Translate

poniedziałek, 23 maja 2016

Dmuchawce i podusia

Czyżby lato już zawitało? Pogoda obłędna, aż dech  zapiera. Słońce, kwiaty, rozśpiewane ptaszorki od świtu, sama radość. Wszystko rośnie jak na drożdżach, a najbardziej trawa i chwasty.  Na moim trawniku mlecze totalnie  zdominowały trawę. Ktoś mi poradził, żeby każdą kępkę mniszka wyciągać z ziemi, to można je wytrzebić.   Zaczęłam tak robić, ale po paru minutach zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że gdy uda mi się wszystkie usunąć, to wokół domu będzie łysa ziemia, a to nie jest miłe dla oka. Zostawiłam mniszki w spokoju i brutalnie potraktowałam wszystko kosiarką. Trawy nie ma, ale przynajmniej jest zielono. Wypada teraz  kupić nasiona trawy i rozsypać dookoła. Może się przyjmie. Nie mam talentów ogrodniczych, więc nie narzekam i za bardzo się nie martwię. Ważne, że bez zakwitł, że  konwalie się panoszą bez mojego udziału, tak samo i kosaćce. Parę lat temu był tylko jeden, a teraz jest ogromna kępa. Czekam na pierwsze kwiaty, bo będą na pewno śliczne- ciemno fioletowe i niesamowicie pachnące, jak co roku. 
Po ciężkiej pracy odpoczywałam przy szydełku. Skończyłam okrągłą włóczkową podusię, którą zaczęłam w ubiegłym roku. Uszyłam bawełnianą poszewkę na wsad, napchałam ociepliną, naciągnęłam nowiutką poszewkę i stwierdzam nieskromnie,  że   podoba mi się to moje dzieło.






A to jest( było) moje zamleczone podwórko.








Dmuchawce są piękne, mimo że uciążliwe.
Pozdrawiam słonecznie.






sobota, 14 maja 2016

Odstresowacze

Szydełko i kolorowe motki to  najlepsze odstresowacze, tak mówią szydełkomaniaczki, a ja to potwierdzam. Dodam jeszcze, że dla mnie, to uniwersalne antidotum na nudę, na złą pogodę, na muchy w nosie, i na wszelkie doły.
Od wczoraj bez przerwy pada deszcz, ani deka słoneczka, zimnica, brrr... Nie można nic robić w ogródku, więc tylko  kocyk, kawa,  włóczki  i szydełko. 
Zagospodarowałam końcówki włóczek.  Jestem dumna, bo wytrwałam do końca. Zazwyczaj coś zaczynam i odkładam na później, tym razem chciało mi się skończyć. Mam przodzik do podusi, dość spory - 40 cm na 40 cm. 


 Przydałoby się jeszcze jedno białe okrążenie, ale zabrakło białej włóczki. Tył zrobię z grubszej tkaniny poliestrowej, żeby nie trzeba było prasować po wypraniu. 
Pierwszy mój zamysł to były kwadraty babuni. Już zaczęłam dziergać, ale gdy pomyślałam, że potem trzeba je zszywać, łączyć, to odłożyłam na bok. Wolę prostsze projekty. 
   

Kiedyś się za nie zabiorę i coś wykombinuje. Na razie niech leżą i czkają na moje natchnienie.
Pozdrawiam milusio.


