Translate

wtorek, 29 września 2015

Znowu szydełeczko

Jak nie ma co robić, to zawsze jest pod ręką szydełko. Panaceum na nudę i troski.
Zrobiłam z marszu dwie opaski dla małych dam. 


 Jak widać, na opasce biało różowej zabrakło mi koloru i dodałam podobny. Może być?
Druga jest ok.



Fajnie się robi, szybko i nie trzeba żadnych wzorów.
Pozdrawiam

niedziela, 27 września 2015

Kolejny ocieplacz

Nie bardzo miałam ochotę szyć, ale musiałam. Znajoma zamówiła ocieplacz na i podkładkę pod dzbanek.  Moja maszyna nie radzi sobie z grubościami, tym bardziej, że Pani chciała bardzo grube ocieplenie,więc dałam dwie grube warstwy, ale jakoś poszło. Trochę skiepściłam lamówkę przy ocieplaczu, nie miałam nici odpowiedniego koloru i szew zszedł na manowce. Chyba to wypruję(!) i  podszyję w rękach. 


 Lewa strona


Podkładka sporaśna i też dwustronna.



Jest tylko oendlowana, ale wypadałoby doszyć czerwoną lamówkę,taką jak w ocieplaczu. 
Nie jestem wprawiona w przyszywaniu lamówek, niby to proste, a ja mam problemy. Za którymś razem pewnie mi się uda.

Pozdrawiam

piątek, 18 września 2015

Nuda i drobiazgi


Pierwszy raz w życiu nudzę się. Poważnie. Nie znam przyczyny. Zdowie mi nie szwankuje, nic złego  sie nie dzieje, gdzie okiem sięgnę tam widzę coś do roboty, a ja się bezczelnie, bezmyślnie nudzę. Nie mam ochoty na dzierganie, na szycie, na czytanie, na pisanie, dosłownie na nic. To już trwa jakiś czas i trochę się niepokoję. Przed tym totalnym nudzeniem się wydziergałam parę drobiazgów, więc pkazuję. 
Przodzik do torebki dla małej pannicy. Torebka już w użytkowaniu,  ale nie zrobiłam zdjęcia całości, więc pokazuję, to co zrobiłam na początku robótki. 


A to kilka wydumanych serwetek, podkładek. Może kiedyś zrobię z nich coś konkretnego. Na razie leżą w koszyczku.



Pozdrawiam milutko.

poniedziałek, 7 września 2015

Dzierganie na siłę

Nie mam  pmysłu na robótki. Jakoś mi tak leniwie, na luziku, bez wyraźnej motywacji. Jednak szydełko zawsze leży w zasięgu ręki i czasem samo ciśnie się do łapek. Tak też stało się wczoraj wieczorem. Ogladałam fajny film, a tu szok, szydełko mnie zaatakowało. Wepchnęło się między palce i nie mogłam go odczepić. Coż miałam robić? Tym bardziej, że z koszyczka smętnie zerkał cienki lniany sznurek,więc się ulitowałam i wzięłam go w obroty. Dziergałam bez planu, najpierw kwadrat babuni, potem obrobiłam półsłpukami, potem słupkami i gdy już miałam dać sobie i szydełku spokój, wpadłam na pomysł, żeby porobić wachlarzyki z potrójnie nawijanych słupków. I tak zrobiłam.   
Jakież to wszystko wyszło poskręcane. Potem ten poskręcany twór zamoczyłam, zblokowałam, uprasowałam i robótka nabrała wyrazu. Nawet mi się spodobała.
Chyba to jest serwetka? 


 Może wykorzystam ja do do jakiejś lnianej poduszki, albo torby. Nie wiem. Jedno wiem, że ciężko się dzierga dratwą.  Nić jest ostra i sztywnawa, bez przerwy się skręca, ale dałam jej radę

Tak wyglądała przyszpilona do płytki styropianu w czasie blokowania.


Na dzisiaj dość. Zimno, deszcz i nawet zatęskniłam za słońcem. Wy na pewno też.
Pozdrawiam