam w niej majstrowałam. Teraz znów zaczęłam coraz więcej szyć, mam nadzieję, że rozkręcę się na dobre :)). Sówka urocza :)).