sobota, 7 maja 2016

Myszka rządzi

Odwiedziła mnie znajoma ze swoim wnusiem, czteroletnim Maksem. Przyszła z prośbą o uszycie poszewki na poduszkę do łóżeczka dla malca. Dość nietypowy rozmiar - 56 cm na 45 cm. Dla mnie prosta sprawa, mam trochę bawełny, więc rozkładam na stole i czekam na decyzję, z której mam szyć. Babcia wybrała dwa wzory, ale nagle  Maksik stanął okoniem,
- Musi być ze śpadelmanem , albo z myśką miki, innej nie chcę - zakomunikował z miną nie znoszącą sprzeciwu..
O, matko, a skąd ja wezmę takie tkaniny?- prawie jęknęłam. Mogę zamówić, ale to potrwa...
Malec się rozbeczał, babcia ciut zdenerwowała i po balu.  
Po ich wyjściu przypomniałam sobie, że mam gdzieś  resztki bawełny z myszką miki. Szukałam, szukałam i, eureka! Znalazłam dwa kawałki, jeden z myszką Miki, drugi z kaczorem Donaldem. Mina mi zrzedła, bo to były maleństwa,  ale od czego pomyślunek.  
Udało mi się  tak pozszywać, że wyszła jedna duża podusia i jedna mniejsza. Połączyłam bawełnę z Donaldem i myszką miki z nieużywaną  serwetą i jest duża poszewka.



Mała poszewka, to nic innego jak zeszyte dwie białe serwetki z adamaszku, a na przodzie aplikacja z myszką. 


Uszycie dwóch poszewek zajęło mi całe popołudnie. Zazwyczaj uszycie poszewki,  to góra pół godziny. A tym razem to pełna robocza dniówka. Ale Maksik już się cieszy. I to jest najważniejsze. 
Pozdrawiam cieplutko.

poniedziałek, 2 maja 2016

Złociście i tęczowo

Lubię mocne kolory. Dużo kolorów, wszelkie mozaiki, byle kolorowe.
Wyszperałam w szafie kilka kawałków fajnych tkanin. Kupiłam je w tamtym stuleciu. Zapomniałam o nich na amen, a dzisiaj  same wpadły mi w ręce. Od razu wiedziałam co z nich będzie. Wiadomo, poszewki na poduszki, bo na nic innego nie wystarczy materiału.
Pierwsza poszewka z klasycznego rypsu z połyskiem. Lubię tę tkaninę, bo jest mięsista, milutka w dotyku i świetna w prasowaniu, ale od lat nie widziałam jej  w sklepach. Wystarczyło tkaniny na dwie sztuki.
Podusie są urocze, moim zdaniem.



Kolejne poszewki są ze złocistej  kreszowanej satyny bawełnianej.




Złoto w całej krasie, jakby słońce w domu zaświeciło. Zdjęcia nie oddają prawdziwego koloru. W realu jest bardzo złocisty.
Teraz mogę spokojnie wypić kawę i pogapić się w telewizor.
Pozdrawiam.
Ps.
Dziękuję za komentarze i życzenia z okazji urodzin bloga.







To już cztery lata

Tak się zachłysnęłam wiosną, że przeoczyłam urodziny mojego bloga. 24 kwietnia minęły cztery lata blogowania i dziergania. Pierwsze prace były toporne i proste, ale cieszyłam się z każdej jak dziecko. Zapuszczałam żurawia do blogów robótkowych i  bez przerwy douczałam się od mądrych i doświadczonych handmaniaczek. Z czasem udało mi się coś samej wymyślić. 
Od ponad roku dopadła mnie mania szyciowa. I tak sobie na zmianę dziergam i szyję. 
W sobotę, mimo opadających  rąk z wysiłku i mroczków w oczach po intensywnych pracach porządkowych, zamiast iść spać dorwałam się do szydełka.  I  prawie zasypiając, dziergałam z bawełnianej włóczki nawet nie wiedząc co to ma być. A wyszła całkiem fajna serwetka-podkładka.


 W niedzielę, przeglądając zagraniczne blogi szydełkowe zobaczyłam podkładki dziergane z cienkiej bawełny na grubym sznurku. Musiałam wypróbować, bo akurat miałam kawałek bawełnianego sznurka. Robota prosta, zwykłe koło ze  sznurkiem, i muszę przyznać, że podkładka jest dość masywna, usztywniona. Nie wymaga krochmalenia. Ta metoda jest dobra do dziergania chodniczka lub dywanika. 


Pora spać, więc dobrej nocy życzę i jednocześnie miłego dnia.